Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Rumunia

Królestwo karpackiego krasu

NPM 10/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Agnieszka Kołodzińska
Wizytówka Parku Narodowego Apuseni – gigantyczny portal Jaskini Twierdzy Ponoru (fot. Rafał Kołodziński)
Rejon Padiş w rumuńskich górach Apuseni to świetne miejsce na wyprawę z dziećmi, które nie lubią monotonii. W pagórkowatym krajobrazie nie brakuje jaskiń, jarów i zapadlin, dzięki którym kraina ta zasłużyła na miano królestwa karpackiego krasu.

Asfaltowa serpentyna wprowadza nas z nisko położonej Budreasy na płaskowyż Padiş (ok. 1200 m n.p.m.). Jesteśmy w sercu rumuńskiego Parku Narodowego Apuseni, znanego przede wszystkim z rzeźby krasowej. Te ciekawe formy skalne (głównie wapienie) powstają jako rezultat powolnego rozpuszczania skał na skutek działania wód podziemnych lub powierzchniowych. Infrastruktura turystyczna jest w Padiszu niezwykle rozwinięta, oczywiście jak na warunki rumuńskie. Zadziwia też liczba namiotów, które licznie rozbito wzdłuż potoków, w gęstwinie lasu lub na polanach – nierzadko wbrew zakazom biwakowania. Turyści korzystają z przestrzeni na równi z krowami, które pasąc się na okolicznych łąkach, żywią się nie tylko trawą, ale i zawartością koszy pełnych jedzenia, znajdowanych w pobliżu namiotów. Wszędzie słychać też przyjemny dźwięk krowich dzwonków. Szybko orientujemy się, gdzie można kupić świeżą bryndzę, a gdzie palinkę, bo płoty wzdłuż drogi wyprowadzającej na najważniejsze szlaki obwieszone są stoliczkami z regionalnymi pysznościami. Dzieci codziennie chodzą do pasterskiej chaty (zrobionej – zgodnie z duchem czasu – z przyczepy kempingowej) po gorące placinty z dżemem, mówiąc wyuczoną regułkę:
– Buna ziua, patru placinta şi lapte va rog (co oznacza: „Dzień dobry, proszę cztery placinty i mleko”).
Żona pasterza za każdym razem daje im spróbować kilka rodzajów dżemów, by zdecydowały, jakie nadzienie tego dnia wybierają. Takim właśnie przyjaznym i swojskim klimatem wita nas Padiş. Ale największe przyjemności czekają z dala od cywilizacji.

Twierdza Ponoru
Zwiedzanie rejonu Padiş rozpoczynamy mocnym akcentem – przebyciem jednej z największych atrakcji gór Apuseni: Twierdzy Ponoru (rum. Cetăţile Ponorolui). To obszar obejmujący trzy doliny o stromych ścianach (rum. doline 1, 2, 3), połączone jaskinią Peştera Cetăţile Ponorolui. Można go podziwiać z kilku nawisów skalnych, tzw. balkonów (rum. balcone), podążając krawędzią urwiska, ale także zejść na dno dolin, by naprawdę poczuć ogrom tego miejsca. Aby tam dotrzeć, wychodzimy z Padiszu szlakiem oznaczonym niebieskimi kółkami. Przemierzamy pagórki porośnięte świerkowym lasem, kierując się na południowy zachód. Z oddali słyszymy narastający gwar, który ku naszemu zdumieniu okazuje się dochodzić z gigantycznego pola biwakowego, umiejscowionego w dolinie La Grajduri. Zbliża się południe, więc w licznych tu barach, mieszczących się w szałasach i przyczepach kempingowych, zaczyna się robić tłoczno. Wszędzie widać późnoporanną krzątaninę, w centrum której konie i owce, zahaczając o linki namiotów, pracowicie skubią trawę. Tylko pracownicy Salvamontu (tutejszy odpowiednik TOPR-u) odpoczywają – mimo natłoku turystów, nie są dziś zajęci. Na szczęście… Stąd już tylko godzina dzieli nas od urwiska Twierdzy Ponoru.
Ponor to miejsce, gdzie powierzchniowy potok niknie w podziemnych korytarzach i od tego właśnie zjawiska wziął nazwę obszar, w którego sercu – wielkim portalu jaskini – nikną wody potoku Doliny Cetăţi (rum. Doline 1). Ale my zobaczymy to dopiero pod koniec naszej wędrówki. Tymczasem idąc ścieżką wzdłuż zachodniego urwiska, okrążamy jar. W dole malutcy ludzie przemierzają jego dno. Zastanawiamy się, jak będzie wyglądała droga na dół. Nasze zejście wprowadza nas od południa w dolinę numer trzy. Trasa jest stroma, kamienista i – co najważniejsze dla naszych dzieci – zaopatrzona w łańcuchy i liny! Ale mimo groźnego wyglądu, jest w zupełności bezpieczna nawet dla najmłodszych. Uważać trzeba jedynie na kamienie osuwające się spod nóg turystów idących nad nami. Naprzeciwko widzimy potężne kamienne osuwisko, a nieco z lewej – pierwsze wejście do Jaskini Twierdzy Ponoru! Czarna czeluść huczy spadającą gdzieś w głębi kaskadą, a z jej wnętrza wydobywa się zimna chmura drobinek wody. Mimo ostrzeżenia przed wejściem, widoczna jest wyraźna ścieżka schodząca pochyłym zygzakiem w dół jaskini. Co jakiś czas ktoś wchodzi lub wychodzi z jej głębi. Początek wydaje się bezpieczny, więc wyposażeni w czołówki też postanawiamy zajrzeć do jej wnętrza.
– Tam jest niebezpiecznie! Musicie wrócić! Macie dzieci! Jak przyjdzie strażnik, to da wam mandat! – krzyczy ktoś po angielsku, stojąc przy wejściu do jaskini.
Tłumaczę to na gorąco i czuję, że córkę ogarnia strach. Wracam z nią na powierzchnię, po czym widzę, że nasz „wybawiciel”… wchodzi do jaskini z grupką młodzieży. Od naszych chłopaków dowiadujemy się, że w dole jest podziemny potok, który pełni funkcję ścieżki dla eksploratorów. Na tablicach informacyjnych, które znajdują się przy wejściu na szlak prowadzący do twierdzy od północy (żółte kółka), czytamy później, że pierwsza część jaskini jest dopuszczona do zwiedzania przy niskim poziomie wód, natomiast całościowe jej przejście jest możliwe po otrzymaniu zezwolenia z Parku Narodowego Apuseni i przy użyciu sprzętu speleologicznego.

(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Artykuły z pasma Rumuńskie Karpaty Południowe (m.in. Fogarasze, Bucegi, Retezat)

Zobacz też