Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Góry Izerskie

Kamienicki mur chiński

NPM 2/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Grupiński
Z Leszkiem Różańskim u stóp najlepiej zachowanego wału (fot. Grzegorz Grupiński)
Grzbiet Kamienicki Gór Izerskich kryje zagadkę bez analogii w naszym kraju. Na łąkach i w lasach całymi kilometrami ciągną się tajemnicze kamienne wały. Kto je zbudował i po co? Czy tam, gdzie teraz leży cicha wieś Kopaniec, niegdyś bawili celtyccy druidzi? Co oznaczają znaki wyryte przed wiekami na głazach? A może te budowle powstały w jakimś zupełnie prozaicznym, tylko nieznanym nam celu?

Zanim stanąłem przed izerskimi wałami, nie miałem nawet pojęcia o ich istnieniu. A przecież to wymarzone miejsce dla maniaka gór i zarazem miłośnika historycznych ciekawostek. Jako pierwszy uświadomił mnie Tomek Glądała, prowadzący pensjonat w podkarkonoskich Michałowicach.
– Mają nawet po kilka metrów wysokości… i nikt nie ma pojęcia, skąd się tam wzięły i po co. Jedźcie do Kopańca! Reklamują tam też zrekonstruowaną osadę średniowieczną. Wały i osada skłoniły mnie do jednodniowej wycieczki z dzieciakami. O ile osadą się rozczarowałem, to wały zrobiły na mnie duże wrażenie – przekonywał.
Szczerze mówiąc, nie dowierzałem Tomkowi. Tak jest zawsze, gdy słyszę o jakichś historycznych sensacjach, rozdmuchanych przez media. W wielu miejscach Sudetów, na przykład w Paszkowie w Górach Bystrzyckich, widziałem kamienne groble, powstałe poprzez wybieranie kamieni z pól na miedzę. To pewnie musi być coś takiego…
Ostatecznie z błędu wyprowadził mnie filmik znaleziony na YouTube. Kilkuminutowy materiał „Keltský val v Jizerských horách v Kopańcu” został nagrany przez Moskyt Geograficko-Badatelský Magazín – portal prowadzony przez czeskich tropicieli różnych zagadek. W filmie wypowiada się Leszek Różański, przewodnik sudecki o czuprynie Reinholda Messnera, na tle kilkumetrowej ściany z głazów. „To” nie ma nic wspólnego ze skromnymi groblami z Paszkowa. Trzeba się wybrać do tego Kopańca…

Wizja lokalna
O godzinie 11, wraz z innymi zainteresowanymi, meldujemy się całą rodziną pod pięknie odnowionym, tradycyjnym sudeckim domostwem pana Leszka w górnej części Kopańca. Leszek Różański jest również nauczycielem w miejscowej szkole, a jego żona Agata prowadzi tu galerię Kozia Szyja – pracownię sztuki ceramicznej.
– Ruszamy w stronę wałów! – ogłasza przewodnik naszej kilkunastoosobowej grupce.
Od najwyżej położonych zabudowań Kopańca skręcamy w stronę kulminacji Grzbietu Kamienickiego, otrzymując pierwszą dawkę informacji.
– Wały ciągną się mniej więcej od Górzyńca przez Kopaniec, Chromiec, Antoniów w kierunku Przecznicy. Tworzą one bardzo nieregularną i poprzerywaną szachownicę. W niektórych miejscach otaczają obszary o trapezowatym czy trójkątnym kształcie, co ciekawe, zawsze mające jakąś przerwę w przebiegu. W innych – biegną równolegle do siebie. Trudno określić długość wszystkich wałów, wiele z nich przebiega w trudno dostępnym terenie, gęsto zalesionym czy podmokłym. W sumie jest to co najmniej kilkanaście kilometrów – szacuje pan Leszek.
Sprawdzam na mapie. Budowle zlokalizowane są mniej więcej od 500 m n.p.m. do kulminacji Kamienickiego Grzbietu, w tym na Koziej Szyi (748 m n.p.m.). Większość położona jest na północnych stokach gór, ale te w pobliżu Górzyńca są po południowej stronie.
Wkrótce docieramy do miejsca znanego mi już z czeskiego filmiku. To pochyła „działka” o kształcie zbliżonym do prostokąta, otoczona prawie w całości dobrze zachowanymi wałami. Stajemy na jej południowej flance, obramowanej najwyższym wałem w całym kompleksie. To prawdziwy mur, wysoki od zewnętrznej strony na ponad pięć metrów.
– I tyleż szeroki – mówi Różański.
W innych miejscach wały mają dwa metry, a w niektórych tworzą kilkudziesięciocentymetrowe „waliki”. Te największe zbudowane są w charakterystyczny sposób. Zewnętrzną obudowę tworzą większe, bardzo stabilne głazy, pomiędzy które wsypano znacznie drobniejszy gruz. Budulec to miejscowy granit. Gdzieniegdzie oglądamy wyraźne wyżłobienie przypominające ślad wiertła. Tu łupano większe głazy na mniejsze, nadające się do transportu. Wkuwano się metalowym narzędziem, a w powstałą dziurę wbijano klin. Taką technikę znano już w starożytności.
Wiadomo więc, jak wały zostały zbudowane. Pozostaje pytanie, kto, kiedy, a przede wszystkim po co wykonał tę imponującą pracę.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też