Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Tatry Zachodnie

Klasyk przez przypadek

NPM 7/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
I jak tu się oprzeć „Śpiącemu rycerzowi”, gdy się przechodzi przez Kasprowy Wierch? (FOT. Krzysztof Baraniak)
Niewielu narwańców decyduje się na 11-godzinną wyrypę w Tatrach. Ledwie garstka zalicza taką włóczęgę przez dwa najsłynniejsze polskie szczyty. A już na pewno nie znam nikogo, kto podnosi tak ciężkie rękawice wspólnie z drugą połówką, spontanicznie i bez zaplanowanej trasy. 

Miało być tak pięknie, na lekko i blisko. Kuźnice, bileciki od ręki, kulturalny wjazd kolejką na Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.), a potem się zobaczy, czy wiatr rozgoni chmury. Chciałem dobrze, a wyszło jak zwykle. Chyba do reszty postradałem zmysły, licząc na to, że w środku wakacji wysiądę z busa i wejdę prosto do wagonika. Nie ma jeszcze ósmej, a wężyk przy dolnej stacji liczy sobie grubo ponad setkę osób.
– Czyli na górę wjedziemy najwcześniej po dziesiątej – kalkulujemy z Karolą.
Z mapy wynika, że niewiele gorszy czas możemy wykręcić piechotą. Ale komu by się chciało rwać ostro pod górę, gdy lasy parują jak lokomotywa, a parking tonie we mgle. I jeśli ma się cokolwiek przejaśnić, to według prognoz dopiero przed południem. Dlatego asekuracyjnie obieramy kurs na Dolinę Jaworzynki. Dwie godziny delikatnym tempem i będziemy w schronisku Murowaniec. Tak, żeby w razie deszczu mieć dach nad głową i ciepłe drugie śniadanie na stole. A poza tym, w przeciwieństwie do niebieskich znaków prowadzących przez Boczań (1224 m n.p.m.), na ten wariant decyduje się zwykle mniej turystów.

Zielone pustkowie pod Równią
Zaczyna się, jak na Tatry, dość litościwie i –o dziwo – refleksyjnie. Zamiast siermiężnego podejścia wita nas prawie kilometrowa polana Jaworzynka. Pejzaż z szałasami, odgłosy lasu i ptactwo krzątające się pod okapami dachów są jak miód dla zaspanych, leniwych mięśni. Zupełnie jakbyśmy wchodzili do jakiejś ukrytej oazy, choć Tatrzański Park Narodowy wykupił te tereny od górali z Murzasichla dopiero w 1962 roku. I jak mam wierzyć opisom z przewodnika sugerującym, że wcześniej była tu niemalże… pustynia? Wypas prowadzony na ogromną skalę w połączeniu z wycinką drzew całkowicie zdegradowały zbocza. Zieleń ciągnąca się współcześnie aż po grzbiety jest w dużej mierze efektem wieloletniej regeneracji i zalesień. W ślad za zmianami pokazała się druga strona medalu, gdyż teraz trzeba tę polanę regularnie kosić, aby doszczętnie nie zarosła.
Na tym jednak nie kończą się atrakcje Jaworzynki. W dwudziestoleciu międzywojennym na tutejszych stokach powstała skocznia narciarska. Nie treningówka, tylko poważny obiekt, na którym rozgrywane były między innymi mistrzostwa Polski. Zanim ją rozebrano w 1930 roku, Czechosłowak František Wende wyskakał tu rekordowe 36 metrów. Jeśli dodamy do tego prace górnicze związane z wydobyciem rud żelaza, to aż dziw bierze, że dolina przetrwała do naszych czasów, a przy ścieżce nie stoi kilka burgerowni.
Przyroda szybko upomniała się o swoje. Z wysokości całość wygląda, jakby Pon Bócek stworzył dolinę nie dawniej niż wczoraj. Szczególnie kiedy zerkamy w stronę Kopy Magury (1704 m n.p.m.), Wielkiej (1531 m) i Małej Kopy Królowej (1577 m), a później drepczemy w ich stronę przez las, gęsiego, po kamiennych stopniach.
Pierwszym istotnym przystankiem okazuje się Przełęcz między Kopami, czyli tak zwane Karczmisko (1499 m n.p.m.). Słychać ją z kilometra, bo oto przy skrzyżowaniu tras z Kuźnic zaparkowała rozwrzeszczana kolonia. Prowadzący ich przewodnik wałkuje o geologii, kozicach i misiach, a oni rewanżują się równomiernym przeżuwaniem chipsów.
– Proszę pana, to z krzyżem to Giewont? – macha rączkami jeden z chrupaczy.
Jest nadzieja. Skoro król wyłonił się z obłoków, to znaczy, że pogodynki miały rację. Przystajemy na chwilę, żeby obfotografować sylwetkę „śpiącego rycerza” w nieco mniej popularnym ujęciu. I z pewnością nikt z nas nie myśli o tym, żeby za parę godzin stanąć na jego czubku. Zwłaszcza że szlak pod nogami prowadzi w przeciwnym kierunku, na Królową Rówień.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też