Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Góry Sowie

Kraina kopulastych szczytów

NPM 4/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Piotr Adamski
Maciej w drodze z Wielkiej Sowy (1015 m n.p.m.) na Przełęcz Jugowską (800 m n.p.m.) FOT.Piotr Adamski (Fot. Piotr Adamski)
Na pierwszą weekendową wyprawę w 2009 roku wybrałem Góry Sowie. Powody były dwa. Pierwszy, ważniejszy: ostatnio w tym sudeckim paśmie miałem przyjemność być aż dziewięć lat temu. Drugi: mała popularność tej okolicy wśród turystów i świadomość, że samotna wędrówka zimową porą może dostarczyć wielu niezwykłych wrażeń.

Kilka dni przed wyjazdem dzwoni telefon. To mój dobry kolega, z którym już kilka lat nie wędrowałem po górach.
– Co tam w nowym roku? Jak zdrowie? – kurtuazyjnie dopytuje Maciej. Minuty upływają nam na mniej lub bardziej głębokich konwersacjach.
– Za kilka dni jadę na weekend na ziemię kłodzką. Powłóczę się trochę po Górach Sowich – wyrywa mi się w pewnym momencie. Od słowa do słowa i już jest nas dwóch. Koło się zamyka, gdyż przed dziewięciu laty też byliśmy tam razem.

Góry kontra podziemia
Późnym piątkowym wieczorem docieramy do Jedliny Zdroju. Miasteczko jest uroczo położone. Niestety, zaniedbane jak wiele miejscowości w tych stronach. Nic dziwnego, że okolice Wałbrzycha stały się w ostatnich latach ulubionym motywem polskich filmowców. Wspomnę choćby „Komornika” czy „Sztuczki”, które idealnie oddają posępny klimat tej okolicy. Tu i ówdzie na zniszczonych murach zauważamy stare niemieckie napisy, pochodzące na pewno sprzed II wojny światowej. Kilkanaście minut błądzimy po ciemnych uliczkach w poszukiwaniu naszego pensjonatu, a po jego odnalezieniu szybko jemy spóźnioną kolację i idziemy spać. Jutro czeka nas cały dzień marszu.
Ruszamy z Jedliny w kierunku miejscowości Głuszyca. Po dwóch kilometrach wchodzimy na najpopularniejszy w okolicy szlak czerwony. Skręcamy z drogi w lewo, przekraczamy potok i oddalamy się od cywilizacji. Po kilku chwilach wchodzimy w las i szeroką zaśnieżoną drogą, dość łagodnym podejściem idziemy w górę. Śniegu pod nogami coraz więcej, więc w pewnym momencie oboje ściągamy przytroczone do plecaków rakiety. Zakładamy je na nogi i od razu marsz robi się przyjemniejszy. Idziemy przez Masyw Włodarza (sam szczyt o tej nazwie znajduje się obok szlaku i mierzy 811 m n.p.m.), miejsce kryjące w sobie wiele tajemnic. W tej okolicy znajdują się bowiem pozostałości po fabrykach budowanych w czasach III Rzeszy, podziemne kompleksy, a nawet całe miasteczka wykute w skałach. Te tajemne klimaty mają wielu wielbicieli. Osobiście tylko raz miałem okazję zwiedzić taką fabrykę w leżącym nieopodal Walimiu. Jednak relacji i opisów entuzjastów trochę się naczytałem. Wcale się nie dziwię, że są ludzie, którzy zamiast chodzić po górach, wolą penetrować podziemia.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też