Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru |

Kobieca wyprawa na Everest

NPM 12/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
()
Dlaczego Wanda Rutkiewicz musiała robić to, co robiła, choć miała świadomość, że może zostać w górach na zawsze? Odpowiedź na to pytanie pada na scenie Teatru Polskiego w Bielsku-Białej. Sztukę o kobiecie, która jako pierwsza osoba z Polski weszła na Mount Everest, przygotowały… same kobiety.

Na zboczach Kanczendzongi (8586 m n.p.m.) 13 maja 1992 roku zaginęła Wanda Rutkiewicz. Ostatni widział ją meksykański wspinacz Carlos Carsolio. Tamtego dnia schodził już ze szczytu do obozu IV, podczas gdy Wanda dopiero szła w górę. Spotkali się na wysokości około 8300 metrów n.p.m. Rutkiewicz mimo braku odpowiedniego sprzętu zdecydowała, że pozostanie w tym miejscu na noc i następnego dnia będzie kontynuować wejście.
W maju 2017 roku po wielu latach nieobecności w naszym kraju Carsolio przyjechał do Polski. W rozmowie z „n.p.m.” wspominał tamto ostatnie spotkanie z polską himalaistką.
– Wiedziałem, że Wanda porywa się na niemożliwe. Jej tempo było zbyt wolne. Była zmęczona, bardzo zmęczona. Nie mogłem jej jednak zawrócić. Nie miałem takiej siły. To pożegnanie było straszne –emocjonujące i ciężkie. Nie sposób opisać go słowami, nawet teraz, po tak długim czasie – mówił Carsolio łamiącym się głosem, choć od tych wydarzeń minęło już 25 lat. Tak opisywał panujące wtedy warunki: – Ciemność, wysokość i ta temperatura – to była prawdopodobnie najzimniejsza noc, jaką przeżyłem w górach wysokich. Zacząłem schodzić bardzo powoli, stawiając ostrożnie stopy. Nade mną rozbłysły miliony gwiazd, a ja powoli wszedłem w inny wymiar świadomości. Miałem wrażenie, że z dołu wołają mnie Niemiec i Szerpa, którzy zginęli na Kanczendzondze kilka tygodni temu. Koncentrowałem się na tym, by bezpiecznie tracić wysokość. W obozie IV przeczekałem cały dzień, topiąc śnieg dla mnie i dla Wandy, ale ta nie schodziła. Stwierdziłem, że nie mogę dłużej czekać, nie na tej wysokości.

Wszystko zaczęło się od Wiesi
O tym, że Teatr Polski w Bielsku-Białej wystawia sztukę poświęconą Wandzie Rutkiewicz, dowiedzieliśmy się z bloga Ewy Matuszewskiej, przyjaciółki Wandy, autorki kilku książek jej poświęconych. Nie mogło nas tam zabraknąć, bo góry w teatrze to nie jest temat, który pojawia się na scenie bardzo często.
Trzy lata temu sztukę „Wasza Wysokość” wystawił Teatr WarSawy w stolicy, a w rolę Wandy wcieliła się Jadwiga Jankowska-Cieślak. W 2015 roku spektakl „Każdemu Everest” przygotował Teatr im. Cypriana Kamila Norwida z Jeleniej Góry. Ten ostatni został owacyjnie przyjęty między innymi na Biwaku Zimowym „n.p.m.”, gdzie twórcy zaprezentowali go w niezwykłej scenerii górskiego schroniska. Udowodnili tym samym, że teatr może być wszędzie. – Po raz pierwszy zdarzyło się, że ludzie na widowni byli ubrani tak jak my. Tym razem nie było żadnych eleganckich strojów – żartowali wtedy aktorzy.
Bielsko-Biała, podobnie jak Jelenia Góra, leży u stóp gór. Niektórzy mieszkańcy widzą ze swoich okien choćby znaną w całym kraju Szyndzielnię. Teatr Polski znajduje się jednak w centrum miasta. Budynek wciśnięty w ulicę 1 Maja przypomina bardziej stolicę niż Podbeskidzie. Dzień po uroczystej premierze „Wandy” siadamy w klimatycznej teatralnej kawiarni „Pod sceną” z jedną z reżyserek, Joanną Grabowiecką. To właśnie przy tym stole twórczynie sztuki, bo w tym gronie znalazły się same kobiety, toczyły swoje spory o Wandę.
– Czasami było bardzo ostro – przyznaje z uśmiechem nasza rozmówczyni.
Jak to się zatem wszystko zaczęło?
– Od Wiesławy Sujkowskiej, autorki tekstu – zaczyna opowieść Joanna Grabowiecka.

Nie interesowały jej plotki
Kilkanaście dni później pytam zatem samą autorkę dramatu, jak to się stało, że w jej życiu pojawiła się Wanda.
– Kiedy byłam dzieckiem, mieszkałam na Dolnym Śląsku. Pewnego dnia tata wrócił z Wrocławia i powiedział, że poznał niezwykłą kobietę. To była Wanda Rutkiewicz. Opowiadał o tym z takim przejęciem, że ten obraz na długo utkwił mi w pamięci – opowiada Sujkowska.
W ten sposób Wanda krążyła wokół niej i nigdy z jej świadomości nie zniknęła. – Niestety, samej Wandy nie poznałam, choć po przeprowadzce do Warszawy były ku temu okazje – przyznaje po latach.
Co zatem się stało, że zdecydowała się na napisanie sztuki o pierwszej Europejce, która stanęła na Mount Evereście? W maju 2016 roku Teatr Muzyczny w Toruniu wystawił ciepło przyjęty spektakl „Jutro będzie za późno”. Opowieść inspirowaną losami piosenkarki i aktorki Wiery Gran napisała właśnie Wiesława Sujkowska. – Po premierze mój syn, który w przeciwieństwie do mnie chodzi trochę po górach, zapytał, kiedy napiszę sztukę o Wandzie. Zdopingował mnie – przyznaje.
Przeczytała więc wszystko, co było na jej temat dostępne. Nie było jeszcze wtedy na rynku książki Anny Kamińskiej „Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz”, która w tym roku podbija rynek wydawniczy. Kamińska dotarła między innymi do ludzi, którzy zdradzili wiele sekretów z życia Rutkiewicz. Sujkowska robiła research na własną rękę, ale poszła inną drogą. Nie interesowały jej romanse Wandy i detale z życia intymnego. W każdym razie, jak mówi, nigdy nie pozwoliłaby sobie na upublicznienie zasłyszanych historii.
– Wanda była popularną w Polsce osobą, dbała też o relacje z mediami. Ale z drugiej strony była osobą bardzo dyskretną. Dlatego postawiłam sobie inny cel: starałam się, by moja opowieść była bardziej uniwersalna. Chciałam odpowiedzieć na pytanie: dlaczego Wanda musiała robić to, co robiła, choć miała świadomość, że może zostać w górach na zawsze? Dlaczego niektórzy z nas, wielcy odkrywcy, naukowcy, wybitni artyści, muszą sobie stawiać coraz trudniejsze i bardziej karkołomne wyzwania? – tłumaczy autorka.
I odpowiedź na to pytanie ze sceny pada. Kto chce ją usłyszeć, powinien pojechać do bielskiego teatru.

Aktorka oddała rolę przyjaciółce
Gdy scenariusz sztuki był już gotowy, Sujkowska wysłała tekst do Ewy Matuszewskiej. – Dostałam, przeczytałam i ucieszyłam się. To było dobre! – napisała po premierze przyjaciółka Wandy.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też