Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Makowski

Kierunek Pcim!

NPM 4/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Zimowy krajobraz z czarnego szlaku prowadzącego z Pcimia na Kudłacze (FOT. TOMASZ RZECZYCKI)
Jeśli miałbym się wybrać do miejscowości, o której ludzie wyrażają się pobłażliwie, to naturalnie nie do Wąchocka, lecz do Pcimia! Ta niewyróżniająca się beskidzka wioska, leżąca u stóp malowniczych Beskidów, jest ciągle dość łatwo dostępna komunikacyjnie. I kiedy przyszedł wreszcie ustawowo wolny od pracy poniedziałek, decyzja mogła być tylko jedna – ruszam w stronę Beskidu Makowskiego.

Wiem, skrzywią się miłośnicy przewodników autorstwa inż. Andrzeja Matuszczyka, który nie lubi tej nazwy i preferuje określenie Beskid Średni. Jednak pod koniec XX wieku swoje zrobili wydawcy map, produkując mapy nie jakiegoś tam „Średniego”, lecz Beskidu Makowskiego, tym samym do takiego terminu przyzwyczajając rzesze miłośników Beskidów. Co prawda pewnych fragmentów tego pasma górskiego trzeba szukać także na mapach sąsiednich Beskidów, ale taka jego uroda. Trudno przecież od producenta map wymagać, aby drukował płachtę w kształcie np. trójkąta czy bumeranga, żeby tylko być w zgodzie z geograficznym kształtem danego pasma górskiego.

Diabli Kamień rozczarowuje
Uzbrojony w mapę turystyczną Beskidu Wyspowego w skali 1: 50 000, wyruszam z Pcimia żółtym szlakiem wraz ze skromną ekipą. Niestety, przyjechaliśmy samochodem, co determinuje nas do przebycia trasy okrężnej. Można było co prawda wymyśleć trasę na przestrzał przez góry. Ale wtedy trzeba by przyjechać autobusem PKS, co wiązałoby się z koniecznością przejazdu przez pewne zakopcone, potwornie zakorkowane miasto w zachodniej Małopolsce, którego nazwy tutaj nie wymienię. Miasto, w którym już nieraz traciłem humor, grzęznąc w korkach nawet w dni wolne od pracy. A samochodem można pojechać krócej, bez zahaczania o stolicę zachodniomałopolskich korków ulicznych.
– Komu w drogę, temu współczuję
– myślę sobie, patrząc na mokry śnieg w dolinie rzeki, skąd ruszamy w trasę żółtym szlakiem.
Pierwszy cel to Krzywicka Góra (591 m n.p.m.). Początkowe kilometry to dreptanie po płaskim w dolinie rzeki, potem zaczyna się podejście przez wylesione zbocza. Niestety, zero widoków na Pcim. Dokoła tylko mgła… A jest dopiero 11.45! Nie ma się co łudzić – dziś tarczy słonecznej już nie zobaczymy.
Chwilę później wkraczamy w zarośla, a potem do lasu. Na Krzywickiej Górze rośnie las świerkowy, choć na takich wysokościach można się raczej spodziewać lasów mieszanych. Szlak prowadzi w miarę dogodną drogą leśną i doprowadza na grzbietowe spłaszczenie. Z mapy wynika, że po naszej lewej stronie, czyli na północ od szlaku, znajduje się wierzchołek.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też