Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Andora

Klątwa żółtej kropki

NPM 2/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Sylwia Jędernalik
(fot. Sylwia Jędernalik)
– Andora? A gdzie to miasto leży? W Hiszpanii czy we Francji? – pyta mnie znajomy, kiedy opowiadam mu o planach podróży. Trafił on przynajmniej w kraje sąsiadujące z nią, ale chyba tylko dlatego, że wiedział, gdzie aktualnie z Maciejem podróżujemy. Ale dla wielu Andora to raczej państwo-widmo. 

Gdy myślę o tym kraju, spokoju nie daje mi jedna myśl: to bez wątpienia miejsce, w którym w wiele rzeczy naprawdę trudno uwierzyć. Trudno więc uwierzyć, że do dzisiaj, między mocarstwami Hiszpanii i Francji uchowało się demokratyczne współksięstwo, które w zaskakującej konfiguracji reprezentuje zarówno kataloński biskup, jak i prezydent Francji. Trudno uwierzyć, że państwo to nie należy do Unii Europejskiej oraz że jego powierzchnia jest tak mała, iż w atlasie Europy, w obrębie jego granic, ledwo dało się upchnąć oznakowanie stolicy i jedną główną drogę.
Trudno również uwierzyć, że tak mała powierzchnia może być niemal w całości usiana zachwycającymi górami, a jeszcze trudniej uwierzyć w to, że w tak górzystym, bogatym i nowoczesnym kraju ze stokami narciarskimi o długości 303 kilometrów można było popełnić tak wiele błędów przy znakowaniu szlaków.
 
Bezcłowe królestwo
Ten kraj jest też niewyobrażalnie piękny. To tutaj, tuż po przekroczeniu granicy z Francją, naszym oczom ukazują się pierwsze nagie, skalne wierzchołki i płonące zielenią wzgórza. Aby nie pozostawać jednak gołosłownym w kwestii skrajności – wszystko to jest tłem dla pierwszej i nieostatniej bezcłowej miejscowości Andory. U podnóża tych widoków wyrastają setki niemalże identycznych sklepów z jeszcze bardziej identycznymi witrynami, a zza szyb atakują nas wszelkiego rodzaju luksusy, które zakupoholików mogą wprowadzić w stan ekstazy. Dokładnie tak – Andora to bezcłowe królestwo, państwo tanich alkoholi, papierosów i perfum. Ale nic to – my przecież przyjechaliśmy tutaj, by zdobywać szczyty!
Gdziekolwiek wzrok nie sięga, swoje wdzięki prezentują nam wierzchołki o różnorodnych kolorach, strukturze, wysokościach i stromiznach. W tym kraju nie ma chyba miejsca, z którego nie byłoby widać choć jednego szczytu. Górska panorama rozciąga się od jednego do drugiego krańca kraju, a gdy na którąś z gór się wejdzie, jedyne, co można dostrzec w oddali, to kolejne pasma górskie. Wierzchołki są wszędzie. Atakują wręcz swoją potęgą, osaczają pięknem i zarazem pirenejską nieprzewidywalnością, choć żaden z nich nie osiąga 3000 metrów n.p.m. Początkujący amatorzy gór mówią ponoć, że w Andorze jest ich tak wiele, iż można się w końcu poczuć zmęczonym i zapragnąć od nich uciec, aby ostatecznie nie zadusić się ich potęgą. Dla nas z pewnością nie było ich za wiele. A ci, którzy twierdzą, że w Andorze „nie ma przecież nic specjalnego”, po prostu nie pałają miłością do gór.
 
Chaos, chaos wszędzie
Nasz pobyt w Andorze trwał dziewięć dni, z czego pięć spędziliśmy na intensywnych trekkingach, a resztę (o zgrozo!) na próbie ratowania niedopuszczalnych pomyłek, jakie nieustannie odnajdywaliśmy na szlakach. Do dziś zastanawiamy się, jakie skutki przyniosą nasze działania.
Choć znajdują się tu trzy parki naturalne, nasz plan na ten kraj nie był rozbudowany: dwa, może trzy dni, bo przecież w kalendarzu już połowa października, więc na pewno zimne wiatry i deszcze opanowały tamtejsze góry. Ale nic z tego. Andora nie pozwoliła nam szybko odejść. Bezchmurne, słoneczne niebo codziennie kazało przedłużać nasz pobyt. I tak niespodziewanie udało nam się odwiedzić wszystkie trzy parki. Niestety, każdy z nich rządzi się swoimi własnymi prawami. Mają więc swoje własne, darmowe mapy, wydawane przez informacje turystyczne. A że naniesiono na nie tylko główne szlaki znajdujące się w ich obrębie, to zaczynają się problemy.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też