Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Góry Opawskie

Królestwo prudnickie

NPM 2/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
(fot. Tomasz Rzeczycki)
Zatopiony kamieniołom z pomnikiem zapomnianego poety, klasztor będący więzieniem najsłynniejszego polskiego kardynała, a na dokładkę mostek postawiony równolegle do ścieżki. Oto krajobraz wschodniego krańca naszych Sudetów.

Jeden z moich znajomych powiedział kiedyś, że jestem maniakiem Gór Opawskich i w zasadzie nie ma w tym stwierdzeniu przesady. To prawda, bo od tego pasma zaczęła się na dobre moja przygoda z górami Polski. Byłem tuż po studiach, gdy u swojego brata w domu zobaczyłem mapę województwa opolskiego. I zdziwiłem się, że na jej krańcu poziomice dziwnie się zagęszczają, tak jakby były tam jakieś góry. Wsiadłem w pociąg, potem w drugi, na rynku w Głuchołazach w księgarni kupiłem przewodnik i tak się to zaczęło. Rok później rozpocząłem zdobywanie 28 szczytów z listy Korony Gór Polski, co niebawem uwieńczyłem sukcesem. Co dalej? Potem przyszła pora, by zarażać górskim entuzjazmem najbliższych. Teraz postanowiłem pokazać Góry Opawskie swojej żonie Ani.
Kierunek Świeradów!
Jest styczniowy poranek, kiedy wysiadamy na stacji kolejowej w Prudniku. Na dworcu nie ma już nawet kasy, ale za to tuż przed nim pręży się tabliczka ze schematem pieszych szlaków turystycznych w Lesie Prudnickim. Jedno z najlepiej rozpoznawalnych tutaj miejsc to północny kraniec Gór Opawskich znajdujący się pomiędzy Ziębią Kopą (czes. Vysoka, 440 m n.p.m.) a Łąką Prudnicką. Jest też pierwszy szlakowskaz Głównego Szlaku Sudeckiego informujący, że przejście nim do Świeradowa-Zdroju zajmie nam 112 godzin, a do Parku Miejskiego w Prudniku tylko 25 minut.
My z Anią idziemy ze stacji kolejowej w kierunku zachodnim, najpierw ulicą Dworcową, a potem Kolejową. Mijamy cmentarzyk żydowski i przekraczamy rzekę Prudnik najbliższym mostem. Przechodzimy obok zabudowań, gdzie dawniej mieściła się fabryka włókiennicza Frotex, której ręczniki były obecne w wielu polskich domach – także w moim. Ale miłośnikom historii Gór Sowich zakłady te nie powinny być obce również z innego powodu. To właśnie tutaj ostatnie lata w Polsce spędził tajemniczy Austriak Antoni Dalmus, czyli człowiek, który tuż po drugiej wojnie światowej oprowadzał polskich dziennikarzy po podziemnym kompleksie „Riese” w Górach Sowich, czyli po nieukończonej ostatniej kwaterze głównej wodza Trzeciej Rzeszy.

Historycznym szlakiem
Idziemy w kierunku południowym wzdłuż ulicy Nyskiej. Mijamy skwer na placu Wolności, przekraczamy ruchliwą ulicę Kościuszki i niewielki dworzec autobusowy. W końcu wkraczamy do prudnickiego Parku Miejskiego. To tutaj umownie zaczyna się niebieski szlak, który po zatoczeniu koła przez góry wraca dokładnie w to samo miejsce. Jego oficjalna nazwa brzmi dumnie: „Szlak historyczny lasów królewskiego miasta Prudnika”.
Ale nie ta jedna trasa tędy przebiega. Starsi turyści pamiętają, że jeszcze pod koniec XX wieku węzła szlaków tu nie było. Prowadził tędy jedynie czerwony, który łączył Głuchołazy z Prudnikiem i nie był połączony z Głównym Szlakiem Sudeckim. Aktywność działaczy PTTK z Prudnika zrobiła jednak swoje i dziś jest w czym wybierać. My decydujemy się zacząć od zachodniej odnogi szlaku niebieskiego.
Początkowo jest to prozaiczny spacer chodnikiem wzdłuż ulicy Dąbrowskiego. Widoków takich, jakie mieliśmy z pociągu, tutaj nie ma. Nic dziwnego, bo najwyższej góry, jaką wtedy podziwialiśmy, czyli czeskiego Pradziada (1491 m n.p.m.), stąd nie widać. Zasłaniają go Góry Opawskie, ale tych na razie też nie da się zobaczyć.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też