Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Bieszczady

Jedyna taka chatka

NPM 3/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Bartosz Wrześniewski
(fot. Bartosz Wrześniewski)
Drewniana chata bez wygód. Zimą temperatura wewnątrz waha się w okolicy zera stopni. Po rozpaleniu ognia w kominku wzrasta o jakieś pięć stopni. Aby jednak rozpalić, wpierw trzeba wyjść na siarczysty mróz, by w lesie poszukać drewna.  

Do Chaty Socjologa docieram w typowo zimowej aurze. Jest mróz, prószy śnieg, a niebo zmieniło się w mleko. Podejście od Chmiela okazało się nieprzetarte, a brodzenie w śniegu z ciężkim plecakiem – wyczerpujące. Na miejscu ospałym głosem wita mnie gospodarz Lubosz.
– Wbijaj do środka i przywitaj się z resztą towarzystwa. Ale uprzedzam: w środku strasznie „piździ” – nie owija w bawełnę i wraca do swojego nagrzanego, służbowego pokoju, a ja idę się przywitać. Tak, bez wątpienia latem jest tu bardziej komfortowo i nawet spartańskie „chatkowe” warunki tak bardzo nie przeszkadzają. Co innego zimą…
Jednak jest i dobra wiadomość – oprócz mnie w środku siedzi kilka osób, dzięki czemu zarówno pod piecem, jak i w kominku pali się ogień. Moi towarzysze nie mieli tyle szczęścia: gdy dotarli tu poprzedniego wieczora, musieli wpierw wybrać się do lasu po drewno, by móc zrobić sobie obiad i ogrzać ręce przy kominku.
Okazuje się, że chłopaki są archeologami, a dziewczyna studiuje na Akademii Sztuk Pięknych. Wieczór mija nam na górskich dyskusjach, ciepłej herbatce z cytryną, imbirem i może czymś jeszcze… Co chwila dorzucamy drewno do kominka, dzieląc się górskimi opowieściami i planami na kolejne dni. Gramy też w planszówki, których tutaj nie brakuje. Ogień podnosi temperaturę pomieszczenia do pięciu stopni powyżej zera. Czy już wspomniałem, że tutaj nie ma prądu ani bieżącej wody?
Chata to nie schronisko
Chacie Socjologa daleko jest do typowego schroniska górskiego PTTK. Nie znajdziemy tu takiego komfortu, jak na Markowych Szczawinach. Ale nie o nowoczesny budynek chodzi, bo chyba najistotniejsze jest odmienne podejście do turystyki i mniej komercyjny charakter tego typu przedsięwzięć. Do schroniska przychodzi się bowiem po pewne usługi, kierując się regułą „płacę, więc wymagam”. Skoro wydaję spore pieniądze na nocleg, to oczekuję, że dana usługa będzie spełniała pewne standardy. Jesteśmy klientami, którzy tak samo jak w hotelu chcą, by pościel była czysta, woda pod prysznicem ciepła, a noc cicha i spokojna.
W chatkach sprawa wygląda zupełnie inaczej. Najczęściej zostały one powołane do życia przez grupy znajomych. Zazwyczaj były to koła studenckie, których członkowie myśleli przede wszystkim o wspólnym spędzaniu czasu w górach. Rozpadające się góralskie chałupy kupowano za nieduże pieniądze i własnym sumptem remontowano. Dziś w większości przypadków chatkami nie opiekują się już koła studenckie, ale kolektywna atmosfera w nich pozostała. Chatę tworzy bowiem społeczność, w której każdy dokłada coś od siebie i każdy czuje się odpowiedzialny za wspólne dobro.
Razem przygotowuje się więc posiłki, często dzieląc się jedzeniem z innymi. Wspólnie rąbie się drewno i przynosi wodę. Owszem, chatą opiekuje się gospodarz, ale nie poda pod nos obiadu, nie wyniesie za ciebie śmieci i nie rozpali w piecu. O to wszystko dbają goście, dzieląc się między sobą obowiązkami. Podejście do ciszy nocnej także jest dość luźno pojmowane. Chatka studencka jest więc czymś pomiędzy schroniskiem a schronem. Z jednej strony warunki mamy gorsze niż choćby w standardowej bacówce, ale w zamian dostajemy coś więcej: swobodę, wolność, poczucie współuczestnictwa w chatkowym życiu i niepowtarzalny klimat! Chaty zazwyczaj mają grupę stałych bywalców, którzy przyjeżdżają tu regularnie. Zawiązują się nowe znajomości i przyjaźnie. Jeśli bowiem ktoś już raz zakochał się w chatkowym klimacie, będzie tu wracał bezustannie.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."
 


Zobacz podobne artykuły

Bieszczady
Polska

Zobacz też