Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | Góry w teatrze

Kukuczka jest w każdym z nas

NPM 7/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Dorota Rakowicz
()
Balowe sukienki, garnitury, szampan, znany muzyk wchodzący na scenę ubrany prawie cały na biało, imponujące efekty wizualne, transowa muzyka i około 20 osób, które przez półtorej godziny nie schodzą ze sceny. Nie, to nie spektakl w jednym ze znanych muzycznych teatrów, które słyną z rozmachu. To „Himalaje” Teatru Śląskiego.

Katowice to ważne miejsce w historii polskiego himalaizmu. Nawet bardzo ważne. Tutaj działa jeden z najważniejszych klubów wysokogórskich w kraju, z którego wywodzą się między innymi Janusz Majer czy Krzysztof Wielicki. Do tego klubu należał również Jerzy Kukuczka. Nic więc dziwnego, że to właśnie on zawładnął wyobraźnią Ślązaków. Blisko 30 lat od jego śmierci, chodząc ulicami Katowic, łatwo trafić na ślady pamięci o drugim zdobywcy Korony Himalajów i Karakorum. Idąc przez centrum miasta na spotkanie z reżyserem „Himalajów”, na odcinku około 500 metrów mijam trzy plakaty, zapowiadające wydarzenia związane z Kukuczką. Trudno się dziwić, że pierwszą jego biografię, która ukazała się prawie dwa lata temu, napisali dwaj dziennikarze z Katowic – Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski. Mimo to sporym zaskoczeniem jest zaangażowanie do prac nad spektaklem reporterów, którzy nigdy wcześniej nie mieli nic wspólnego ze sceną teatralną. Odważył się na ten krok Robert Talarczyk, dyrektor Teatru Śląskiego i... reżyser „Himalajów” w jednej osobie.

Od reportera do dramaturga
Spotykamy się z nim razem z Tomaszem Cylką, redaktorem naczelnym „n.p.m.”, dzień po spektaklu, na którym byliśmy. Wieczorem, zaraz po wyjściu z teatru, zastanawiałam się, kto mógł wpaść na pomysł osadzenia akcji sztuki o Kukuczce na surrealistycznym balu w „garniakach” (do formy spektaklu jeszcze wrócimy, ale tak, obejrzycie na scenie bal). Gdy poznaję Roberta Talarczyka, nie mam wątpliwości, że to właśnie on. Energiczny, twardy Ślązak, z pasją opowiadający o szeroko pojętej sztuce. To on dobrał twórców spektaklu i zdecydował się na współpracę z reporterami.
– Książka Darka Kortko i Marcina Pietraszewskiego była kamieniem milowym, przełomem w myśleniu o tym, że najwyższy czas zrobić sztukę o Himalajach. Dlatego zamówiłem u nich tekst. Napisali kilka wersji, które mniej lub bardziej mi się podobały. Nie chciałem jednak, żeby to była adaptacja książki, tylko napisana osobno sztuka – tłumaczy pomysł spektaklu Robert Talarczyk.
Dariusz Kortko, na co dzień redaktor naczelny katowickiego oddziału „Wyborczej”, wspomina, że z Marcinem – również dziennikarzem gazety – złapali się za głowę, kiedy usłyszeli poważną propozycję dyrektora.
– Nawet nie wiedzieliśmy, jak się za to zabrać (pisanie sztuki –red.). Nie mieliśmy pojęcia, od czego zacząć, na co Robert powiedział do nas z pełnym spokojem: „Przecież to nic trudnego. Poczytajcie sobie jakiś dramat, najlepiej »Wesele« Wyspiańskiego. Przecież to to samo jest. Skoro piszecie, to piszcie, tylko trochę inaczej. Dacie radę” – wspomina dziś Kortko.
Obaj potwierdzają słowa dyrektora, że napisali łącznie kilka wersji sztuki, ale jak się okazało... wciąż to było za mało.
– Mimo wszystko mieliśmy z Marcinem wątpliwości. Zupełnie co innego pisać reportaż, a co innego stworzyć konstrukcję dramaturgiczną. Ludzie się tego uczą latami, a my w ogóle nie mieliśmy żadnego doświadczenia. Ale zaczęliśmy pisać – opowiada dziś Kortko i wspomina: – Tych naszych wersji scenariusza powstały cztery albo i pięć. Pisaliśmy jak najęci, scena za sceną, ale Robertowi ciągle coś nie pasowało.
Mało tego, okazało się, że tekst duetu reporterów, kiedy już powstał w wersji ostatecznej, jest za długi.
– Jak już zabraliśmy się za pisanie, napisaliśmy tekst, którego wystawienie trwałoby ponad trzy godziny – wspomina Marcin Pietraszewski i dodaje: – Jak Robert to zobaczył, w zasadzie powiedział tylko: „Tego się nie da zrobić” i zaprosił do współpracy jeszcze Artura Pałygę (rozmowę z nim przeczytacie na stronie 16. tego numeru „n.p.m.).

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”

Ponadto w numerze kilka stron o spektaklu „Ostatnie 300 metrów” Teatru Bagatela w Krakowie. Monodram o Wandzie Rutkiewicz miał swoją premierę w maju br. 


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też