Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

z biegu wzięte | Piotr Hercog

Ja i pustka

NPM 12/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Piotr Hercog
(fot. Paulina Wierzbicka)
Wróciłem z kolejnego startu w ważnych zawodach biegowych. Tym razem celem były Stany Zjednoczone, a dokładniej stan Utah i bieg Moab 240 mile Endurance Run. Kto zna finał tej historii, niech podniesie rękę! Ale zacznijmy od początku.

Dalekie podróże chyba już są wpisane w moje starty. Najpierw 11-godzinny lot, z poprzedzającymi go dwoma przesiadkami. Później tygodniowa włóczęga po Kalifornii, Arizonie i Nevadzie. Kto z Was był w Stanach, ten zdaje sobie sprawę z tamtejszych odległości. Road trip, który zaplanowaliśmy jeszcze w Polsce „palcem po mapie”, przeistoczył się w wielką eskapadę samochodową! Nie jest to jednak rekord odległości, które pokonałem, by stanąć na linii startu – równie daleka i niewątpliwie pełna przygód była podróż Koleją Transsyberyjską na Baikal Ice Marathon czy trip samochodem terenowym przez całe Chile z północy na południe, by przebiec Ultra Fiord w Patagonii.
Tym razem z moimi przyjaciółmi, nieodzowną grupą wsparcia, podbijamy nowe terytoria! Dziewięciogodzinna zmiana czasu wywraca nam kompletnie dobę, miesza dzień z nocą, a noc z dniem. Po przylocie do San Francisco udaję się na dwa treningi, żeby rozbiegać skutki podróży przed zbliżającymi się zawodami. Za cel obieram słynny most Golden Gate.
San Francisco robi na mnie duże wrażenie. To olbrzymie miasto, pełne gwaru, aut, mijających się ludzi zapatrzonych w telefony. Aglomeracyjnie to jedno z największych skupisk ludzi w Stanach. Ale po drodze mijałem również wiele parków, świetnie urządzonej zieleni, gdzie można odpocząć, uprawiać sport, czy wyjść na lunch. To, co mnie urzeka w tym mieście, to legenda więzienia na wyspie Alcatraz. Jako że jestem kinomanem, więzienie to i domniemane ucieczki widziałem chyba aż w sześciu produkcjach.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też