Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Tatry Wysokie

Każdemu jego Kościelec

NPM 4/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Marcin Bensz
Hala Gąsienicowa. Na pierwszym planie masyw Małego Kościelca z górującym Kościelcem (FOT. Marcin Bensz)
Początek marca. Murowaniec wieczorem. Razem z Anią i Tomkiem wchodzimy do naszego pokoju. Co za luksus! Trzyosobowy pokój tylko dla nas! Super! – cieszymy się i zaczynamy rozpakowywać swoje majdany. – Szkoda tylko, że widok nie ten sam co w Betlejemce! – komentuje Ania. Faktycznie, za oknem tylko masa śniegu i kilka świerków. Nawet trudno na jego podstawie stwierdzić, jakie warunki mogą panować na zewnątrz. Pocieszamy się, że nie przyjechaliśmy tutaj po to, by podziwiać widoki za oknem. W końcu czekają nas ciekawsze perspektywy!

Po uroczystym ceremoniale przydzielania łóżek postanawiamy zejść do jadalni, by zrobić sobie kolację. Panuje tam tłok porównywalny z tym w lokalach na Krupówkach. Okazuje się, że schronisko zostało zapełnione przez pracowników jednej z warszawskich firm. Przyjechali na szkolenie ski-tourowe i zabawią tutaj kilka dni. Sprowadzili z tej okazji nawet kapelę z Zakopanego. Zapowiada się interesujący wieczór!

Wieczorne snucie planów
Na szczęście znajdujemy jeszcze jeden, ostatni już wolny stolik. Wcinamy kanapki, batoniki oraz zupki i zapijamy je colą.
– Ładna kolacja! Oby tylko wam to jutro nie zaszkodziło! – komentuje z troską Ania.
– Chyba nie będzie tak źle! Już nie takie eksperymentalne kombinacje stosowało się w górach! – stwierdzamy zgodnie z Tomkiem.
Słuchając góralskich pieśni, zauważamy, że do jadalni dołączają nasi znajomi, których poznaliśmy kilka dni temu, nocując razem w Betlejemce. Odżywają wspomnienia ostatnich dni. Za oknem zapada ciemność przeszywana padającym śniegiem. Rozmowom nie ma końca. Kapela z Zakopanego pakuje swój sprzęt i zostawia rozbawionych warszawiaków ich własnym zdolnościom wokalno-instrumentalnym. Niestety, wątpliwym zdolnościom.
Zaczynamy omawiać plany na jutrzejszy dzień.
– To co, moi drodzy? Jutro z rana Kościelec? – zagaduję.
– Oczywiście! – odpowiada zdecydowanie Tomasz.
Ania ma jednak inny pomysł. Razem ze swoją dobrą koleżanką z Kościeliska zaplanowała wypad do jaskiń w Dolinie Kościeliskiej.
Pójdziemy więc sami. Martwi mnie tylko jedna sprawa – ból w lewym kolanie. Przeklęte kolano! Podczas porannego wyjścia na Wierch pod Fajki (2135 m n.p.m.) odnowiła mi się kontuzja łękotki. Z tego względu byłem zmuszony zakończyć swoją dzisiejszą próbę zdobycia zaplanowanej grani Fajek.
– Ładne jaja! To dopiero początek wyjazdu, a ja musiałem rozwalić sobie kolano właśnie teraz… – przeżywam pech w myślach.
Kontuzja na szczęście nie okazuje się aż tak poważna, jak mi się wydawało na początku. Wprawdzie kolano dość mocno spuchło, a ból podczas powrotu do schroniska dawał się we znaki, ale wieczorem powoli zaczął ustępować.

Śmierć chomika
Życząc znajomym dobrej nocy, udajemy się do swojego pokoju na nocleg. Jeszcze tylko wieczorna toaleta i nareszcie powoli będzie można się oddać w objęcia Morfeusza. Lecz, jak to zwykle w górach bywa, Morfeusz ma chyba niemałe problemy z odnalezieniem drogi do naszego pokoju. Leżąc w łóżkach, przez długi czas rozmawiamy na różne tematy. Są wśród nich marzenia, przyszłe wakacje, górskie plany.
W pewnym momencie Ania zaczyna opowiadać nam… historię śmierci swojego chomika. Historia ta jest na tyle komiczna, że razem z Tomkiem nie możemy wytrzymać ze śmiechu.
– Pewnie pobudziliśmy całe schronisko – śmiejemy się bez końca.
Nawet Ania zaczyna się śmiać z własnej, dość nietypowej historii.
– Biedny chomik. Gdyby tak w tym kółeczku nie biegał, to by sobie kręgosłupa nie złamał! – płaczemy ze śmiechu.
– Dobra już, dobra! Skończcie! Bo nas zaraz wyrzucą! – prosi Ania.
Próbujemy się z Tomkiem uspokoić, lecz przychodzi nam to z wielkim trudem.
Po jakimś czasie słyszymy pukanie do drzwi.
– O cholera! To pewnie ekipa eksmisyjna! – rzucam w myślach.
Na szczęście okazuje się, że to Jurek, nasz znajomy z Warszawy. Po chwili poznajemy powód jego wizyty. Po kilku piwach, stęskniony, zadzwonił do swojej dziewczyny. Niestety, biedak zapomniał, cóż takiego mógł jej powiedzieć podczas ich ostatniej rozmowy, że nagle przestała odbierać jego telefony. W związku z tym postanowił przyjść po poradę do Ani i dowiedzieć się, jak wybrnąć z tej niekomfortowej sytuacji. Kiedy w końcu plan pomocy dla Jurka jest już zapięty na ostatni guzik, zasypiamy.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Tatry Wysokie
Polska

Zobacz też