Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Królewską drogą na Dach Europy

NPM 5/2013
Numer wyprzedany
Autor:
Grzegorz Stodolny
(fot. Łukasz Supergan)
Dach Europy to marzenie niejednego górołaza. Po przejściu Beskidów, Karkonoszy czy Tatr przychodzi w końcu czas na przekroczenie kolejnej granicy. Dla wielu zdobycie Mont Blanc to naturalny krok w górskiej przygodzie. Aby jednak przygoda zakończyła się szczęśliwie, trzeba się do niej dobrze przygotować.  

W Les Houches, niewielkiej mieścinie nieopodal Chamonix, meldujemy się w ekipie pięcioosobowej – oprócz mnie są: Piotrek, Marcin, Grzegorz i Domel. Dla większości z nas to pierwsza przygoda z wysokim czterotysięcznikiem. Dlatego na cel wędrówki na Mont Blanc wybieramy klasyczną drogę granią Goûter. Klasyczna nie znaczy jednak prosta i łatwa. Owszem, nie są tu potrzebne wysokie umiejętności wspinaczkowe, ale wędrówka granią na dużej wysokości wymaga górskiego doświadczenia. To na pewno nie jest trasa dla kogoś, kto zdobył Baranią Górę albo nawet Orlą Perć. Lodowiec i wysokość wymagają odpowiedniego przygotowania.
Pierwszy krok to sprawdzenie prognozy pogody na najbliższe dni. Niestety, nie jest ona zbyt optymistyczna. Mamy niedzielę, a już we wtorek po południu ma nastąpić załamanie pogody. Szybkie kalkulacje i nie mamy wątpliwości – jest tylko jedna szansa na zdobycie szczytu – pierwszy i szybki atak. Na szczęście mamy już za sobą kilkudniową aklimatyzację, więc w sprzyjających okolicznościach jest szansa na zdobycie szczytu.
– Jeśli będzie trzeba, zrobimy wycof – oceniamy sytuację i nie czekamy ani chwili.

Po torach do góry
Wsiadamy do wagoników kolejki gondolowej. W niedługim czasie osiągamy wysokość 1790 m n.p.m., meldując się przy Bellevue de Chalette Hutte. Tutaj docieramy do torów kolejki zębatej, która jednak późnym popołudniem już nie kursuje. Plan na dzisiejszy dzień jest prosty – dojść jak najwyżej. Ruszamy zatem w górę, duże fragmenty trasy pokonując torami kolejki. Przez całą drogę towarzyszy nam pięknie prezentujący się szczyt Bionnassay (4052 m n.p.m.) wraz ze swoją ostrą majestatyczną granią i opadającym z niej lodowcem. Przed zmrokiem mijamy Nid d’Aigle (2372 m n.p.m.). To tu w sezonie dojeżdża słynny Tramway du Mont Blanc. Wieczorem jest cicho i spokojnie, w promieniach zachodzącego słońca spotykamy jedynie stado zupełnie niewzruszonych naszą obecnością kozic. Na wysokości około 2600 m n.p.m. znajdujemy przy ścieżce dwie platformy pod namioty. Biwakowanie w rejonie Mont Blanc jest co prawda zakazane, ale jesteśmy w sytuacji bez wyjścia. Rozbijamy się w miejscu, gdzie udaje się nam znaleźć źródło wody.
O poranku wita nas całkowicie bezchmurny i prawie bezwietrzny dzień. Stado kozic, które mijaliśmy wieczorem, teraz w liczbie 14 sztuk krąży wokół namiotów, bacznie się nam przyglądając i podchodząc coraz bliżej. O wpół do dziewiątej składamy namioty i szykujemy się do dalszej drogi. Czynnikiem zdecydowanie przyspieszającym nasze opieszałe ruchy jest widok innych turystów, którzy przyjechali pierwszą poranną kolejką zębatą i również podążają w stronę Goûtera. Pokonując niewielki fragment drogi, dostrzegamy po lewej stronie na wzniesieniu ruiny Baraque Forestiere.
– To mogło być całkiem fajne miejsce na nocleg – zauważa Marcin.
Dalej na horyzoncie wyłania się również Aiguille du Midi (3842 m n.p.m.) razem ze swoimi strzelistymi wieżami i kolejką linową. Droga aż do okolic schroniska Tête-Rousse (3167 m n.p.m.) to w przeważającej części kamienna pustynia, na której w promieniach przedpołudniowego słońca czujemy się jak na patelni.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też