Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Tatrzańskie szałasy

Kto mo owce, ten mo, co chce

NPM 6/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Wojtek Szatkowski
(Wojtek Szatkowski)
Coraz więcej drewnianych szałasów tatrzańskich nie wytrzymuje walki z czasem. Ale w części z nich nadal produkuje się według dawnych zwyczajów sery i żętycę. Świat pasterstwa tatrzańskiego jest bowiem złożony i wielowątkowy. Czuć w nim wciąż ostry dym, słychać zbyrkanie owczych dzwonków i pasterski śpiew… Czuć w nim magię. Tajemniczy świat gór spięty klamrą z życiem góralskich pasterzy nadal trwa w Tatrach. O nim jest ta opowieść.  

„Przed zaklęsłą stromizną urwiska
s z a ł a s o l o t – wystrzępione lotki gontów
rozpościera – szykując się w ciszy
do niemożliwej podniebnej żeglugi”

Grzegorz Śmiałkowski, „Szałasolot”
Szałas, jadwiga, baca, kosor – pasterskie abecadło
Na Podhalu od dawna znane jest powiedzenie: kto mo owce, ten mo, co chce. To prawda. Wypas owiec był ciężką pracą, ale i zarobkiem. Wymagał wytrwałości, bo pracowano przecież bez względu na pogodę. W słońce, deszcze, wiatry i zawieje.
Jedyne schronienie mógł dać szałas – od zawsze był nieodłącznym składnikiem górskiego krajobrazu Tatr, Gorców, Bieszczadów i innych krańców południowej Polski. Niezwykły jest ten świat pasterzy. Od czego zacząć, chcąc go zrozumieć? Przyjrzyjmy się, jak budowano szałasy.
Stawiano je przy lesie, w miejscu zacisznym, zawsze osłoniętym od wiatru. Ważne było, by zbudować go blisko źródła wody. Podstawowym materiałem budulcowym był świerk (smrek). I to przy nim lub pod jodłą umieszczano szałasy. To właśnie tym drzewom nadawano magiczne znaczenie i opiekuńczą moc.
Unikano złych miejsc, czyli takich, gdzie ktoś zginął, słychać było dziwne dźwięki albo odgłosy z pogorzeliska, wierząc, że taki budynek prędzej czy później musi strawić ogień. Szałas był zwrócony wejściem na wschód. Wierzono, że takie właśnie usytuowanie spowoduje, że będzie się darzyło.
Sam proces budowy też był otoczony magią i specjalnymi przepisami. Nigdy nie budowano szałasu w Suche Dni Wielkiego Postu, a więc w środy i piątki. Nie stosowano też drzewa uszkodzonego przez piorun. Aby nieszczęścia omijały zbudowany szałas, pod węgłem umieszczano święcone zioła, wosk z paschału i kawałek gromnicy.
Na części dachów zakładano poziome belki (dranice), obciążone kamieniami, które miały chronić dach szałasu przed zerwaniem w czasie najsilniejszych podmuchów wiatru halnego. Do dzisiaj zachowały się takie szałasy z dranicami na hali Stoły w okolicach Doliny Kościeliskiej. Dachy były też strome, by zimą spadał z nich nadmiar śniegu. Pokryciem były początkowo gałęzie, potem dranice, rzadziej gonty (kładzione w dwóch warstwach). Natomiast ściany wykonywano z okrągłych, dość grubych żerdzi i uszczelniano je czasem mchem.
W podłodze wycinano miejsce na palenisko, nad którym wisiała jadwiga, czyli belka, na której wieszano kociołek (kotlik) do podgrzewania mleka. Najważniejszym bowiem miejscem w szałasie było płonące przez cały czas wypasu ognisko (watra). Miejsce na ognisko było obłożone wielkimi głazami, tak zwanymi skrzyźlami. Obok leżał zawaternik – wielka kłoda do podtrzymywania żaru. To właśnie niedaleko ognia znajdowało się posłanie bacy, który był najważniejszy, zaś jego pomocnicy: juhasi i honielnicy spali na rozkładanych na noc derkach lub po prostu na workach wypchanych sianem. Obok szałasów znajdowały się drewniane zagrody dla owiec (kosory) i miejsce do karmienia psów. Blisko nich budowano małe drewniane zadaszone miejsca, gdzie spali juhasi pilnujący owiec. Nazywały się cujki.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też