Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Jak szewc pokonał diabła

NPM 10/2008
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Dębiec
()
Po raz kolejny w tym roku jadę samochodem piękną trasą z Dukli do Gorlic. Droga biegnie u podnóży wzniesień Beskidu Niskiego. Najbardziej lubię fragment między Nowym Żmigrodem a Foluszem. Tak często zerkam tam przez boczną szybę, że czasami boję się, że spowoduję wypadek. Wzrok przykuwa Magura Wątkowska.  

Tereny te to jedyne miejsce w Beskidzie Niskim objęte ochroną w randze parku narodowego. Magurski Park Narodowy utworzony został 24 listopada 1994 roku i jest tym samym jednym z najmłodszych w Polsce. Tym razem nie poprzestaję jednak na krótkim spojrzeniu na Magurę. Mam dla niej cały dzień.
 
Diabli Kamień ma swą legendę
Z głównej trasy, na małym wzniesieniu, skręcam do Folusza. Błyskawicznie przejeżdżam przez tę malutką miejscowość. Jakieś półtora kilometra od wsi zatrzymuję się na małym parkingu przy drodze. Czas podjąć decyzję, którędy iść.
Na Diabli Kamień – to pierwsza myśl, jaka przychodzi do głowy. Ta skała znajduje się zaledwie dwadzieścia minut drogi od parkingu, jeśli idzie się czarnym szlakiem. Jej nazwę tłumaczy legenda. Według niej, głaz upuścił diabeł niosący go do pobliskiego Cieklina z zamiarem zniszczenia nowego kościoła. Niecny pomysł nie został zrealizowany, bo nad bezpieczeństwem świątyni czuwał sprytny szewc. W porę zauważył, że diabeł niesie kamień i przeszedł do działania. Wiedział, że czart straci siłę, gdy zapieje pierwszy kogut. Wziął więc szydło i ukłuł nim koguta. Gdy diabeł usłyszał głośne pianie, stracił moc i upuścił głaz w miejscu, w którym możemy podziwiać go do dziś. Potężny kamień z piaskowca znajduje się w jodłowo-bukowym lesie. Jest na tyle płaski z jednej strony, że bez specjalnych umiejętności i sprytu można wejść na jego wierzchołek. Po deszczach, na „dachu” skały, w zagłębieniach utrzymują się kałuże. I choć nie jest to spektakularny ostaniec, trudno odmówić malowniczości zarówno jemu samemu, jak i otoczeniu.
Do Diablego Kamienia szedłem już wielokrotnie, dlatego tym razem postanawiam pójść w inną stronę. Ruszam czarnym szlakiem w kierunku głównego grzbietu. Można też wybrać krótszy, ale bardziej stromy wariant – żółtym szlakiem. Mnie się jednak dzisiaj nie śpieszy


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Beskid Niski
Polska

Zobacz też