Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Karkonosze / Śnieżka

Ja chcę iść do góry!

NPM 4/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Lidka i Rafał Kołodzińscy
(fot. Rafał Kołodziński)
Jak to bywa w ostatnich latach, prawdziwa zima zaczyna się w marcu. Tak jest i tym razem, dlatego nie zawaham się tego powiedzieć: jedziemy z moją ośmioletnią córką Lidką na zimowy podbój Karkonoszy!

Zaczynamy spokojnie od zwiedzania Muzeum Zabawek w Karpaczu, w końcu aklimatyzacja jest potrzebna. Od kilku lat mieści się ono w budynku dawnego dworca kolejowego. Budynek wyremontowano za unijne pieniądze i dziś w komfortowych warunkach można oglądać lalki, pokoje dla nich, samochodziki, misie i inne przedmioty, które zostały tu zgromadzone ku wielkiej uciesze dzieci, a także samych rodziców. Niektóre bardzo wyraźnie przywołują wspomnienia z mojego własnego dzieciństwa. Dodatkowo oglądamy ekspozycję czasową – „Anioły w Karkonoskich Śnieżkach”. Trafiliśmy tak szczęśliwie, że nawet trwają warsztaty malowania drewnianych aniołów. Lidia z wielkim zaangażowaniem koloruje swojego. Ale po przeżyciach artystycznych czas na coś dla ciała.
Ruszamy z Karpacza Tabaczaną Ścieżką. Jej nazwa wzięła się od drogi przemytniczej z XIX wieku, prowadzącej w kierunku Przełęczy Okraj. Na dole wydaje się, że wita nas już odwilżą wiosna, ale zdajemy sobie sprawę, że wyżej warunki mogą się diametralnie zmienić. Z tego też powodu mamy ze sobą rakiety i raczki, trochę dla zasady i – jak mi się wydawało – tylko w razie nadzwyczajnej okazji. Po drodze zaskakuje nas kilka tablic informacyjnych i spora wiata, w której eksponowane są dawne zdjęcia nieistniejącej wsi Budniki, leżącej na wysokości około 900 m n.p.m. Wynika z nich, że już pod koniec XIX wieku życie turystyczne tętniło tu znacznie bardziej niż obecnie. Dziś bowiem jesteśmy na szlaku sami. Kiedyś natomiast była tu spora wioska i dwie gospody. Lidię najbardziej zainteresowała dawna naleśnikarnia, która swe wyroby oferowała wędrującym tędy turystom. Pomysł również i mi się podoba, ale dziś jakoś z trudem wyobrażam sobie to miejsce z barem pachnącym świeżymi naleśnikami z serem lub dżemem.
– A kiedy będzie drugie śniadanie? – pyta nagle Lidia, a ja korzystam z okazji oraz przestronnej wiaty i już posiłek gotowy, i to z herbatką z termosu.

Nic tak nie przyciąga jak śniadanie
W Budnikach obchodzone kiedyś były bardzo specyficzne święta: powitania słońca (19 marca) i jego pożegnania (26 listopada). Dla mieszkańców wioski były to istotne wydarzenia, gdyż ze względu na położenie, do większości zabudowań słońce docierało bezpośrednio tylko przez 113 dni w roku. Obecnie grupa Miłośników Budnik dba o pamięć o tym miejscu i od kilku lat organizuje tutaj święta powitania i pożegnania słońca. Dla poszukiwaczy karkonoskich legend można jeszcze przywołać Wołogórę, który zamieszkiwał okolice Budnik i był lokalnym pomocnikiem pana gór – samego Liczyrzepy.
Na powitanie słońca musielibyśmy jeszcze kilka dni poczekać, więc ruszamy dalej. Podziwiamy piękno natury, próbujemy robić zdjęcia, choć zalesiony teren nie sprzyja dobrym kadrom. W miarę pokonywania wysokości wzrasta też ilość śniegu, który mamy pod nogami. Jest raczej ubity, choć miejscami przypomina topniejącą breję. Lidia bez natarczywości, ale coraz bardziej zdecydowanie pyta mnie, kiedy osiągniemy dzisiejszy cel, czyli schronisko na Przełęczy Okraj (1046 m n.p.m.). Ma to swoje uzasadnienie, bo trochę ją boli gardło, przez co cały wyjazd stał pod znakiem zapytania. Wydaje mi się jednak, że jest w dobrej formie i optymistycznie dążymy do celu.
W schronisku zaskakuje nas wiele rzeczy, ale najbardziej poranna temperatura w pokoju. Z pewnością nie przekracza przepisowych 15 stopni, a jest raczej zbliżona do 10. W tych warunkach gardło Lidii wymaga zdecydowanego wsparcia.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Karkonosze
Polska

Zobacz też