Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Widziane z gór | Aleksander Lwow

Magia liczb, czyli jak różnie można interpretować fakty

NPM 2/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Aleksander Lwow
(fot. archiwum A. Lwowa)
To wszystko, co działo się powyżej 8000 metrów w zimie A.D. 2013 na Broad Peaku, nie miało nic wspólnego z Dekalogiem, gdyż żadne z przykazań nie odnosi się do tej konkretnej sytuacji.

Skończył się już na szczęście ten trudny dla naszego środowiska alpinistycznego rok. Pozostanie on w naszej zbiorowej świadomości jako jeden z najtragiczniejszych, choć przecież nie o liczbę zabitych tu chodzi – bywało gorzej! Dobrze by się stało, gdyby wraz z jego zakończeniem ustały poświęcone wydarzeniom na zimowym Broad Peaku „panele dyskusyjne” i spory, bo i tak – już chyba na zawsze – będzie
Broad Peak dla Polaków tym, czym dla Niemców jest Nanga Parbat: górą fatalną – Schicksal Berg.

Raport jest do bani
Wróciłem do napisanej blisko 20 lat temu książki „Zwyciężyć znaczy przeżyć” z kilku powodów, także dlatego, że po ukazaniu się pierwszego i drugiego jej wydania otrzymałem od czytelników – osób najczęściej zupełnie mi nieznanych – kilkaset sympatycznych lub wręcz uroczych listów i e-maili z... podziękowaniami „za ZZP”. Ale też owe 20 lat przyniosło rozwinięcie lub zakończenie szeregu zdarzeń, w tym także – i przede wszystkim (!) – dramatyczne zamknięcie historii zdobywania Broad Peaku w zimie 25 lat temu, w czym brałem udział. Zadziwiająca koincydencja.
Ubiegłoroczna tragedia na Broad Peaku i fatalny raport komisji PZA w tej sprawie pokazały, jak bardzo można różnić się w ocenie tych samych faktów. Jak wiele do powiedzenia mogą mieć ci, którzy w zasadzie powinni siedzieć cicho. Jak łatwo przy ocenianiu innych zapomina się o dawnych własnych grzechach.
Oto niezwykle alpinistycznie doświadczona członkini komisji podpisuje się pod zawartą w raporcie negatywną oceną moralną zachowań alpinistów podczas zejścia ze szczytu, wytykając protagonistom tego zdarzenia, że zerwali integralność zespołu. Ale zapomina, że 20 lat wcześniej sama identycznie zachowała się podczas jednej ze swoich – i to wcale nie zimowych – wypraw, o czym dziennikarz nieoczekiwanie przypomina jej w trakcie wywiadu.
Oto bardzo doświadczony himalaista starszego pokolenia, mający na koncie wspaniałe dokonania w latach 70., na własnym przykładzie pokazuje, jak odrobina uwagi ze strony partnera i kilka łyków tlenu z jego butli mogą uratować osłabionego alpinistę od niechybnej śmierci. Ale zupełnie nie przychodzi mu do głowy, że ta jego historia, to pójście do ataku szczytowego z niesprawnym aparatem tlenowym (o czym wiedział od początku), jest doskonałym przykładem ilustrującym coś wręcz przeciwnego – przykładem zachowania nieodpowiedzialnego i nagannego, bo stanowiącego zagrożenie jego własnego życia i niosącego ewentualność postawienia kolegów w obliczu dramatycznych wyborów, gdyby doszło do tragedii.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też