Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Gorce

Kraina polan wstaje z kolan

NPM 6/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
(fot. Michał Parwa)
Enklawa zieleni z sercem bijącym na Turbaczu. Ostoja dzikiej zwierzyny w krainie kwitnących polan. A czasem deszczowy kadr z salamandrą i spróchniałym szałasem w tle. Wielu z nas nosi w sobie własne wyobrażenie Gorców, choć dla większości to ledwie przystanek w drodze pod Tatry. Dlatego warto, by w te wakacje stały się one celem samym w sobie, z dobrym planem na pięć dni przygody z plecakiem.  

W każdym z tych zdań kryje się zaproszenie. Szczypta zachęty i garstka obietnic wyróżniających te góry pośród beskidzkiej masy. Straciłem dla nich głowę ładnych parę lat temu i jestem w stanie wyobrazić sobie tydzień urlopu gdzieś między Szczawą a Nowym Targiem zamiast wspinaczki po tatrzańskich graniach. Co więcej, Gorców mógłbym bronić choćby przed Himalajami. Pro bono. Tak się składa, że gdy siadam nad mapą przed kolejnym wyjazdem, do głowy wpadają mi coraz to nowsze wabiki i argumenty. Miłośnikom literatury mogę przypomnieć, że to mała ojczyzna pisarza Władysława Orkana. Amatorów przyrodniczych selfie spróbuję przekonać dywanami krokusów rozwijającymi się wiosną na halach. A zasiedziałych mieszczuchów uświadomię, że to ledwie godzina jazdy z uwędzonego smogiem Krakowa. Zupełnie jak przy weekendowym wypadzie do domku na działce. Tyle że w daczy pod miastem nie znajdziemy nawet ułamka tego, co oferują Gorce.
Bez cienia przesady zapewniam, że dłuższa wizyta w tym paśmie zaspokoi najwybredniejsze turystyczne dusze. Również takie, które chciałyby rozbić namiot na Lubaniu, by rankiem zbudzić się przy pierwszych promieniach słońca rozświetlających Tatry. Coś dla romantyków rozkochanych w dalekich panoramach? Właśnie dla nich zbudowano nowiutkie wieże widokowe. A po intensywnym lornetkowaniu należy się przecież spacer między owcami. No, chyba że wolimy nieco bardziej ekscentryczne rozrywki, na przykład obserwację leśnych kuraków. Bo akurat w Gorcach mamy dużą szansę na spotkanie z głuszcem czy cietrzewiem.
Podniebny skansen
Początek i koniec tej wyliczanki z reguły wypada na Turbaczu. Swoistym centrum, gnieździe, alfie i omedze gorczańskiego świata. Jakkolwiek patrzeć, to on daje początek okolicznym grzbietom. Z lotu ptaka wygląda na gigantyczną rozgwiazdę, gdy od czubka najwyższej góry w paśmie rozchodzą się sąsiednie ramiona upstrzone halami. I pod tym względem niewiele się zmieniło od czasów wspomnianego Władysława Orkana. Wydaną 114 lat temu powieść „W Roztokach” zaczął on od wciąż aktualnych zdań: „Naprzeciw Tatr, między doliną nowotarską, a wężowatą kotliną Raby, wspięło się gniazdo dzikich Gorców. Od romantycznych Pienin odciął je wartki kamienicki potok, a od spiskiej krainy odgraniczył je falami bystry Dunajec. Samotnie stoją nad wzgórzami. A wyżej jeszcze nosi głowę ociec ich rodu, zasępiony Turbacz. Niewiadomo, kto go chrzcił i skąd mu to miano. Może stąd, że turbanem mgły przed deszczem owija łysą głowę, albo raczej, że widywano go zawsze w turbacyi wiecznej” [pisownia oryginalna – red.].
A skoro u tatki Turbacza po staremu, to spróbujmy w tym roku przenieść biegun wędrówek we wschodnią cześć pasma, do Ochotnicy. Jednej z najdłuższych polskich wsi, ciągnącej się przez 25 kilometrów, między dwoma bliźniakami: Lubaniem (1225 m n.p.m.) oraz Gorcem (1228 m). Formalnie składa się ona z dwóch odrębnych miejscowości, Ochotnicy Dolnej i Ochotnicy Górnej. Lecz z punktu widzenia turysty większe znaczenie mają okoliczne szlaki. I oczywiście logistyka, aby na dzień dobry nie tłuc po asfalcie długich dystansów. Fortel polega na złapaniu busa do końcowego przystanku, czyli Ochotnicy Górnej Ustrzyk. Stąd zostaje jeszcze pół godziny do Przełęczy Knurowskiej (846 m n.p.m.), gdzie podepniemy się pod Główny Szlak Beskidzki. Zanim jednak ruszymy w stronę Lubania, polecam przystanąć obok mijanych tablic informacyjnych.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też