Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Góry Kamienne

Lubawka da się lubić

NPM 10/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Z wierzchołka Świętej Góry najbardziej okazale prezentuje się górujący nad Wałbrzychem Chełmiec (fot. Tomasz Rzeczycki)
Słoneczna niedziela i nikogo na szlaku. To nie bezdroża półwyspu Synaj ani nawet legendarne już pustkowia południowej części Gór Bystrzyckich. Jestem w Górach Kamiennych koło Lubawki i sam się dziwię, że... jestem tu sam. Krótkie podejścia, strome zbocza, dalekie widoki, łatwy dojazd autem – wszystko to na szczęście nie wystarcza, by przyciągnąć tu tłumy.

Podczas inwazji peerelowskich wojsk na Czechosłowację w 1968 roku Lubawka była jednym z nielicznych, oficjalnie ustanowionych przejść granicznych dla wojsk okupacyjnych. Dziś, niemal pół wieku po tamtej napaści, żadnej, tym razem turystycznej inwazji na czeską część Gór Kamiennych nie trzeba się obawiać. Czeka tu na nas wyłącznie błogi spokój i relaks.
Z polskiego pociągu w Královcu wysiadam o poranku jako jedyny wędrowiec, który ma zamiar powłóczyć się po czesko-polskim pograniczu. Zamierzam się wdrapać na najwyższy czeski szczyt tutejszej części Gór Kamiennych, potem już po swojej stronie granicy odpocząć na słynnej i tajemniczej Krzyżówce BHP, podziwiać z oddali ostatnią czynną skocznię narciarską w polskich Sudetach i odwiedzić kaplice na zboczu Świętej Góry. Stamtąd już tylko kilka kroków będzie mnie dzielić od największego w sudeckiej części Śląska budynku dworca kolejowego. Jak na jeden dzień to całkiem sporo osobliwości.

Z ziemi czeskiej do Polski
Najfajniejsze jest to, że wszystko to mogę zrobić bez paszportu i bez zapasów czeskiej waluty w kieszeni, co warto uświadomić młodszemu pokoleniu, nieznającemu utrudnień panujących na górskim pograniczu jeszcze kilkanaście lat temu. Nawet swojski REGIOkarnet Przewozów Regionalnych pozwala dojechać do Lubawki, a potem wystarczy tylko dopłacić kilka złotych, by dotrzeć do pierwszej czeskiej stacji za granicą. Prowiant w plecaku trzeba wziąć z domu, bo w tym rejonie Gór Kamiennych dotąd nie zbudowano żadnego schroniska turystycznego.
Pierwszy problem logistyczny rozwiązuję w kilka minut. Okazuje się, że chaszcze skutecznie dezorientują turystę wysiadającego na stacji kolejowej w Královcu. W którą stronę iść? Odnajduję przelotową drogę, za którą czeka na mnie lokalna dróżka do podnóża Gór Kamiennych. Jest kilka minut po ósmej rano. Nawet nie ma komu powiedzieć „Ahoj!”.
Niebieski szlak prowadzi na Královecký Špičák (pol. Kralowiecki Szpicak; 881 m n.p.m.). Ze stacji kolejowej to 350 metrów przewyższenia. Wiem, wiem, ci, którzy wchodzili na Biskupią Kopę z Moszczanki albo na Łysicę od Świętej Katarzyny uśmiechną się tylko. Kilkanaście minut dreptania i okazała góra jawi się na pierwszym planie, na razie za lekko podniesioną kurtyną mgły. Rosy w trawie sporo, więc pomysł skrócenia sobie trasy przypłacam pomoczeniem spodni, dlatego szybko go porzucam.
Podejście na Královecký Špičák prowadzi wąską leśną ścieżką, pnącą się mozolnie, a nawet spiralnie ku górze. Przychodzi skojarzenie ze wspinaczką na kopiec Powstańców Śląskich w Piekarach Śląskich albo na któryś z kopców w Krakowie. Tyle że czeska góra jest zalesiona i widoków na razie nie ma. Na szczyt dochodzę około 9.30. Zastaję tam stalową wieżę telekomunikacyjną, niewielki budyneczek oraz konstrukcję na podszczytowym zboczu o nieznanym mi przeznaczeniu. Wygląda jak ścieżka wyłożona deskami na metalowym stelażu. Może to ostatni odcinek podjazdu dla narciarzy wjeżdżających wyciągiem? A może najazd skoczni narciarskiej? Tylko gdzie jest próg do wybijania się? Oglądam to dziwo na podszczytowej łączce, otulonej oparami mgły, tudzież chmury. Widoków na razie nie ma.
Po zdobyciu szczytu Špičáka można się stąd ewakuować helikopterem – jeśli ktoś ma taki kaprys i stać go na to. Druga możliwość to zejście tym samym niebieskim szlakiem do rozstajów znajdujących się nieco pod wierzchołkiem i skręcenie w stronę południowo-wschodnią. Stamtąd niebieskie znaki prowadzą na Kozlík i kolejną po nim górę. Wędrówka na oba szczyty przypomina nieco marsz łagodnym wypłaszczeniem grzbietu, charakterystyczny np. dla odcinka ze Skrzycznego na Małe Skrzyczne w Beskidzie Śląskim. Łagodny, płaski grzbiet w Górach Kamiennych, znanych jako skupisko pojedynczych stożków powulkanicznych? Tego turysta z Polski raczej by się tu nie spodziewał.

(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też