Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Góry Skaliste

Jak się nie dać misiowi grizli

NPM 7/2008
Numer wyprzedany
Autor:
Marta Rękas i Wojciech Paczos
()
Europa ma swój Matterhorn, Azja – Lhotse, Ameryka Północna natomiast szczyci się urodą Mount Assiniboine, czyli Górą Tych, Którzy Gotują, Rzucając Rozgrzane Kamienie do Wody. Nazwę nadano jej na cześć plemienia indiańskiego zamieszkującego prerię tuż przed skalnym murem Rockies. W 1885 roku kanadyjski podróżnik George Dawson spostrzegł stożkową górę, z której parował śnieg, tworząc chmurę. Przypominało to dym unoszący się nad trójkątnymi tipi Assiniboinów.  

Pięk­ne w swo­jej su­ro­wo­ści Gó­ry Ska­li­ste są zu­peł­nie in­ne od gór, ja­kie zna­my. Nie ma tu al­pej­skich łąk z kwia­ta­mi. Jest za to nie­prze­nik­nio­na taj­ga, z któ­rej wy­ra­sta­ją po­je­dyn­cze, po­tęż­ne skal­ne wy­spy roz­dzie­lo­ne wiel­ki­mi do­li­na­mi, któ­re cią­gną się łań­cu­chem ty­sią­ca­mi ki­lo­me­trów. Tu­taj przy­ro­da nie da­ła się ujarz­mić, a czło­wiek w gór­skim kró­le­stwie ło­si i niedź­wie­dzi gri­zli jest in­tru­zem.
 
Ka­na­dyj­czy­cy ma­ją Trzy Sio­stry
Na­sza przy­go­da z Gó­ra­mi Ska­li­sty­mi się­ga stycz­nia 2007 ro­ku, gdy tra­fi­łem do ka­na­dyj­skie­go Cal­ga­ry na wy­mia­nę stu­denc­ką. Od po­cząt­ku wie­dzia­łem, że la­to spę­dzę wy­łącz­nie w gó­rach. W cią­gu se­me­stru, nie prze­mę­cza­jąc się na­uką, re­gu­lar­nie za­bie­ra­łem się na wy­pa­dy week­en­do­we w róż­ne par­tie po­tęż­ne­go pa­sma Gór Ska­li­stych. Pod ko­niec czerw­ca do­łą­czy­ła do mnie eki­pa sta­rych zna­jo­mych z lu­bel­skie­go li­ceum: Mar­ta, Prze­mek i Krzy­siek. Nasz wa­ka­cyj­ny plan obej­mo­wał trzy eta­py: pra­cę za­rob­ko­wą, wy­pra­wę w po­bli­skie gó­ry i na koń­cu po­dróż w kie­run­ku pół­noc­nym w stro­nę Ala­ski.
− Nie ma na co cze­kać. Je­dzie­my od ra­zu w gó­ry. Le­piej pra­co­wać tam niż w mie­ście! − oznaj­mi­łem eki­pie tuż po ich przy­jeź­dzie do Cal­ga­ry.
Krót­ko po­tem przez na­stęp­ne pięć ty­go­dni co­dzien­nie zja­da­li­śmy obiad w to­wa­rzy­stwie Mo­unt Run­dle (2948 m n.p.m.) oraz Three Si­sters (2936 m n.p.m., 2769 m n.p.m. i 2694 m n.p.m.).
Przez po­tęż­ną do­li­nę rze­ki Bow, a po­tem przez prze­łęcz i do­li­nę Wierz­ga­ją­ce­go Ko­nia pro­wa­dzi trans­ka­na­dyj­ska „je­dyn­ka”. Przy niej le­żą gwar­ne i tłocz­ne Banff – cen­trum par­ku na­ro­do­we­go, od­po­wied­nik na­sze­go Za­ko­pa­ne­go, oraz ci­che Can­mo­re – nasz tym­cza­so­wy dom. Obec­ność dro­gi spra­wia, że wie­le am­bit­nych szczy­tów jest moż­li­wych do zdo­by­cia w sty­lu al­pej­skim – wprost z par­kin­gu w cią­gu jed­ne­go dnia. Je­dy­ny pro­blem po­le­ga na tym, że cie­ka­wych szczy­tów jest zbyt wie­le, aby wejść na nie wszyst­kie w cią­gu pię­ciu wol­nych dni. A to i tak je­dy­nie uła­mek pro­cen­ta ogro­mu Gór Ska­li­stych. Z Can­mo­re w li­nii pro­stej jest 250 ki­lo­me­trów gór do gra­ni­cy z USA.
Na­szych pięć jed­no­dnio­wych week­en­dów po­sta­no­wi­li­śmy prze­zna­czyć na wy­ciecz­kę kra­jo­znaw­czą do ka­nio­nu Hor­se­shoe we wschod­niej Al­ber­cie oraz zdo­by­cie czte­rech szczy­tów. Z nad­mia­ru moż­li­wo­ści na­sze ce­le wy­bie­ra­li­śmy we­dług kry­te­rium nie­ty­po­wej na­zwy (na przy­kład La­dy Mac­do­nald lub The For­tress) lub wy­so­ko­ści (The For­tress, ide­al­ny trzy­ty­sięcz­nik co do me­tra). Nie la­da wy­zwa­niem oka­za­ła się Mo­unt Tem­ple (3543 m n.p.m.). To dzie­wią­ta gó­ra pod wzglę­dem wy­so­ko­ści w pa­śmie Gór Ska­li­stych i nie­zwy­kle trud­na ze wzglę­du na ko­niecz­ność wej­ścia i zej­ścia pra­wie dwóch ty­się­cy me­trów w pio­nie i skom­pli­ko­wa­ne szu­ka­nie dro­gi w ska­łach.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Artykuły z pasma Ameryka Północna (m.in. Góry Skaliste, Alaska, Grenlandia)

Zobacz też