Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Góry Bystrzyckie

Kto się boi ciszy?

NPM 6/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
(fot. Tomasz Rzeczycki)
Kiedy zamiast wymarzonej wielokilometrowej wyprawy udaje się ledwie leniwy niedzielny spacer, czy to powód do narzekania? Na pewno nie. Zwłaszcza jeśli idzie się ze swoją pociechą, dla której to pierwsze kroki w górach.  

Duszniki-Zdrój – na dźwięk nazwy tego uzdrowiska jeszcze kilkanaście, może kilkadziesiąt lat temu ludziom w średnim wieku mocniej biły serca. To było jedno z bardziej wymarzonych miejsc na turnus sanatoryjny. Wieniec-Zdrój, Nałęczów czy Żegiestów mogły pomarzyć o sławie, jaką cieszyły się Duszniki, położone u zbiegu trzech pasm górskich: Gór Stołowych, Bystrzyckich i Orlickich.
Ale to miasto może się pochwalić popularnością sięgającą naprawdę dawnych wieków. Tutaj w sierpniu 1669 roku nocował były król Polski Jan II Kazimierz Waza, udający się na emigrację do Europy Zachodniej. A w 1826 roku na kuracji przebywał tu 16-letni Fryderyk Chopin, wówczas początkujący pianista. Był jednak tak cherlawy, że z ledwością wchodził na wzgórza otaczające uzdrowisko.
Szlak idący drogą krajową
To nie moja pierwsza wizyta w Dusznikach. Byłem tu jeszcze za czasów kawalerskich. Pojechałem na wakacje z kolegą Michałem i 10-letnim Tomkiem, synem jednej ze znajomych. Taki męski wypad. Z tamtego wyjazdu zapamiętałem niezwykle wtedy dla nas męczący marsz od stacji kolejowej w Dusznikach-Zdroju do Schroniska PTTK „Pod Muflonem”. Mały Tomek znosił to lepiej ode mnie, pewnie po części dlatego, że dźwigałem większość jego rzeczy. Tak, wiem, że ten odcinek to żabi skok, ale w tamtym momencie nie była to żadna bułka z masłem. Te trudy wynagrodził nam nazajutrz kierownik schroniska, który z dobrego serca podwiózł nas swoim samochodem dostawczym aż do Drogi Stu Zakrętów w Górach Stołowych. To była niespodzianka! A jak będzie teraz?
Po latach wracam tu w towarzystwie mojej córki, którą wcześniej zabierałem tylko na krótkie wycieczki w Góry Kamienne i w Beskid Śląski. Można więc powiedzieć, że dla niej to są pierwsze kroki w górach. W takim składzie oczywiście trudno marzyć o ustanowieniu rekordu długości nieprzerwanego marszu przez Góry Bystrzyckie z północy na południe. Ale od czegoś trzeba zacząć, prawda?
Stacja kolejowa w Dusznikach-Zdroju położona jest na północnym krańcu miasta. Wysiadamy na niej i wybieramy niebieski szlak, przecinający ruchliwą drogę krajową nr 8, aby dotrzeć do schroniska. Ósemka to najstarsza nieprzerwanie użytkowana szosa międzynarodowa na granicy polsko-czeskiej, a wcześniej polsko-czechosłowackiej. Ale zostawiamy za sobą pędzące w stronę Czech samochody i zagłębiamy się w dusznickiej starówce.
Śródmieście podzielone jest na dwie części. Bliżej głównej trasy znajduje się stare miasto, a bardziej na południe, w dolinie oddzielającej Góry Orlickie od Bystrzyckich, leży część zdrojowa. Córka jednak na razie niewrażliwa jest na walory architektoniczne, więc nie zawracam jej głowy wywodami na temat barokowych akcentów w dusznickich w kościołach ani opowieściami o dziejach miasteczka.
Groźni jak inwalidzi
A doprawdy ciekawe rzeczy działy się tu po wojnie, jakże kontrastujące z wyobrażeniami o spokojnym uzdrowisku. Przykładem niech będą dożynki z 8 września 1946 roku. Po południu zabawa odbywała się w hotelu Pod Gwiazdą. Około godziny 19.30 wybuchła bijatyka pomiędzy inwalidami przebywającymi na kuracji a żołnierzami WOP. Awantura przeniosła się na miasto, gdzie inwalidzi swoimi laskami i sztucznymi nogami rozbijali, co się dało, tłukąc szyby i talerze. Jak widać, nie na wszystkich bliskość gór wpływa kojąco.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też