Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Sądecki

Kiedyś biskupi, dziś siatkarki

NPM 2/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Grzegorz Petryszak
Zejście z Kraczonika w stronę Zimnego (FOT. Grzegorz Stodolny)
Kiedyś śpiewano, że właśnie tu znajduje się koniec świata, czereśnie dziko krwawią, a granicy pilnuje wesoły anioł. Takim poetyckim miejscem jest Leluchów na krańcu Beskidu Sądeckiego.

Za czasów PRL Leluchów był małą wsią na krańcu Beskidu Sądeckiego, kilkanaście kilometrów za Muszyną, na granicy z ówczesną Czechosłowacją. Stało tu ledwie kilka chałup. A droga, która tędy prowadziła, była marnej jakości. Do wsi dojeżdżał zaledwie jeden autobus dziennie. Kończył kurs i zawracał do Muszyny. Od słowackiej Ruskiej Woli Leluchów oddzielał niewielki potok. Sąsiedzi po obu jego stronach zaglądali sobie do okien przy porannym goleniu, a kobiety mogły bez problemu plotkować między sobą podczas prania. Mimo tego sielskiego pejzażu oddzielała je nieprzekraczalna granica. Ale kiedy w 2003 roku otwarto przejście samochodowe ze Słowacją w Leluchowie, wieś przestała być końcem świata. Mogła właściwie stać się prawdziwym oknem na świat. Jak wygląda dzisiaj?

Pojednanie przy cerkwi
Wyruszam późnojesiennym albo wczesnozimowym – jak kto woli – popołudniem w odludne Beskidy nad Leluchowem. Idę w pasmo Kraczonika i Zimnego. Zaczynam wędrówkę w centrum wioski. Zerkam dookoła, kiedy idę drogą wzdłuż granicznego potoku. Wszędzie pełno sklepików spożywczych nastawionych na klientów z zagranicy.
Szlak niebieski znajduję w środku wsi. Skręca na północ i zmierza stromo do góry płytką, jak mawiają miejscowi, paryją, czyli niewielkim wąwozem, którym po deszczu zazwyczaj płynie woda. Czereśnie opiewane w wierszu, jeśli rosną, to zostały w dole. Ale pewnie zdziczały, kiedy Łemkowie opuścili Leluchów, i zostały wycięte. Zbaczam nieco, żeby jeszcze zobaczyć uroczą cerkiewkę z XIX wieku. Stoi na wzgórzu, odwrócona od doliny i spoziera bardziej na Kraczonika niż na Leluchów czy sąsiednią Ruską Wolę. Cerkiew w Leluchowie to typowa budowla w stylu zachodniołemkowskim, drewniana z trzema miedzianymi cebulami. Zbudowano ją w 1861 roku i nosi imię świętego Dymitra. Obecnie służy jako kościół katolicki. W środku warto obejrzeć ładny klasyczny ikonostas z końca XVIII wieku.
Przypominam sobie ciekawą sytuację sprzed kilku lat. Krótko po otwarciu granicy ze Słowacją byłem w Leluchowie i oglądałem cerkiew. Czekałem przed wejściem na koniec mszy, żeby obejrzeć wnętrze. Kiedy nabożeństwo się skończyło i z cerkwi wyległ tłum, z naprzeciwka zbliżyła się do niego inna grupa ludzi. Mimowolnie stałem się świadkiem niezwykłej, wzruszającej sceny. Najbardziej poważny z przychodzących nierówną polszczyzną z naleciałościami słowackimi przywitał się, a następnie zwrócił do starszyzny Leluchowa:
– Przychodzimy ze słowackiej Ruskiej Woli, by po latach znowu nawiązać sąsiedzkie stosunki.
Widać było, że w życiu tych ludzi następuje ważny moment. I mnie, chcąc nie chcąc, wzruszenie złapało wtedy za gardło. I choć to w Ruskiej Woli mieszkają Łemkowie, świątynia została właśnie w Leluchowie, skąd spora ich część została wysiedlona w ramach akcji „Wisła”.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też