Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | Orla Perć

Kwintesencja tatrzańskich emocji

NPM 9/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Szymon Matuszyński
(fot. Albin Marciniak)
Klasyk klasyków, tatrzańska ekstaza. Najtrudniejszy i najbardziej wymagający szlak najwyższych polskich gór. Przejście całej Orlej Perci jest wyczynem znacznie wykraczającym poza rekreacyjne rozumienie górskiej turystyki, często ocierającym się o prawdziwą tatrzańską wspinaczkę z mnóstwem trudnych technicznie i eksponowanych miejsc. Dla wielu to spełnienie marzeń i najważniejsze przejście w życiu, dla niektórych – początek poważnej wspinaczkowej drogi. 

Orlą Perć zwykle pokonuje się fragmentami. Nic dziwnego – nawet małe odcinki dostarczają niezwykłych wrażeń, emocji, mocno dają fizycznie w kość. Mało tego, równie wymagające bywają szlaki na nią prowadzące – wspinaczka na Kozią Przełęcz, Zawrat czy Żlebem Kulczyńskiego są nie mniej niebezpieczne i skutecznie weryfikują naszą umiejętność poruszania się w skale oraz fizyczną kondycję. 
Od razu należy podkreślić, że Orla Perć i jej bezpośrednie otoczenie nie jest miejscem dla wszystkich. Choć niestety wszystkich można tu spotkać. Odpowiednie jednak przygotowanie do przejścia tej niezwykłej trasy zostawmy na później. Na początek odpowiedzmy na pytanie, jak to wszystko się zaczęło? 
Jak to było 120 lat temu
Ten fragment grani, choć nie należy do głównej grani Tatr, rozbudzał emocje pasjonatów górskich przygód i wspinaczki już w drugiej połowie XIX wieku, kiedy to dokonywano pierwszych wejść na kolejne tatrzańskie szczyty – na przykład Kozi Wierch i Granaty w 1867 roku. 
Na pomysł poprowadzenia takiego szlaku wpadł w 1901 roku Franciszek Henryk Siła-Nowicki – poeta okresu Młodej Polski, będący rzecz jasna również taternikiem. Takie łączenie pasji było w tych czasach dość często spotykanym zjawiskiem, żeby wspomnieć choćby Kazimierza Przerwę-Tetmajera czy Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Ówczesny projekt różnił się jednak znacząco od stanu obecnego, gdyż pierwotnie szlak miał biec od Wodogrzmotów Mickiewicza, podejściem na Wołoszyn i dalej na Krzyżne, aż po Zawrat. I faktycznie, do 1932 roku taki był właśnie przebieg szlaku, jednak ze względu na ochronę przyrody fragment z Wodogrzmotów na Krzyżne został dla turystów zamknięty. 
Sama Orla Perć została wytrasowana w latach 1903-1906 przede wszystkim dzięki niezwykłej determinacji pasjonata Tatr, księdza Walentego Gadowskiego oraz przy wykorzystaniu środków Towarzystwa Tatrzańskiego. Trasy łącznikowe i dojścia wyznaczane były w kolejnych latach, dzięki czemu Orla Perć z każdym rokiem zyskiwała i nadal zyskuje na popularności. Czasem owa popularność jest zbyt duża i zbyt dla gór uciążliwa. Jednak ta kwestia zasługuje na osobny opis, bo wiąże się bezpośrednio z ogólną kwestią dostępności gór oraz odpowiedzialnością i bezpieczeństwem osób poruszających się po Tatrach. 

