Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Bieszczady

Jak zostałem maszerem

NPM 4/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rusznica
Na Połoninie Caryńskiej. W tle Połonina Wetlińska (fot. Tomasz Rusznica)
W tym sezonie zima zawiodła na całego. Dni ze śniegiem umożliwiającym spacer na rakietach można było policzyć na palcach obu rąk. To bieszczadzkie wspomnienie polecam tym, którzy w minionych miesiącach o śnieżnej wyrypie mogli tylko pomarzyć.

Bieszczady to góry, w które chce się wracać. Niewysokie, a zarazem bardzo widokowe – przy inwersji z wielu szczytów widać odległe w linii prostej o 150 kilometrów Tatry. Oblegane przez turystów latem pustoszeją zimą, stając się dużo większym wyzwaniem. Przemierzanie śnieżnych przestrzeni wolnych od tłumów ma swój niepowtarzalny urok.

Psy potrafią się rozpędzić
Zimową przygodę rozpoczynam w Cisnej (549 m n.p.m.). Ze wszystkich stron otaczają ją wysokie szczyty, zwane górami ciśniańskimi. To tutaj umówiłem się z grupką osób zdeterminowanych, by uczestniczyć w bieszczadzkiej ekspedycji. Nasz zespół to pięć osób z Holandii: Ingrid, Veronique, Tjeerd, Gijs, Andries, oraz trzy z Polski: Ela, Barnaba i ja. Po zakwaterowaniu, oczekując na współtowarzyszy, wybieram się na spacer po urokliwej miejscowości. Przypadkowo trafiam w miejsce, gdzie dokarmiane są ptaki. Wśród ucztujących dostrzegam niezliczoną ilość sikor oraz gili. Długi spacer zaostrza apetyt, dlatego chwilę później siedzimy już w słynnej Siekierezadzie, która swoim klimatem zatrzymuje nas na kilka godzin.
Pierwszy dzień naszej przygody to przejście czerwonym szlakiem przez Rożki (942 m n.p.m.), Małe Jasło (1102 m), Jasło (1153 m), Okrąglik (1101 m), Fereczatą (1102 m) do miejscowości Smerek i dalej na nocleg do Wetliny. Przechodzimy przez tory kolejki wąskotorowej, która powstała w 1898 roku i służyła wówczas przede wszystkim jako środek transportu drewna. W latach 20. XX wieku przeszła pod zarząd lwowskiej dyrekcji PKP. Wtedy też rozpoczęto przewóz ludzi, który z czasem stał się atrakcją turystyczną. W 1996 roku Lasy Państwowe przekazały administrowanie kolejką Fundacji „Bieszczadzka Kolejka Leśna”. Z roku na rok ten sposób podróżowania zdobywa coraz większą popularność i dziś około 85 tysięcy turystów rocznie korzysta z jej usług.
Po kilkudniowych opadach śniegu nareszcie wychodzi słońce. Na dziewiczym, nieprzetartym szlaku czujemy się jak eksploratorzy. Już na samym początku trafiamy na duże oblodzenie stoku, co skutecznie zwalnia nasze tempo. Z małym opóźnieniem przechodzimy przez potok pokryty połyskującym lodem, który pod wpływem ciężaru ciała wydaje charakterystyczny dźwięk, by ostatecznie załamać się z impetem. Na szczęście to tylko mały potok, a nie głęboka rzeka.
Po trzech godzinach marszu, przed Małym Jasłem, jeden z członków naszej ekipy uskarża się na mocny ból nogi, który uniemożliwia mu dłuższy marsz. Po krótkiej konsultacji zmieniamy plany. Szybki rzut oka na mapę i decydujemy się schodzić do Przysłupia. Z pięknymi widokami na najwyższe szczyty polskiej części Bieszczadów docieramy do oberży Biesisko.
– A może chcecie wcielić się w rolę maszera, przewodnika psiego zaprzęgu? – pytają nas sympatyczni ludzie z obsługi.
Oczywiście chcemy z tej możliwości skorzystać i zamówionym transportem ruszamy w kierunku Wetliny. Zatrzymujemy się w Kalnicy na umówioną przejażdżkę. Okazuje się, że prowadzenie takiego zaprzęgu nie jest prostą sprawą. Utrzymanie równowagi przy dużej prędkości, jaką osiągają psy, jest nie lada wyczynem. Ale przygoda to naprawdę niesamowita. W Wetlinie trafiamy do Piotrowej Polany, prowadzonej przez rodzinę Ostrowskich od mniej więcej 30 lat.
– Hej, ku górom! Ahoj, przygodo! – tak wita nas Piotrek „Niedźwiedź” Ostrowski, który jest jednym z organizatorów Biegu Narciarskiego Szlakiem Kolejki Leśnej „Od Niedźwiedzia aż do Kija”. To także on w dużej mierze przyczynił się do oznakowania pięciu tras dla narciarzy biegowych w Wetlinie. Dzięki temu miejscowość ożyła także zimą, bo o jej wielkiej popularności latem nikogo przekonywać nie trzeba.

Walka z wiatrem
Po nocnych rozmowach budzimy się rankiem niewyspani, ale w bardzo dobrych humorach. Kontuzja jednego z naszych towarzyszy na szczęście okazuje się niegroźnym przesileniem związanym z długą podróżą, które po nocy znacznie osłabło. Tak więc ruszamy w komplecie żółtym szlakiem ze Starego Sioła na Przełęcz Orłowicza (1099 m n.p.m.) i dalej Połoniną Wetlińską (Osadzki Wierch 1253 m, Roh 1255 m) do Chatki Puchatka.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Bieszczady
Polska

Zobacz też