Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Góry Świętokrzyskie

Lekarstwo z łez

NPM 4/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
Kapliczka św. Franciszka nieopodal źródła o uzdrawiającej mocy (fot. Michał Parwa)
Kiedy chcemy w krótkich słowach opisać Góry Świętokrzyskie, na usta cisną się nam dwa przymiotniki: najniższe i najstarsze. Po chwilowym zastanowieniu pada już lawina skojarzeń, z jaskinią Raj czy Świętym Krzyżem na czele. I niemal każdy zapomina o rzeczy najważniejszej. To właśnie tutaj wskaźnik liczby legend na kilometr kwadratowy jest najwyższy w Polsce.

Magia to nie tylko czarownice, chociaż są one symbolem całego regionu. Do panteonu zdarzeń dziwnych i niespotykanych dochodzą także cuda. Może ich doświadczyć każdy ciekawski lub wtajemniczony, kto zawita na skraj Świętokrzyskiego Parku Narodowego do miejscowości Święta Katarzyna.
Nieopodal czerwonego szlaku, wiodącego na najwyższą w całym paśmie Łysicę (611 m n.p.m.), bije niewielkie źródło o uzdrawiającej mocy. Podobno wystarczy wziąć z niego kilka łyków, aby poprawić sobie wzrok, wyleczyć choroby oczu i nabrać chęci do życia. Właściwości lekko zmineralizowanej wody potwierdzają także mieszkańcy. Przed wynalezieniem kanalizacji, chcąc nie chcąc, pił ją każdy z nich jak miasteczko długie i szerokie. Nawet teraz, gdy wszędzie w domach krany, pod źródełkiem ustawia się kolejka z kanistrami i butlami. Przeszkadzają za to turyści. Też piją, ale zaraz wrzucają monetę, aby mieć pewność powrotu, jakby to było rzymskie di Trevi.
Hydrolog powie, że to zwykły, samoczynny wypływ. Ale fenomen uzdrawiania wywodzi się z czasów, kiedy na Łysicy stał jeszcze zamek. Mieszkały w nim dwie siostry. Starsza, którą codziennie rozpierała energia, oraz młodsza – absolutne przeciwieństwo pierwszej. Cicha, spokojna, samotnie snująca się po lasach.
Pewnego dnia los sprawił, że do warowni zawitał rycerz, a siostry dobrym zwyczajem z ochotą ugościły wędrowca. W tym miejscu, jak na rasową operę mydlaną przystało, akcja się zawiązuje. On kocha obydwie. One kochają tego jednego. A rycerz w rozterce przedłuża swój pobyt w nieskończoność. W końcu wybór pada na siostrę starszą. Nie pytajcie dlaczego. Wiem tylko, że była bardziej zalotna. Zwycięstwo i serce amanta jednak jej nie wystarcza. Knuje intrygę, nakazując kochankowi rzucić siostrę w przepaść. Gdy to się nie udaje, zatruwa miód. Czarka zaprawiona jadem już czeka na młodszą niewiastę, kiedy niewinna wraca z leśnej przechadzki. Biegnąc wśród paproci, strąca dziesiątki kropel rosy. Te zaś unoszą się pod niebo i formują w puszyste obłoki. Po chwili, skłębione i poczerniałe, suną za dziewką aż do zamku, nad którym wisi już potężna burza. Gromom i błyskawicom nie ma końca.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też