Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Czantoria Wielka

Iść, ciągle iść w stronę dworca

NPM 7/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
(fot. Tomasz Rzeczycki)
Czantoria to bardzo popularna wśród polskich turystów góra. Ale zamiast korzystać w obie strony z wyciągu krzesełkowego, warto uciec do Czech. Nie pożałujecie!

Ruszam w Beskid Śląski z dwójką swoich przedszkolaków. Dla młodszego synka jest to dopiero trzeci kontakt z górami. Jego dotychczasowe doświadczenie ogranicza się do wycieczki autokarowej po górach Gran Canarii w Hiszpanii oraz do debiutanckiej wyprawy w Beskidzie Małym. Starszy ma już na koncie kilka wędrówek, ale takiej męskiej ekspedycji jeszcze nie mieliśmy.
Wyprawa pociągiem w góry to wyzwanie. Pobudka o trzeciej w nocy, potem godzinna jazda tramwajem z Bytomia do Katowic, by zdążyć na pierwszy poranny pociąg w stronę Wisły. Gdy już siedzimy wygodnie w wagonie, okazuje się, że nowoczesny skład psuje się, gdy ledwo ruszył ze stacji. Mija godzina, kiedy przyjeżdża po nas stara, wysłużona jednostka elektryczna i dowozi nas do Ustronia Polany, gdzie rozpoczyna się najpopularniejszy szlak prowadzący na Czantorię. Gdy jesteśmy na miejscu po godzinie 9.30, słońce już mocno przygrzewa, a my na starcie mamy prawie półtorej godziny opóźnienia...

Pracowali jak ślimaki
Dlatego też decydujemy się na wyciąg krzesełkowy. Nie miałem tego w planie, ale 90 minut w plecy nie daje wyboru. Poza tym maluchom łatwiej będzie, gdy większa część wycieczki polegać będzie na schodzeniu.
Historia wyciągu na Czantorię sięga 1947 roku, kiedy to działacze turystyczni z Cieszyna lansowali na sesji Powiatowej Rady Narodowej właśnie pomysł budowy wyciągu z Ustronia na Czantorię. Prace koncepcyjne ruszyły jednak dopiero 15 lat później. Jak donosiła ówczesna prasa, wyciąg w tym miejscu reklamowano jako dziewiąty w Polsce. Ostatecznie zbudowało go Bielskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego, któremu zarzucano ślimacze tempo prac.
Oficjalnie kolejkę dopuszczono do ruchu 22 października 1967 roku. Liczyła wtedy 1640 metrów długości i pokonywała 462 metry różnicy wzniesień. Kończyła się na Polanie Stokłosicy, położonej 150 metrów niżej od szczytu Czantorii Wielkiej, do którego trzeba było dojść jeszcze szlakiem. Z wybudowania kolejki cieszyli się wtedy wszyscy, oprócz… oficerów Górnośląskiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza. Dla nich oznaczało to bowiem zwiększenie ruchu turystycznego i więcej pracy przy ochronie granicy. Przez 50 lat wyciąg był wiele razy modernizowany – najpoważniej na początku lat 90., a w 2006 roku stare krzesełka zastąpiono czteroosobowymi kanapami.

Egipt nad Wisłą
Wysiadamy z wyciągu. Moje przedszkolaki od razu biegną na leżaki, czyli w stronę tak zwanej górskiej plaży na Czantorii.
– Na jakiej tam Czantorii? – myślę sobie.
Od pół wieku nic się bowiem nie zmieniło. Choć wyciąg remontowano, jego przebieg nie uległ zmianie i górna stacja wciąż znajduje się na Polanie Stokłosica (ok. 850 n.p.m.), z której rozpościera się widok na wylot doliny Wisły. Można by też teoretycznie popatrzeć na Baranią Górę i na samą Wisłę, która jest drugim pod względem powierzchni miastem niepowiatowym w Polsce po Krynicy Morskiej, ale urządzenia kolejki przesłaniają widoki w tamtą stronę. Natomiast Ustroń jak na dłoni widać kilkaset metrów pod nami.
– Piramidy! – krzyczy nagle mój starszy syn, nie zdając sobie sprawy, że właśnie tym słowem nazwano niezbyt urodziwe bloki sanatoryjne, postawione w dolinie kilkadziesiąt lat temu. Swoim kształtem rzeczywiście przypominają egipskie budowle.
Warto jednak przypomnieć, że zanim Ustroń stał się uzdrowiskiem, był znanym ośrodkiem przemysłowym. Już w 1772 roku uruchomiono tu pierwszą hutę, w której kilkanaście lat później zaczęto odlewać korpusy armat, cenione w okolicy. Gorzej było z jakością artykułów gospodarstwa wiejskiego. W połowie XIX wieku skarżono się, że ustrońskie kowadła są tak miękkie, że już po pierwszym użyciu nie nadają się do niczego. Poza tym to właśnie w Ustroniu zbudowano pierwszy na kontynencie europejskim pług parowy.
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też