Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Widziane z gór | Simone Moro

Jestem już stary, ale pociąga mnie eksploracja

NPM 5/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Paulina Wierzbicka
(fot. facebook Simone Moro)
Z Simone Moro spotykam się na Festiwalu Wondół Challenge w Szczyrku. W Polsce panoszą się silne mrozy, których Simone jednak jakby nie odczuwał. Właśnie wrócił z wyprawy do Jakucji, gdzie z Tamarą Lunger wspólnie weszli na niezdobyty zimą szczyt Pobiedy.

Słuchając, jak ciepło wypowiadasz się o ludziach Wschodu, zapytam, czy Ty przypadkiem nie powinieneś urodzić się w Rosji?
To bardzo zabawne, bo w 2012 roku w bazie pod Everestem Kinga Baranowska przeprowadzając ze mną wywiad, zadała dokładnie to samo pytanie. Tak, jestem pod pełnym wrażeniem kultury Wschodu. Podczas gdy kraje Zachodu rozwijały się, cały blok wschodni, łącznie z Polską, był za żelazną kurtyną. Wiele książek górskich opisuje, jak wyglądały ówczesne wyprawy, jak trzeba było wiązać koniec z końcem, pracować na kominach, handlować za granicą, by móc sobie pozwolić na wyprawę. Dodam do tego jeszcze warunki sprzętowe, jakie dzieliły wspinaczy Wschodu i Zachodu. To była przepaść! A mimo to wyprawy Andrzeja Zawady i wybitni himalaiści: Krzysztof Wielicki, Wanda Rutkiewicz, Leszek Cichy, Jurek Kukuczka, Maciej Berbeka, o których czytałem w wielu książkach, pokazali nam, ludziom Zachodu, gdzie jest nasze miejsce. Nie znam tak długiej listy tak wybitnych nazwisk z żadnego innego kraju w tamtym czasie.
Na początku swojej kariery wspinaczkowej zadawałem sobie pytanie, czy jestem tak samo silny jak oni? Zawsze padała odpowiedź: „nie”. Dlatego robiłem wszystko, by być bliżej nich. Poznać kulturę, sposób myślenia. Odnalazłem się w zimowym wspinaniu, gdzie mogę się starać być tak twardym jak oni albo wrócić do domu. Zimą w Himalajach czy Karakorum nie ma miejsca na udawanie.

To dlatego tak bardzo pociąga Cię zima na ośmiotysięcznikach? Jak wyglądała Twoja droga do zimowych wypraw?
Moja historia ze wspinaczką zaczęła się w sierpniu 1993 roku na południowej ścianie Aconcagui (podczas tamtejszej zimy – red.). Zatrzymaliśmy się blisko szczytu i pięć dni tkwiliśmy z partnerem w ścianie. W końcu wycofaliśmy się, by zdobyć szczyt normalną drogą. Dziś mam na swoim koncie 56 ekspedycji. W dużej mierze zimowych, w małych teamach. Jestem za tworzeniem małych grup, którymi łatwiej się kieruje.

Myślisz, że wspinanie w stylu alpejskim i kilkuosobowe wyprawy są właśnie przyszłością himalaizmu?
Krzysztof Wielicki może być pierwszą osobą, która oznajmi światu, że nadszedł kres wielkich wypraw himalajskich. Alpinizm się zmienia. Młodemu pokoleniu ciężko już pogodzić się ze zwierzchnictwem i poddać zasadom, ono ceni sobie wolność. Epoka wielkich wypraw pod kierownictwem jednego lidera zmierza ku końcowi. Zresztą sam Wielicki dokonał historycznego, zimowego wejścia solo na Lhotse w 1988 roku. Gdy byliśmy z Denisem Urubko na Makalu w 2009 roku, w naszej wyprawie uczestniczył tylko kucharz. Aklimatyzacyjnie doszliśmy do 6500 metrów n.p.m., a potem uderzyliśmy na szczyt. Faktem jest, że mieliśmy idealne warunki. To było wejście w stylu alpejskim.

Nie chcę wchodzić w polemiki
Wejściem w stylu alpejskim byłoby również zdobycie K2 przez Denisa Urubkę, gdyby powiodła się jego samotna próba. To, co się stało, wywołało burzliwą dyskusję na temat zimy w Himalajach i Karakorum. Kiedy Twoim zdaniem zaczyna się wiosna?
Rozmawiając o wyprawie na K2, nie chcę wpaść w pułapkę polemiki. Moim zdaniem himalaizm powinien budować i tworzyć pozytywne więzi, partnerstwo, przyjaźń. Nie powinien dzielić tak jak piłka nożna na poszczególne drużyny z ich wiernymi fanami, gotowymi iść w bój. Zarówno Krzysztof Wielicki, jak i Denis Urubko to moi serdeczni przyjaciele, więc nie będę publicznie sądzić działań żadnego z nich. Moim zdaniem jednak wyprawa jako całość i każdy z uczestników z osobna powinni trzymać się z góry określonych reguł. Oczywiście, możemy je zmieniać – najlepiej na początku lub na końcu, rzadko kiedy w trakcie. Ustalone raz zasady powinny być przestrzegane przez wszystkich uczestników.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też