Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Korona Gór Polski | Śnieżka

Korona złożona u stóp Królowej

NPM 4/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Bartosz Andrzejewski
Dom Śląski i Śnieżka, ten widok zna każdy, kto choć raz był w Karkonoszach (fot. Szymon Komorowski)
Oddać skompletowaną koronę mogłem tylko w ręce Królowej. Majestatycznej, wybijającej się ponad otaczające ją wiernie szczyty, Królowej, która nie dopuszcza do siebie każdego, potrafi być groźna, ale i łaskawa. W Sudetach jest tylko jedna taka – Śnieżka.

Mój brakujący, 28. szczyt do Korony, zdecydowanie wykracza poza stwierdzenie, że jest Królową Karkonoszy. To najwyższa góra Sudetów, a dla Czechów całego kraju. Śnieżka (1603 m n.p.m.) ma więc nie tylko zaszczytne miejsce w Koronie Gór Polski, ale także w Koronie Gór Europy. Na dodatek to najwybitniejszy szczyt w naszym kraju, jego wysokość bezwzględna to aż 1200 metrów! Mało tytułów zwycięskich dla Królowej? Dołożę jeszcze jeden – najbardziej wietrznej góry.
– Śnieżka jest miła z nazwy, lecz sroga racji z warunków na niej panujących. Góra uznawana jest za najbardziej wietrzną na Starym Kontynencie. Porywy wiatru sięgają tu 80 m/s – opowiadał na łamach „n.p.m.” Wojciech Zwolski, ówczesny kierownik obwodu ochronnego Śnieżka. („Najbardziej wietrzna góra Europy”, „n.p.m.” nr 12/2014).

„Zbyszka” po latach wyremontowali
Ruszam na szlak, by oddać Koronę Królowej. Prognozy pogody wskazują na to, że w Karkonoszach czeka mnie iście wiosenna aura. Słupki rtęci w cieniu planują powędrować naprawdę wysoko. Aż miło pomyśleć, co może się wydarzyć, gdy prognozy się sprawdzą i przygrzeje piękne słońce. A to w przypadku Śnieżki sytuacja niecodzienna. Mało kto zdaje sobie bowiem sprawę, że góra jest nie tylko bardzo wietrzna, ale również bardzo – choć to delikatne określenie – kapryśna. Przez ponad 300 dni w roku nad najwyższym szczytem Sudetów utrzymuje się mgła, a przez blisko 200 dni występują opady i gęste zachmurzenie. Wstrzelić się tutaj w wizytę przy bezchmurnym niebie i bezwietrznej aurze, to prawie jak wejść zimą w oknie pogodowym na K2.
Jak podejść do Królowej? Decyduję się rozpocząć audiencję od Rozdroża Łomnickiego (798 m n.p.m.), położonego obok dolnej stacji wyremontowanego niedawno wyciągu krzesełkowego na Kopę (1354 m n.p.m.). Popularny wyciąg Zbyszek, nazwany tak 25 lat temu na cześć wieloletniego kierownika Zbigniewa Pawłowskiego, ruszył po raz pierwszy 22 lipca 1959 roku, a więc za kilka miesięcy będzie obchodził swoje 60. urodziny. Formalnie otwarto go jednak w obecności partyjnych notabli dopiero 1 stycznia następnego roku. Oczywiście wyciąg regularnie remontowano. Pod koniec lat 80. powstały między innymi wyższe podpory, zamontowano mocniejszy silnik. Ale przez ponad 50 lat na Kopę wjeżdżały tylko pojedyncze krzesełka, przez co przepustowość wyciągu była bardzo ograniczona i do kas tworzyły się ogromne kolejki.
Gruntowną modernizację za około 35 milionów złotych rozpoczęto dopiero w 2017 roku i po roku otwarto nowoczesną kolej linową Bartholet. Teraz zamiast 20 minut, jedziemy do góry zaledwie siedem. Na turystów czeka 41 czteroosobowych krzesełek oraz dwie gondole.  Przepustowość formalnie nie zmieniła się, bowiem podobnie jak w przypadku „Zbyszka” może być przewożonych 650 osób na godzinę, ale ta wartość przed remontem i tak nie była osiągana (jeździło niespełna 400 osób na godzinę).

Tragiczna lawina w Białym Jarze
Tuż po świcie wchodzę na czarny szlak i przemierzam szeroki dukt w kierunku kotła Białego Jaru, miejsca owianego złą sławą, ze względu na lawinę z 1968 roku, o której pisaliśmy więcej w numerze 2/2018 „n.p.m.” („Szli ścieżką i zniknęli”).
Wspomnę tylko, że jeśli komuś wydaje się, iż tylko w Tatrach schodzą śmiercionośne lawiny, warto poznać historię karkonoskiej tragedii, do której doszło tutaj 51 lat temu. Był to najtragiczniejszy w Polsce wypadek lawinowy, a śmierć poniosło aż 19 osób. Lawina była potężna. Jej czoło sięgało wysokości 25 metrów, co można porównać z 6–7 piętrowym budynkiem. Niektórzy roztaczali wokół wydarzenia różne teorie spiskowe, podważając możliwość samoistnego zejścia tak ogromnej masy śniegu. Dopiero fachowcy badający tę tragedię wykazali, że był to proces w pełni naturalny. Kolejna podobnych rozmiarów lawina, zeszła w tym miejscu w roku 2008, a tę wywołał snowboardzista, który zginął.
Po kilkudziesięciu minutach podejścia stoję w miejscu, gdzie czarny szlak skręca ostro w lewo i przez chwilę spoglądam w prawo, w kierunku zbocza, które z mojej perspektywy wydaje się zupełnie niepozorne. Trudno wyobrazić sobie pędzącą z tamtej strony masę śniegu. A jednak czasem wystarczy znaleźć się o nie właściwej porze w niewłaściwym miejscu. Dlatego zimą tak ważne jest śledzenie komunikatów lawinowych.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też