Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Gorce

Józek, nie daruję Ci

NPM 8/2013
Numer wyprzedany
Autor:
Michał Parwa
Za plecami strzępy Beskidu Wyspowego, przed oczami długie i strome podejście na Świnkówkę (fot. Michał Parwa)
Jeszcze nie poznał ludzi, a już siedział w drugim rzędzie. Do dziś ogląda Tatry zza świerkowej czupryny Lubania, a wielki cień Mogielicy przysłania mu kołnierz. Gorcowi pozostała jego wieczna pani Ochotnica. Partyzantka i niemy obserwator. Nierozłączna para, która nigdy nie widziała Zbiornika Czorsztyńskiego.

Marcin po raz pierwszy gości w Rzekach. Niewielkie osiedle należące do Lubomierza działa na niego tak samo jak na wszystkich pierwotnie przemierzających te okolice. Gdyby nie sklep, otwierany od potrzeby do okazji, oraz wiata PKS, nikt nie zauważyłby tu śladów zachodniej cywilizacji. Jest co prawda kaplica świętego Maksymiliana Kolbego z jedną mszą w niedzielę. Ale żeby ją zobaczyć, wciśniętą jakby w dom mieszkalny, trzeba trochę zwolnić na podjeździe. To i tak wiele jak na cztery wieki istnienia. W końcu pierwsze drzewa w Rzekach padły z rąk czeskich i niemieckich hutników dopiero w XVII wieku. Wypalili swoje szkło, a okiełznanie puszczy między Myślenicami i Tatrami zostawili Zagórzanom. Ci ostatni zrobili to, co do nich należało. Całe szczęście tylko na miarę własnych potrzeb. Dzięki temu można dziś przystanąć pod wspomnianą wiatą, wejść między buczynę i poszukać salamandry.

Rzeki w biegu
Każdy szanujący się górołaz powinien przynajmniej raz w życiu odwiedzić ten niewielki punkt na drodze. Swoje turystyczne znaczenie ujawnia dopiero z perspektywy mapy. Tak jak Turbacz zwornikowo scala Gorce, tak Rzeki splatają ze sobą Kudłonia (1274 m n.p.m.), Gorc (1228 m n.p.m.) i królową Beskidu Wyspowego – Mogielicę (1171 m n.p.m.). Aż dziw bierze, że wysiadając na asfalcie pośrodku lasu, człowiek może dosłownie przebierać w wariantach tras. Jestem tu po raz trzeci, a mapa sugeruje co najmniej dwie kolejne rewizyty. Dobrze, że nasz plan powstał jeszcze w Krakowie, bo na miejscu doprawdy trudno się zdecydować.
Przełęcz Przysłop (750 m n.p.m.) to w zasadzie centrum tego małego wszechświata, uchodzące za główny punkt orientacyjny. Tuż za nią droga stromo opada prosto w widły szlaku niebieskiego. Za miejsce startu obieramy parking przy brzegu Kamienicy, nieopodal dawnej dyrekcji Gorczańskiego Parku Narodowego. Ten sam kolor znaków prowadzi hen daleko, w stronę Turbacza (1310 m n.p.m.) lub – wręcz przeciwnie – na nasze danie główne. Wiem, jak pretensjonalnie brzmi wchodzenie na Gorc, kiedy przyjechało się w… Gorce. Ale zawsze może być gorzej, jeśli – nie daj, Boże – ktoś przemieni Kasprowy czy Rysy na jakąś Tatrę.
Utwardzona droga wciąga nas w stoki Lanckorony (746 m n.p.m.), co oznacza niewielkie przewyższenie plus rzadki las. W sam raz na początek. Po kwadransie stajemy na nowiutkim asfalcie, którego nie ma na żadnej mapie, a sam stwórca pewnie nie wie, gdzie on prowadzi. Za to brawa należą się znakarzom. Nieważne, co wymyśli straż leśna czy drogowcy – jeśli niestraszne nam rozróżnianie kolorów, dalej trafimy bez pudła. Pięć minut później uświadamiamy sobie, że po naszym spacerze w wersji
light nie ma już śladu. Szlak, nadspodziewanie stromy, z kamulcami i rasowym błotem, pnie się w górę niczym Felix Baumgartner na orbitę.
– Idealnie na biegi górskie – zachwyca się kolega.
A ja od razu komponuję pierwsze gorczańskie przykazanie: nie wędruj z górskim biegaczem, jeśli sam po górach nie biegasz. Gdyby nie wymuszone przystanki na fotografowanie Mogielicy, straciłbym z oczu nawet jego plecy. Dość powiedzieć, że wędrujemy Małopolskim Szlakiem Papieskim, a ja na żadne miłosierdzie nie mogę liczyć.

Krasulowe doświadczanie
Równam do tempa dopiero przy Nowej Polanie (841 m n.p.m.). Dochodzą tu czarne znaki ze Szczawy i jak na zawołanie robi się bardziej płasko. Dalej maszerujemy już na zmianę. Raz po otwartym grzbiecie, następnie wśród leśnych czeluści. I tak aż po polankę Koszarki, zwiastującą granicę GPN. To dopiero preludium przed zjawiskową panoramą Tatr Zachodnich, jaką oferuje nieodległa Świnkówka (1020 m n.p.m.). Gdyby ktoś miał wątpliwości, co widzi, pomocą służy rzeczowa tablica informacyjna. Dzięki niej wiemy, że cały drugi plan obejmujący grań od Świnicy (2301 m n.p.m.) aż po Starorobociański (2175 m n.p.m.) ogranicza Jaworzyna Kamienicka (1288 m n.p.m.) wraz z Turbaczem. Nie brakuje też opisów zastanej fauny i flory ze specjalną dedykacją dla wszystkich lubiących głaskać zwierzątka: „Przy obserwacji żmij należy zachować szczególną ostrożność”. A na końcu parametr czasowy, dla nas najbardziej istotny – na Gorc Kamienicki 10 minut.

(...)
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też