Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Jak nie zrazić najmłodszych

NPM 2/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Szymon Matuszyński
(fot. Szymon Matuszyński )
W powszechnej opinii zima nie jest najlepszym czasem na rodzinne wycieczki w góry. Niskie temperatury, opady śniegu, dynamicznie zmieniające się warunki i krótki dzień stawiają bardzo wysoko poprzeczkę. Z drugiej strony, jest to chyba najpiękniejsza w górach pora roku, która zmienia je w krainę absolutnie niezwykłą. Dlaczego nie pokazać tego najmłodszym?

Góry są dla wszystkich, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Dotyczy to także naszego pięknego kraju, gdzie tylko niektóre szlaki są na zimę zamykane (np. z Pięciu Stawów do Morskiego Oka przez Świstówkę w Tatrach, Akademicka Perć na Babią czy te, które biegną dnem karkonoskich kotłów). Ma to oczywiście i swoje złe strony. Niestety, coraz częściej w góry, również te najwyższe, wybierają się ludzie kompletnie do tego nieprzygotowani, z minimalnym albo wręcz żadnym poziomem świadomości, co może ich spotkać powyżej 1500 metrów i w przypadku nagle zmieniającej się aury. Takich przykładów mieliśmy całe mnóstwo u progu 2019 roku. Wszystko to wcale nie oznacza, że jeśli chcemy zarazić górską pasją najmłodsze pokolenie, mamy czekać, aż z gór zejdzie śnieg, a najlepiej, aż nastąpi piękne lato.
Powodzenie całego przedsięwzięcia i wychowawczy sukces leżą w kilku kluczowych kwestiach, które musimy wziąć pod uwagę, aby do gór i zimna nie zrazić maluchów oraz powoli kształtować w nich świadomość, że wysokie szczyty zimą i latem to tak naprawdę dwie zupełnie różne rzeczywistości.
Pamiętajmy też, że wszystko to, czego teraz doświadczą dzieci, będzie miało wpływ na ich przyszły stosunek do gór. Nic więc nie możemy robić na siłę, bo wtedy efekt będzie odwrotny do zamierzonego. Gdzie zatem się wybrać z dzieckiem, dwójką albo nawet trójką maluchów? Opcji w polskich górach jest oczywiście wiele. Poniżej znajduje się kilka popularnych propozycji, uwzględniających najważniejsze zimowe czynniki, które pomogą zrealizować dwa główne cele: pokazanie dzieciom piękna gór zimą oraz zaszczepienie w nich pasji.

Dla początkujących: Wielka Sowa
Najwyższy szczyt Sudetów Środkowych. Piękna, potężna, o rozległym szczycie góra, przy dobrej pogodzie widoczna nawet z okolic Wrocławia. Idealna dla maluchów, które już w nosidełku rozpoczynają górską przygodę. Bo tak naprawdę przy dobrej i stabilnej pogodzie wycieczka na Wielką Sowę (1015 m n.p.m.) jest nieco bardziej wymagającym spacerem, w sam raz na sobotnie czy niedzielne przedpołudnie. Na szlak oczywiście ruszamy z samego rana, aby mimo łatwiejszej trasy, mieć czasowy zapas.
Wycieczkę najlepiej rozpocząć na Jugowskiej Przełęczy (805 m n.p.m.), na którą prowadzi piękna, serpentynowa droga z Dzierżoniowa. Można tam zostawić auto na parkingu, ewentualnie odwiedzić leżące w pobliżu klimatyczne schronisko Zygmuntówka, w sam raz na szybkie śniadanie.
Trasa na Wielką Sowę prowadzi szlakiem czerwonym (fragment Głównego Szlaku Sudeckiego), najpierw przez wzniesienie o nazwie Kozia Równina (930 m n.p.m.) do przełęczy Kozie Siodło, gdzie jest idealne miejsce na pierwszy postój. Docieramy tu po około 30-40 minutach, zakładając wolne tempo z dziećmi.
Szlak biegnie pięknym, często zimą uroczo ośnieżonym lasem. Jeśli trafi nam się błękitne niebo (a takiej pogody powinniśmy przecież na wycieczkę z dziećmi szukać), kraina robi się niemal bajeczna, co z pewnością nie umknie uwadze młodszych członków wyprawy.
Na sam szczyt docieramy po około półtorej godzinie. Wierzchołek oferuje dodatkowe atrakcje, co na pewno nie będzie bez znaczenia dla naszych małych współtowarzyszy. Zabytkowa wieża widokowa jest bowiem ciekawą odskocznią po spacerze lasem, a widok z niej kolejnym plusem. Rozpościera się stąd panorama, która obejmuje wszystkie najważniejsze sudeckie masywy i pasma – od Karkonoszy począwszy, po położone na wschodzie i już po czeskiej stronie Jeseniki. Po odpoczynku i wizycie na wieży czeka nas szybkie i nieco bardziej strome zejście do uroczego schroniska Sowa, którego historia sięga końca XIX wieku. Warto zatrzymać się tam na dłuższą chwilę, wypić herbatę, zjeść coś ciepłego, naładować akumulatory – wszak to jeszcze nie koniec wyprawy.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też