Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

z biegu wzięte | Piotr Hercog

Jeszcze dalej na południe

NPM 2/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Piotr Hercog
(fot. Piotr Dymus )
W Polsce jesień zmaga się z zimą, raz górą jest zalegający wszędzie śnieg, raz błoto… Na szczęście znalazłem jedno lekarstwo na te wszystkie zawirowania natury – Czarny Ląd.

Mam wrażenie, że dopiero co wróciłem z Maroka, opisując Wam moje wrażenia z wejścia na najwyższy szczyt pasma Atlasu, a dziś znowu jestem w Afryce. Tym razem w jej sercu, tuż pod równikiem, gdzie padające w zenicie słońce zostawia mój cień dokładnie pod stopami. Zespół Adwokacki Dyskrecja śpiewał: „Jedno oko na Maroko, drugie na Zanzibar”, a Zanzibar mimo autonomii należy do Tanzanii, o której chcę Wam teraz opowiedzieć.
KILI WYGRAŁO Z BAZĄ POD EVERESTEM
Tu właśnie znajduje się najwyższy szczyt Afryki – Kilimandżaro (5895 m n.p.m.). Gdy ujrzałem majestat tej ośnieżonej góry wśród rozgrzanych afrykańskich równin, przypomniały mi się automatycznie filmy przyrodnicze, w których Krystyna Czubówna łagodnym głosem opowiadała o dostojnie przechadzających się na tle góry zwierzętach, zamieszkujących Równinę Serengeti – a wszystko oczywiście w świetle zachodzącego słońca. Nie mam wątpliwości, że Afryka to bajka! Znana i nieznana kraina. Oglądana w młodości dzięki programowi „Pieprz i wanilia”, opisywana m.in. w książkach Kazimierza Nowaka czy Arkadego Fiedlera. Po prostu taka z książek, filmów, z telewizji… Czujesz się tu jak bohater filmu przygodowego. I faktycznie czeka na nas przygoda, bo przyjechaliśmy tutaj na rozgrywany pierwszy raz w historii maraton na Dach Afryki.
Kilimandżaro to nazwa całego masywu górskiego, w skład którego wchodzą trzy wulkaniczne wierzchołki: Kibo (5895 m n.p.m.), Shira (3962 m) i Mawenzi (5149 m). Najwyższym z nich jest ten pierwszy, będący stożkiem wulkanicznym, i to właśnie on, najbardziej charakterystyczny element góry, jest głównym celem kolekcjonerów Korony Ziemi. Najwyższym miejscem na krawędzi krateru, a także na całym Kibo, jest Uhuru Peak, którego klif wyrasta stromo około 180 metrów od dna kaldery. To tu stoi się słynna tablica, przy której fotografują się zdobywcy szczytu. W tym też miejscu znajduje się start tego najwyżej rozgrywanego maratonu świata. Wierzchołek Kili leży bowiem ponad 500 metrów wyżej niż Everest Bascecamp, w którym w maju tego roku zaczynał się Tenzing Hillary Everest Marathon. To właśnie ten bieg nosił do tej pory zaszczytne miano tego najwyższego.
W założeniu wycieczkowym trekking na Kilimandżaro zajmuje od pięciu dni do tygodnia. W naszym przypadku (mówię „naszym”, ponieważ z Polski pojechała dość spora ekipa, za sprawą organizatora i pomysłodawcy – Michała Gawrona, z którym poznaliśmy się rok temu podczas wspólnego startu w Baikal Ice Marathon) trekking na szczyt to dopiero połowa sukcesu. Spośród wielu tras prowadzących na wierzchołek my wybraliśmy podejście drogą Umbwe – mniej popularną, ale za to krótszą, choć bardziej stromą.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też