Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Armenia

Król-smok

NPM 7/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Konrad Tulej
(fot. Konrad Tulej)
Kiedy w stolicy Armeni, Erywaniu, w letni czas panuje nieznośny upał, na szczytach wulkanicznych stożków leży śnieg. To pod nim ponoć ukrywa się mityczny smok, który nosi takie samo imię jak najwyższy szczyt pasma – Azhdahak. 

Przełom lipca i sierpnia w Erywaniu to spore wyzwanie dla organizmu. Temperatury powyżej 40 stopni Celsjusza nie są niczym niezwykłym. Ormianie w takich warunkach nie spieszą się. Idą powoli, nieco inaczej niż w Europie, gdzie każdy gdzieś goni. Kto może, ten ukrywa się w cieniu, a kobiety zręcznie korzystają z wachlarzy lub innych przedmiotów, którymi można wytworzyć choć odrobinę przyjemnego, chłodnego powiewu. Czekamy więc naszą trzyosobową rodzinką na przystanku autobusowym z nadzieją, że jeszcze dziś odpoczniemy w chłodnych Górach Gegamskich. Z tej perspektywy aż trudno uwierzyć, że średnia temperatura roczna tego pasma to ledwie cztery-sześć stopni Celsjusza, a w wyższych partiach, powyżej 3000 metrów n.p.m., nawet poniżej zera.
Jak rozśmieszyć Pana Boga?
Jak to zwykle bywa, z dużego miasta nie jest łatwo wydostać się autostopem. Korzystamy więc z transportu lokalnego, by dojechać do Abovyan, położonego na przedgórzu Gór Gegamskich. Stamtąd mamy zamiar złapać stop do Sevaberd, skąd chcemy zacząć kilkudniowy trekking. Tyle co do planów, choć – nauczeni doświadczeniem – do nich za bardzo się nie przywiązujemy. Uważam, że w takich sytuacjach często sprawdza się porzekadło ludowe: „Jak chcesz Pana Boga rozśmieszyć, to mu powiedz o swoich planach”. Nawet nie przeczuwamy, że przez najbliższe dwa dni zostaniemy niemalże etatowymi komikami.
Docieramy do końcowego przystanku w Abovyan. Niestety, autobus do Sevaberd odjechał dwie godziny wcześniej. Jest późny ranek, a kolejny pojedzie dopiero o godzinie 17. Czekać nie ma sensu, tym bardziej, że upał doskwiera. Wracamy zatem na skrzyżowanie, żeby złapać jakiś stop. Nie stoimy długo, może 15 minut, i zatrzymuje się małe firmowe auto.
– My do Sevaberd autostopem – pytamy z nadzieją w głosie.
– Wsiadajcie. Zabiorę was z wielką ochotą – radośnie odpowiada dwudziestoparoletni serwisant firmy Volvo i dodaje: – Mieszkam w okolicy i dobrze znam te tereny. Dla was nadrobię 40 kilometrów. Ale czego nie robi się dla gości, którzy odwiedzają Armenię.
Jedziemy, jedziemy, i jedziemy. Toczy się standardowa rozmowa, ale widzę, że coś jest nie tak. Według mojej orientacji wracamy bowiem na południe, a potem odbijamy na wschód. Uznaję jednak, że to kierowca jest lokalsem i wie lepiej. Po niespełna
półgodzinie przyjemnej jazdy auto się zatrzymuje. Już wiemy, że dotarliśmy nie tam, gdzie planowaliśmy. Zaskoczenie maskujemy uśmiechem, ale szczerze dziękujemy. A uprzejmy kierowca, przekonany o spełnieniu dobrego uczynku, wsiada do swojego auta i odjeżdża.
– Wracam do pracy. Wam na pewno się tutaj spodoba – rzuca na pożegnanie.
Zamiast w Sevaberd, jesteśmy w Geghard. Żar leje się z nieba. Widocznie jest nam pisane dotrzeć do celu nieco okrężną drogą. Stąd także prowadzi trasa w góry. Ale to długie podejście wolimy przedeptać w odwrotnym kierunku. Teraz zwiedzamy kompleks klasztorny z IV wieku, który według tradycji został założony przez Grzegorza Oświeciciela. To tu była przechowywana Włócznia Przeznaczenia, która obecnie znajduje się w muzeum w Wagharszapat, oraz szczątki św. Andrzeja i św. Jana.
Wracamy tam, skąd przyjechaliśmy. Gorąco odbija się od asfaltu i podwójnie wysysa z nas siłę. Znów łapiemy stop. I wpadamy z deszczu pod rynnę. Kierowca to Armen, pasażerka to Lucy. On, podenerwowany, nie rozumie, dlaczego Polska nie chce wysłać wojsk do Syrii w imię obrony braci chrześcijan. Ona, z odkorkowaną butelką wina w ręce, na co dzień mieszkająca w USA, nie wie, gdzie jest Polska, i zadaje co chwilę pytania w stylu: – A jakim językiem mówicie?
Myślę, nieco poirytowany, że jej blond włosy to nie przypadek, kiedy słyszę pytanie: – Dlaczego twoja żona ma czerwoną buzię?
 
 
(...)
  
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Armenia

Zobacz też