Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Widziane z gór | Narodowa Zimowa Wyprawa na K2

K2 to kawał trudnej góry

NPM 4/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Andrzej Bazylczuk
(fot. Facebook Polski Himalaizm Zimowy)
– Społeczeństwo dało pieniądze na wyprawę na K2, więc nie można się zamknąć przed światem i nie udzielać żadnych informacji. Skoro reprezentacja Polski w piłce nożnej, która jest przecież dużo bardziej od nas popularna, potrafi to robić, my także powinniśmy – mówi himalaista Jarosław Botor, uczestnik Narodowej Wyprawy na K2.

W 2016 roku wspinał się Pan na K2 latem, a teraz zimą. Rzeczywiście jest to kolosalna różnica?
Różnica jest spora. Sama góra wygląda inaczej. Latem jest śnieg, dzięki czemu można wiele rzeczy zrobić szybciej, natomiast zimą trzeba wspinać się w skale. Jest więc dużo mikstowej wspinaczki, a kuluary, które można szybko przejść po śniegu, stają się problemem technicznym i są zagrożone dużą liczbą spadających kamieni. Inaczej jest także w bazie. Latem jest znacznie cieplej, a zimą panują ujemne temperatury, co przekłada się na szybszą utratę energii i masy mięśniowej, a więc wydolność podczas ataków szczytowych i wyjść do obozów spada.
Niedawno zakończona wyprawa miała ciekawą organizację, gdyż było dwóch kierowników. Szefem całej wyprawy był Krzysztof Wielicki a kierownikiem sportowym Janusz Gołąb. Jak ten podział sprawdzał się w praktyce?
Na początku wyglądało to tak, że Krzysiek zarządzał całą wyprawą podczas trekkingu i w bazie, wyjściami HAP-sów (tragarzy wysokogórskich – przyp. red.) i sprawami związanymi z naszym pobytem. Kierownik sportowy decydował o konkretnym działaniu w ścianie, czyli na przykład o tym, ile i jakich lin wziąć. Krzysiek rzadko wtrącał się do spraw związanych z zakładaniem obozów i wyjściami do nich, ale konsultowali się wzajemnie. Także z nim ustalałem kluczowe kwestie związane na przykład z akcją ratunkową na Nanga Parbat. Podejrzewam też, że przy tak ważnej kwestii, jak zmiana z drogi Basków na Żebro Abruzzi miał decydujący głos (Botor po akcji ratunkowej z powodów osobistych wrócił do kraju – przyp. red.).
 
Nie dziwmy się mediom
 
Wspomniał Pan o Nandze. W czasie akcji ratunkowej w mediach podawano często sprzeczne informacje. A jak wyglądało to na miejscu? Z dzienników Rafała Froni wynika, że także tam panował chaos informacyjny.
Rafał pisał z perspektywy bazy, natomiast my nie mieliśmy świadomości tego, co się dzieje w kraju. Cały czas byliśmy w kontakcie z Januszem Majerem i lekarzem Robertem Szymczakiem, który koordynował akcję szczególnie w godzinach wieczornych. Rano, w sprawach związanych z przylotem śmigłowca, kontaktowaliśmy się z Krzyśkiem Wielickim. On za pośrednictwem ambasadora podejmował w tej sprawie kluczowe decyzje. Trzeba jednak pamiętać, że kontakt w takich warunkach nie jest łatwy i płynny. Radia czy telefony są na baterie, a w obozie było wtedy około -30 stopni Celsjusza, więc urządzenia szybko się rozładowywały. W takich warunkach nie ma mowy, by je mieć stale włączone. Często bazowaliśmy na wiadomościach SMS.
 
A jak na wyprawę wpłynęło zainteresowanie mediów? Z polskiej perspektywy wyglądało to trochę tak, jakby spod K2 była prowadzona transmisja on-line.
 
Duże zainteresowanie medialne było już przed wyjazdem, a po wydarzeniach na Nandze jeszcze się nasiliło. Nie było to jednak zaskoczeniem, gdyż już wcześniej wiedzieliśmy, że niektórzy dziennikarze będą szli w stronę bazy, tylko nie mieliśmy informacji, kto dokładnie weźmie udział w trekkingu. Trudno mi się wypowiadać za kolegów, ale uważam, że społeczeństwu należą się wiadomości o tym, co się dzieje na wyprawie. To może oczywiście kolidować z tym, co się dzieje w ścianie, ale od tego jest kierownik, żeby decydować, kto, kiedy i jak się wypowiada. Społeczeństwo dało pieniądze na tę wyprawę i nie można się zamknąć przed światem i nie udzielać żadnych informacji. Skoro reprezentacja Polski w piłce nożnej, która jest przecież dużo bardziej od nas popularna, potrafi to robić, my także powinniśmy.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też