Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Alpy Pennińskie

Lawina nie miała litości

NPM 10/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
(fot. Jarosław Tomaszewski)
Na lawiny zimą mieszkańcy alpejskich osad są przygotowani. Albo przynajmniej się ich spodziewają. Ale ta – błotna – zeszła w pewną jesienną, październikową sobotę. Jedna trzecia małego Gondo zniknęła z powierzchni ziemi. To cud, że tylko 13 osób zginęło. W starciu z żywiołem ludzie byli bez szans. Stojąc teraz przed odbudowanymi budynkami i patrząc na piękne góry, aż trudno uwierzyć w to, co wydarzyło się tu 17 lat temu. 

Pierwsze skojarzenia z górami Szwajcarii to oczywiście Matterhorn czy Eiger, czyli marzenia wspinaczkowe tysięcy, jeśli nie milionów, miłośników gór na całym świecie. Ale nie wszyscy śnią o słynnej północnej ścianie czy o cierpliwym czekaniu na okno pogodowe, by zaatakować najbardziej rozpoznawalną górską piramidę w Europie. Niektórzy wolą ciszę i spokój, rozległe przestrzenie i piękne krajobrazy na lodowce i rzadko zdobywane czterotysięczniki. Dla nich okolice przełęczy Simplon (2005 m n.p.m.) na pograniczu Alp Pennińskich i Lepontyńskich są idealnym wyborem.
 
Lokalny potentat Kaspar
Naszą bazą wypadową jest urokliwe miasteczko Brig (690 m n.p.m.) z historyczną starówką i górującym nad nią zamkiem Stockalpera. Przewodniki i drukowane w tysiącach egzemplarzy kolorowe foldery reklamują je jako „położone w najbardziej słonecznej dolinie Górnego Wallis”. I choć do marketingowych haseł zawsze podchodzę z ogromnym dystansem, tym razem narzekać nie możemy. Na niebie piękne słońce, a termometry położone w cieniu i wskazujące ponad 30 stopni Celsjusza nie pozostawiają złudzeń – reklamy tym razem nie kłamią.
Historia miasteczka związana jest z jedną z najpiękniejszych alpejskich przełęczy – Simplon, na którą prowadzi droga rozpoczynająca się tuż za rogatkami miasta. O niej opowiem nieco później. Wędrówkę po okolicy rozpoczynamy od posiadłości Kaspara Stockalpera, lokalnego potentata gospodarczego, który w drugiej połowie XVII wieku organizował transport przez przełęcz. Majątek zbił na handlu solą, którą przewoził na grzbietach mułów, a zyski zainwestował w budowę zamku, przez niektórych uważanego za największą rezydencję szlachecką w Szwajcarii.
– Zamek, który swoją nazwę zawdzięcza nazwisku fundatora i pierwszego właściciela, został zbudowany z granitu i skały wulkanicznej – opowiada przewodniczka i pokazuje na trzy kopuły noszące imiona Trzech Króli: Kacpra, Melchiora i Baltzara.
Obrotny przemysłowiec, o którym dziś powiedzielibyśmy: rzutki biznesmen, przyczynił się do szybkiego rozwoju Brig. Ale mieszkańcy, zamiast być mu wdzięczni, jak to często w życiu bywa, posądzili go o niecne interesy i w ostateczności wywłaszczyli. Tym samym Kaspar został zmuszony do ucieczki za granicę. Co prawda wrócił po kilku latach, ale o czasach świetności mógł już zapomnieć. Stockalper zmarł w zapomnieniu, ale jego zamek jest dziś ogromną atrakcją miasta. Nic dziwnego, że po drugiej wojnie światowej obiekt przejął lokalny samorząd. Dziś odbywają się tu nawet sesje rady miejskiej, choć oczywiście główne źródło dochodów to turystyka.

Jak oni to zbudowali?
W 1799 roku Brig zburzyli Francuzi, ale rozpoczęta kilka lat później budowa górskiej drogi przez przełęcz, za którą stał sam Napoleon Bonaparte, dźwignęła miasto z kolan. I choć oczywiście po tym pierwszym cesarskim trakcie nie ma już śladu, to gdy jedziemy teraz lokalnym autobusem na przełęcz Simplon, oczami wyobraźni widzimy XIX-wieczne oddziały Napoleona, które przemieszczały się tędy na południe.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też