Moje pierwsze spotkanie
Dość już jednak o historii, czas na chwilę osobistych wspomnień o jednej z najbardziej niezwykłych górskich przygód, jakich w górach doświadczyłem. Z zamiarem przejścia całej Orlej wracam po… 17 latach. W 2001 roku z moim przyjacielem Jerzykiem (wielokrotnie przy okazji różnych górskich wypraw przeze mnie przywoływanym) porwaliśmy się na szaleńczy plan przejścia całej Orlej Perci i Czerwonych Wierchów w ciągu jednego dnia – od schroniska w Pięciu Stawach, przez Krzyżne, aż po Ornak. Było to przedsięwzięcie szaleńcze, ale wyprawa zakończyła się sukcesem. Choć nie obyło się bez kontuzji, spektakularnych zwrotów akcji, zawrotnego tempa w skale i… awarii w postaci kończącej się wody. 
Czasy jednak od pamiętnej wyprawy dość mocno się zmieniły. Sam już w tak dobrej fizycznej formie nie jestem i z większym respektem podchodzę do gór. Nic dziwnego, wtedy nie byłem jeszcze ojcem trójki dzieci, a w głowie było więcej szaleństwa niż rozumu. Choć w górach zawsze zachowywałem odpowiedni poziom uwagi i zdrowego rozsądku, co i dziś się nie zmieniło. Ale inne były też Tatry, inna Perć – w 2001 roku szlak z Zawratu na Kozią Przełęcz nie był jednokierunkowy, co umożliwiało pokonanie takiej, a nie innej trasy. 
Dziś, mimo że w planie mam pokonanie „tylko” odcinka od Zawratu na Krzyżne, chyba staje się to dla mnie wyzwaniem większym niż to sprzed 17 lat. No i na szlak wyruszam samotnie, co z jednej strony jest fajne, ale z drugiej – powoduje pojawienie się pewnych obaw w mojej głowie. 
Jak zawsze, jeszcze przed ruszeniem na szlak wnikliwie analizuję przewodniki. W odniesieniu do Tatr i Orlej Perci godne uwagi są w mojej ocenie dwa: tatrzańska biblia – „Tatry Polskie” autorstwa Józefa Nyki oraz „Orla Perć” Dariusza Dyląga. Szczególnie tę pierwszą pozycję polecam pasjonatom Tatr i wybierającym się w nie turystom. Mimo że brak tam kolorowych zdjęć i pięknych panoram, jest to bodaj najdoskonalszy, najbardziej merytoryczny i najpiękniej napisany przewodnik po Tatrach. 
O Orlej Perci Józef Nyka pisze tak: „Wymaga pewności ruchów, niewrażliwości na przepaści, dobrego przygotowania turystycznego. W sezonie wędrówkę utrudniają zatory ludzkie. Trudności znaczne i w dużym nagromadzeniu: 8 km i 8 godzin, zwykle dzielone na dwa odcinki. Z Zawratu na Krzyżne 6 godzin bez przystanków”. Jasne, myślę sobie. sześć godzin. W życiu… 
Prawie biegnę
Tym razem w Tatry przyjechałem nieco wcześniej, biorąc pod uwagę to, żeby na tak trudny i wymagający szlak nie wychodzić prosto z samochodu – co niestety często mi się w górach zdarza. Dwa dni spędzone w Zakopanem, trzy krótsze wycieczki w szybszym tempie pozwoliły mi złapać nieco aklimatyzacji (tak, tak – w Tatrach też trzeba się aklimatyzować!), więc o wiele lepiej i pewniej przemierzać mi będzie Orlą Perć. 
Na szlak ruszam przed świtem, chcąc jak najszybciej znaleźć się możliwie najwyżej. Od kilku lat staram się dbać o formę – dieta i siłownia sprawiły, że fizycznie jestem w innym (lepszym) miejscu niż 10 lat temu. 
Na Zawrat postanowiłem dostać się przez Gąsienicową, więc idę Jaworzynką i potem brzegiem Czarnego Stawu niebieskim szlakiem na sam Zawrat. Pogoda trafiła mi się znakomita (na razie) – z samego rana nieco chłodniej, nawet całkiem rześko, dzięki czemu do Murowańca może nie biegnę, ale idę naprawdę niezłym tempem. Po dwóch łykach wody, tuż po szóstej lecę w stronę Czarnego Stawu, po niecałych dwóch godzinach melduję się na Zawracie. 

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 

W numerze także rozmowy z Mieczysławem Ziachem, ratownikiem TOPR i Albinem Marciniakiem, autorem mapy „Orla Perć”. Ponadto Andrzej Bazylczuk rozprawia się z mitami na temat Orlej, a pomagają mu w tym eksperci: Edwart Lichota - przewodnik i ratownik TOPR, Jan Krzeptowski-Sabała z Tatrzańskiego Parku Narodowego oraz Albin Marciniak. 


Zobacz podobne artykuły

Tatry Wysokie
Polska

Zobacz też