Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | 25. rocznica śmierci Jerzego Kukuczki

Król Himalajów

NPM 10/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Dorota Rakowicz
Jerzy Kukuczka podczas swojej ostatniej wyprawy na Lhotse, 1989 r. (fot. archiwum Jerzego Kukuczki)
Kiedy wysiadam w Istebnej z autobusu i mijam strzałkę wskazującą drogę do Izby Pamięci Jerzego Kukuczki, przychodzi mi na myśl fragment jego książki „Mój pionowy świat”. Himalaista wspomina w nim, jak po jednej z wypraw odpoczywał psychicznie, spędzając czas z synami i przyjeżdżając do Istebnej. 25 lat po jego tragicznej śmierci na drodze do domu Kukuczków panuje cisza i spokój; mija mnie jeden samochód, chmury leniwie przepływają, odsłaniając góry. Aż trudno uwierzyć, że setki turystów z całego świata trafiają tu co roku, by usłyszeć opowieść o jednym z najwybitniejszych himalaistów w historii.

Jerzy Kukuczka urodził się w 1948 roku w Katowicach. Tu chodził do szkoły, udzielał się w Harcerskim Klubie Taternickim, wstąpił do Katowickiego Klubu Wysokogórskiego i zawierał przyjaźnie.
– Jurka Kukuczkę pierwszy raz spotkałem, kiedy on miał 12, a ja 16 lat, na terenie Alp Wełnowieckich, które rozciągały się pomiędzy Bogucicami, Dąbrówką Małą a Wełnowcem, a więc poszczególnymi dzielnicami Katowic – mówi jego wieloletni przyjaciel Walek Nendza. I tak wspomina tamten czas: – Teren ten pokryty był hałdami pohutniczymi, a także pofałdowany zapadliskami po biedaszybach. Był to ulubiony teren zabaw dzieci i młodzieży. Idąc z moją drużyną harcerską na zajęcia terenowe, spotkaliśmy dwóch kowbojów i jednego Indianina, którym okazał się Jurek. Dwa lata później przyszedł uczyć się zawodu elektryka w Zakładach Wytwórczych Urządzeń Sygnalizacyjnych (obecnie Bombardier) w Wełnowcu. Pracowaliśmy wspólnie w tym zakładzie siedem lat – opowiada legenda śląskiej wspinaczki.
Jak wspomina Nendza, rodzice Jurka pochodzili z Istebnej, małej wioski w sercu Beskidu Śląskiego. To tam Kukuczka spędzał każde wakacje i wszelki czas wolny, wędrując po okolicznych górach i biwakując w okolicznych lasach. Miał więc świetne przygotowanie mentalne oraz kondycyjne do wielkich górskich wyzwań. Nieprzypadkowo zatem to właśnie w tej małej wsi w Beskidzie Śląskim znajduje się dziś izba pamięci jego imienia.
– To była ukochana miejscowość Jerzego. Tu się wychowywał, chodził po beskidzkich szlakach, jeździł na nartach. Bardzo lubił tu przebywać, odwiedzać rodzinę, słuchać, jak ciocia czy ujec – czyli wujek – opowiadają o dawnych czasach. Sercem był tutaj – opowiada jego żona Cecylia Kukuczka, kiedy pytam ją o Istebną w życiu Kukuczki. Wspomina z uśmiechem odbywające się tu ogniska, spotkania towarzyskie czy zabawy sylwestrowe. – Zawsze w górskim gronie – podkreśla zdecydowanie.

„Jakoś się tej skały trzymam”
„Po raz pierwszy dotknąłem skały w sobotnie popołudnie 4 września 1965 roku. Od tej pory wszystko przestało się liczyć […]. Przywieziony przez kolegę do Podlesia, w 20-metrowe wapienne skały, zobaczyłem, że ludzie wspinają się nawet po pionowej ścianie. Dotknąłem, podciągnąłem się na rękach, wyczułem, że nie tylko jakoś się tej skały trzymam, ale potrafię ją nawet pokonać” – wspomina Kukuczka po latach w przedmowie do swojej książki „Mój pionowy świat”. Określenie, że tej skały „jakoś” się trzymał, to chyba jednak mało powiedziane. Od początku jego górskiej przygody było widać, że jest wybitnie utalentowany.
– Nawet gdyby nie nastąpiły późniejsze sukcesy Jurka Kukuczki, to też bym go zapamiętał z tego kursu, jako jedynego z kilku kursantów – opowiada o wrześniu sprzed prawie 50 lat Janusz Kurczab, jeden z pierwszych instruktorów Kukuczki.
Znawca historii alpinizmu wspomina słynne zdarzenie na drodze Stanisławskiego, a więc wejściu lewym filarem północno-zachodniej ściany Żabiego Niżniego.
– To właśnie wydarzenie zdecydowało, że dobrze zapamiętałem Kukuczkę, a dziś zupełnie nie mam pojęcia, kim byli pozostali kursanci… – podkreśla Kurczab. – Pamiętam, że prowadząc wówczas grupę, postanowiłem sprawdzić ich orientację w terenie. Na podstawie opisu w przewodniku mieli decydować, którędy iść. W pewnym miejscu powiedzieli, że prosto przez taki trudny próg. „Próbujcie” – powiedziałem, choć miałem świadomość, że można go było obejść po trawie. Tylko Kukuczka wdarł się właściwie na samych rękach. Pozostali zeskakiwali już na pierwszych metrach. Wyróżniał się więc przede wszystkim siłą i sprawnością fizyczną – wspomina.
Jerzy Kukuczka po prostu zakochał się w górach i we wspinaczce od pierwszego wejrzenia. Podsumowując swój pierwszy pobyt w skałach, napisał: „Tak odkryłem zupełnie dla mnie nowy pionowy świat”. Podpytuję jego żonę, jak to było na początku. Czy od razu wiedziała, jak ważne są dla niego góry? Nalewa mi herbatę do filiżanki, siada na krześle i z błyskiem w oku zaczyna opowiadać o ich pierwszym spotkaniu.

Randka w klubie
Cecylia i Jerzy poznali się w kawiarni. Ona wybrała się z koleżanką na plotki, on świętował z kolegami swoje urodziny.
– Szukałyśmy miejsca. Kawiarnia była pełna i w pewnym momencie, gdzieś tam w oddali, odchodzą już jacyś faceci od stolika. Pytamy, czy będą wolne miejsca: „Tak, za chwilę się zwolnią” – odpowiedzieli. Ale jak nas zobaczyli, to postanowili, że jeszcze chwilę z nami zostaną. I tak się zaczęła nasza znajomość. Panowie zostali, zaczęliśmy rozmawiać. I od tego pierwszego dnia, kiedy się poznaliśmy, zaczęliśmy się już spotykać – opowiada żona Kukuczki. – Jurek może nie był bardzo przystojnym chłopakiem, wymarzonym aktorem, ale jakoś tak bardzo podobały mi się jego oczy. Były bardzo urocze i tak dużo mówiące, dużo ciepła i serdeczności z nich wynikało, i to one mnie tak zaintrygowały. Może dlatego umówiłam się z nim na następną randkę – dodaje z uśmiechem. – Od razu też wiedziałam o jego fascynacji górami – podkreśla.
Kukuczka wciągnął swoją przyszłą żonę w klubowe towarzystwo i wyjazdy w skałki. – Nie opuszczał żadnego spotkania klubowego. Nasze randki wyglądały tak, że ciągnął mnie na nie ze sobą. Wiedziałam, że góry znaczą dla niego w życiu bardzo wiele i że on się z tymi górami nie rozstanie, zawsze z nimi będzie – wspomina Cecylia.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też