Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Czechy / Góry Izerskie

Majak z widokiem na Ałtaj

NPM 2/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Grupiński
(fot. Grzegorz Grupiński)
Karp z głową świni? Latarnia morska setki kilometrów od morza z widokiem na Izery i Karkonosze? Wszystko jest możliwe w krainie Járy Cimrmana – największego geniusza w czeskich dziejach.

Mijamy spowite we mgle zatłoczone Jakuszyce w nadziei, że po południowej stronie gór warunki będą łaskawsze. To kolejny nasz śladówkowy wypad do Czech z Mariuszem, ale pierwszy raz dołącza do nas jego 15-letni syn Szymon. Będzie się działo!

Dokoła mamuta
Zaczynamy od Harrachova. Pierwsza po czeskiej stronie miejscowość jest znana z kompleksu skoczni narciarskich Čerťák. Nad nami piętrzy się największa z nich, mamut o punkcie konstrukcyjnym 185 metrów. Od 2002 roku jej rekordzistą jest Fin Matti Hautamäki, który oddał tu skok na odległość 214,5 metra. Mamut nie cieszy się dobrą sławą wśród zawodników, bo często tu wieje i jest niebezpiecznie. Jakby tego było mało, od pięciu lat nie rozegrano tu żadnych zawodów. Dlatego skocznia nazywana jest wstydem Karkonoszy. Jej stan był tak fatalny, że w 2014 roku pod ratrakiem zapadła się bula. Obiekt stracił homologację i pozwolenia, a Czesi nie mają pieniędzy na jego modernizację. Potrzeba około 300 milionów koron, a więc ponad 30 milionów złotych.
Wszystkie cztery skocznie mieszczą się na stoku Čertovej hory (1020 m n.p.m.) – zakończenia bocznego ramienia Karkonoszy. Poorana nartostradami góra, z charakterystycznymi sylwetkami skoczni, zawsze przyciągała moją uwagę podczas narciarskich wędrówek po polskiej stronie Gór Izerskich. Dzisiaj jest okazja, by nareszcie ją zdobyć.
Przypinamy deski i przecinając tor narciarzy, szusujących do dolnej stacji kolejki, człapiemy w górę szlakiem dla amatorów biegówek. Na leśnych duktach śniegu jest jak na lekarstwo, a jeszcze gorzej się
robi, kiedy docieramy do Novej Janovej cesty. Szeroka droga, wiodąca w stronę wierzchołka Čertovej hory, jest pokryta cienkim lodem, spod którego miejscami wyzierają błoto i kamienie.
– Tośmy pojeździli! – z rezygnacją pakujemy narty na plecy. Dalej idziemy na nogach, prawie do samego szczytu. Dopiero ostatni odcinek podchodzimy na deskach nartostradą. Ci zjazdowcy to mają dobrze, naśnieżane stoki itp. itd…
Na Čertovej horze terkoczą wyciągi i kłębi się kolorowy tłum. Z oczekiwanych widoków na Karkonosze nici. Ciężkie stalowe chmury wiszą na Szrenicy i całym granicznym grzbiecie.
Bez żalu opuszczamy więc niegościnny szczyt. Odpychamy się kijkami i rozpoczynamy kilkukilometrowy, łagodny zjazd. Szlak prowadzi leśnymi drogami koło chaty Studenov do rozdroża Ručičky. Śniegu mało, miejscami jest bardzo zmrożony, więc trzeba zachować ostrożność, ale i tak jest fajnie. Drzewa złowieszczo kołyszą się na ciepłym wietrze, więc doceniamy każdą minutę bezproblemowej jazdy na deskach.
Z Ručiček przez Kladovą cestę zjeżdżamy na północ do doliny Mumlavy. Całkiem pokaźna tu już rzeka ma swój początek na grzbiecie Karkonoszy, na Mumlavskiej louce (1360 m n.p.m.), a pomiędzy Harrachovem i ujściem do Izery jest wykorzystywana przez kajakarzy górskich.
– Postój! Idziemy do wodospadu! – wydaje komendę Mariusz. Odpinamy narty i trzymając się kurczowo barierek, wchodzimy po oblodzonych schodach w stronę wodnej kipieli.
Mumlavský vodopad nie należy do najwyższych, bo ma zaledwie 10 metrów wysokości. Ale robi wrażenie z racji dużego przepływu wody. Woda spada z hukiem z uskoku tektonicznego, opancerzonego kaskadami lodu. Nad i pod wodospadem kryją się niewidoczne „czarcie oka” – wyżłobione w granitowej skale kotły eworsyjne. Jeden z nich jest największy w Czechach, ma ponoć siedem metrów średnicy i trzy metry głębokości.
Za wodospadem nie da się już jechać na nartach. Po chwili docieramy do pierwszych zabudowań Harrachova i na parkingu pod skocznią zamykamy naszą ponad 20-kilometrową pętelkę. Trochę szkoda, że zabraknie czasu na zwiedzanie miejscowych atrakcji. Warto tu odwiedzić muzeum sportów zimowych, hutę szkła, a przede wszystkim… minibrowar. Jeszcze tylko musimy znaleźć jakiś nocleg, o co nie jest łatwo w tych okolicach w piątek po południu. Ale mamy szczęście, bo po krótkich poszukiwaniach w pobliskim Kořenovie trafiamy do wymarzonej bazy wypadowej.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Czechy

Zobacz też