Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Karkonosze, Tatry

Kultowa chatka do kasacji

NPM 5/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Filip Springer
Projekt schroniska pod Rysami zakłada nowoczesną bryłę wkomponowaną w stok góry (ILUSTRACJA: MAREK WOŹNICZKA I PRZEMYSŁAW STOBIECKI / WYDZIAŁ ARCHITEKTURY POLITECHNIKI WROCŁAWSKIEJ)
Architektoniczne eksperymenty w polskich górach nigdy nie miały łatwo. Ich wartość doceniana jest dopiero po latach. Tak było na przykład z obserwatorium na Śnieżce. Czy podobnie stanie się z projektem nowoczesnego schroniska pod Rysami? Czy kultowa chatka przejdzie do historii?

Zaczęło pękać po południu. To znaczy najpierw zgrzytało, trzeszczało. A potem zaczęło pękać. O tym, że pęka, można się było przekonać, gdy chciało się zamknąć drzwi do górnego dysku. Nagle przestały pasować do framugi. A potem to już poszło na całego. Obserwatorium na Śnieżce trzeba było ewakuować.

Wina ustalona
Pierwsze symptomy tego, że coś jest nie tak, pojawiły się w środę 11 marca około godziny 14. To wtedy pracujący w obserwatorium meteorolodzy usłyszeli i poczuli tąpnięcie. Pomyśleli jednak, że to kolejna czapa śniegu oderwała się od konstrukcji i wrócili do swoich zajęć. Dzień później około czternastej zaczęło się robić naprawdę nieprzyjemnie. Trzeszczenia nie ustawały. Od siedemnastej, gdy większość meteorologów była ze Śnieżki ewakuowana, huczał już o tym nie tylko wiatr na szczycie, ale też cały internet i serwisy informacyjne. Przy okazji medialnego zamieszania można było przeczytać między innymi, że do czasu wyjaśnienia sprawy „Śnieżka będzie zamknięta dla wspinaczy”. Co jednak bardziej ciekawe, winnych znaleziono niemal natychmiast. „Pan Andrzej” donosił na jednym z portali, że na Śnieżce był tydzień temu i to, co widział, wołało o pomstę do nieba. Dwumetrowe sople, kilkunastocentymetrowa warstwa lodu, zalegający wszędzie śnieg.
– Ta katastrofa to wina tego, że nikt nie dbał o tę stację. Wystarczyło nie dopuścić do tworzenia się takich olbrzymich warstw lodu i strącać sople, gdy były jeszcze małe – wyrokował skwapliwie cytowany przez dziennikarzy internauta.
Jeszcze inne przyczyny katastrofy sugerował Robert Korzeniowski, kierownik Centrum Zarządzania Kryzysowego Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego. W jednej z pierwszych wypowiedzi, dementując teorię o tektonicznym tąpnięciu, wygenerowaną chyba w całości przez media, ujawnił, że przyczyną katastrofy był silny wiatr. Tego dnia wiał z zawrotną prędkością 140 kilometrów na godzinę. Dziennikarze skwapliwie to powtórzyli. Nie wiedzieli, że kilkadziesiąt lat wcześniej na Śnieżce zaobserwowano wiatr o prędkości 500 kilometrów na godzinę (jeden ze światowych rekordów). Gdyby ten czwartkowy rzeczywiście miał uszkodzić obserwatorium, to ten rekordowy sprzed lat, musiałby je zdmuchnąć z najwyższego szczytu Karkonoszy.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też