Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa | Bartłomiej Jurecki

Krupówki są dla mnie ważne

NPM 4/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. Bartłomiej Jurecki )
Bartłomiej Jurecki zakopiańskim fotoreporter.  

​Podobno pieniądze z nagród w konkursach fotograficznych przekazujesz na cele charytatywne...
Tak. Mój dziadek był lekarzem, a moja mama nadal jest lekarzem. Pomagali i pomagają ludziom na miarę swoich możliwości, a ja – za ich przykładem – staram się pomagać na miarę swoich; bo lekarzem nigdy być nie chciałem.
Najbardziej prestiżową z nagród przyznano Ci za zdjęcie wykonane na Krupówkach...
Krupówki są dla mnie ważne. Wychowałem się tam, mój dom rodzinny stoi przy tej ulicy. Krupówki towarzyszyły mojemu dojrzewaniu. Nabierając świadomości fotograficznej, uzmysłowiłem sobie, że doskonały plener mam tuż za oknem. Ciekawych tematów nie musiałem szukać daleko. Pierwsze zdjęcia zrobiłem tu jako licealista i nadal nie omijam Krupówek. Wciąż coś się tam dzieje, wciąż są ludzie – źródło niewyczerpanej inspiracji dla fotoreportera.
A udało Ci się sfotografować Krupówki bez ludzi?
Oczywiście, to żadna sztuka. Wystarczy o odpowiedniej porze roku pójść tam nad ranem.
Po co jednak fotografować puste Krupówki?
Bo bezludne mają swój niepowtarzalny charakter. Natomiast komercyjnie zrealizowałem tam kilka takich zleceń.
Ale na Twoich nagrodzonych fotografiach jest tłum...
Rzeczywiście, Grand Press Photo wygrało zdjęcie wykonane na Krupówkach podczas sylwestra, gdy pomiędzy ludźmi wybuchają sztuczne ognie. Specjalnie wybrałem miejsce, w którym spodziewałem się nieprzeciętnego widowiska. Znam nocne życie Zakopanego. Wiedziałem, z których klubów tłumnie wylegną goście. I nie zawiodłem się. Lubię to zdjęcie, ale przyznaję, że wykonałem je trochę przez przypadek. Musiałem bowiem tak bardzo uważać na fruwające dookoła petardy, że aparat trzymałem przed sobą, lecz oczy miałem zamknięte... (śmiech). Zdjęcie zrobiłem więc na wyczucie, ale na szczęście nie obciąłem nikomu nóg ani głowy.
 
Nie lubię ustawek
 
Ma się to doświadczenie...
Doświadczenie? Z pewnością tak. Ale tego typu fotografie uważam za nieco farciarskie, gdyż moja zasługa i wpływ na kadr są ograniczone. Bardziej cenię sobie zdjęcia w pełni przemyślane. Tak właśnie powstała druga z nagrodzonych fotografii – kontrastowe połączenie kiczu z tradycją.
Lunch w Las Vegas na Krupówkach?
Tak.
Też sprawia wrażenie „farciarskiego”...
Ale nie jest. To był innego rodzaju strzał, ja ten moment wyczekałem. Wiedziałem, że fiakrzy mają w zwyczaju zatrzymywać się pod szyldem Las Vegas, odpoczywać tam, spożywać posiłki. Polowałem więc do skutku i w końcu udało mi się zrobić zaplanowane zdjęcie. A traf chciał, że równocześnie z góralem jadł też jego koń, co dodatkowo ubarwiło historię. Ale ten kadr byłby ciekawy nawet bez utrwalenia momentu konsumpcji. „Bangladesz” połączony z folklorem góralskim robił wrażenie, chociaż był tam codziennością.
Nie musiałeś umawiać się z góralem, że zatrzyma sanie w tym miejscu...
Ależ skąd. Ja w ogóle – pomijając najnowszy cykl – nie umawiam się na sesje. Nie lubię ustawek. Kilka miesięcy po publikacji zdjęcia spotkałem górala z tej fotografii, który powiedział mi, że nawet nie zauważył, iż był fotografowany.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też