Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Mongolia

Imperium piasku i lodu

NPM 1/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Gawlik
Góry Changajskie (ang. Khangai) w środkowej Mongolii (fot. Grzegorz Gawlik)
Wydaje się niedostępna, dzika i surowa. Gdzieś na marginesie świata. Kiedyś imperium polityczne, dziś już tylko imperium przyrodnicze. Tylko? A może aż?

Mongolia – azjatycki kraj wciśnięty pomiędzy Rosję i Chiny, jeszcze niezadeptany przez turystów, oferujący nadspodziewanie urozmaiconą przyrodę: pustynie, góry, lodowce, wulkany, jeziora, wieczną zmarzlinę na północy. I słynne stepy oczywiście. Kraj o powierzchni ponad półtora miliona kilometrów kwadratowych, który zamieszkują niecałe trzy miliony mieszkańców. W tym połowa z nich w stolicy – mieście Ułan Bator. To właśnie tutaj zacznie się moja przygoda.

Kumys i arul
Do Ułan Bator docieram wraz z towarzyszami wyprawy – Justyną, Joasią, Elą oraz Borysem – koleją transsyberyjską i transmongolską. Stołeczne miasto położone jest na wysokości około 1300 m n.p.m. i otoczone górami Chentej, sięgającymi 2800 m n.p.m. Podstawowe zadanie: wynająć samochód terenowy z kierowcą na następny tydzień. Brak dróg i słaba komunikacja publiczna nie dają innego wyboru, jeżeli chce się eksplorować ten kraj. Opracowany jeszcze w Polsce plan podróży przedstawiamy Serge’owi – właścicielowi hostelu, w którym się zatrzymaliśmy. Ten patrzy na nas z niedowierzaniem i kwituje nasze zamiary słowami:
– Na to potrzebujecie trzech tygodni... A przynajmniej dwóch!
No cóż, w rzeczywistości mamy tylko osiem dni. Ale przecież nie od dziś wiadomo, że Polak jak chce, to potrafi… Niezniszczalnym rosyjskim UAZ-em z kierowcą o imieniu Baska ruszamy więc w drogę. Niezwykle intensywną, ale co tam.
Wstajemy o szóstej rano. Przed opuszczeniem mongolskiej stolicy zajeżdżamy pod buddyjski klasztor Gandan – najważniejszy ośrodek religijny w kraju. Słynie on ze spektakularnej architektury tybetańskiej i prawie 27-metrowego posągu Awalokiteśwary, istoty, która w buddyzmie uosabia wielkie współczucie.
W drodze na pustynię Gobi mijamy również inne obiekty sakralne, m.in. owoo – szamanistyczne kopce z kamieni lub drewna. Pozostawione przy nich jedzenie i drobne pieniądze oraz ich trzykrotne obejście zgodnie z ruchem wskazówek zegara ma nam zagwarantować bezpieczną podróż. Spotykamy przy nich gościnnych Mongołów, którzy częstują nas kumysem, zwanym w Mongolii ajragiem. Nalewany z 20-litrowych plastikowych kanistrów napój to sfermentowane mleko, pochodzące dawniej od klaczy, a dziś robione także z mleka od jaków, wielbłądów, osłów, a nawet owiec. Kumys Europejczykom zazwyczaj nie przypada do gustu. Nie pomaga nawet argument, że to takie mongolskie piwo, mające do trzech procent alkoholu. A wszystko przez cierpki i kwaśny smak. Kumys poddany destylacji zamienia się w wódkę, zwaną archi. Z kolei z odwodnionego zsiadłego mleka, które następnie poddaje się procesowi suszenia, Mongołowie robią sery, z aarulem na czele, który smaczny jest tylko wtedy, gdy jest świeży. Później upodabnia się do kumysu i stosowany bywa jako pasta do zębów lub po posypaniu go cukrem zjadany jak cukierki.

Pustynne osobliwości
Po całym dniu jazdy od wczesnego poranka do północy docieramy wreszcie na pustynię. Gobi to jedna z największych pustyń na świecie, położona jak prawie cała Mongolia na wysokości ponad 1000 m n.p.m. i słynąca ze skrajnych temperatur, sięgających latem plus 50 stopni Celsjusza, a zimą minus 50. Przy odrobinie szczęścia znaleźć tu można minerały ozdobne w formie otoczaków (m.in. agaty i kryształy górskie), a także jaja dinozaurów i rogi dzikiej owcy (argali) czy antylopy-gazeli (dżejran). Z mniej przyjemnych znalezisk – skorpiony i jadowite węże (mokasyny dalekowschodnie). Pustynię tworzą głównie stepy, góry, żwir i kamienie, ale dzięki ścianie gór Ałtaju Gobijskiego można tu też podziwiać piękne wydmy. Największe z nich nazywają się Khongoryn Els; mają 10 km szerokości, ciągną się na odcinku 100 km i są wysokie na 300 metrów. Niekiedy nazywane bywają śpiewającymi wydmami – ma to związek z dźwiękiem, jaki wydaje wiatr próbujący przedostać się na ich drugą stronę. Zdecydowanie chcemy to zobaczyć na własne oczy, więc kolejnego dnia meldujemy się na miejscu. Z radością wspinamy się na niektóre wydmy, by następnie turlać się z nich w dół. Morze piasku, baktriany (wielbłądy dwugarbne) i efektowne pustynne krajobrazy – wszystko to tworzy niezapomnianą atmosferę.

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Artykuły z pasma Góry Środkowej Azji (Tadżykistan, Kirgistan...)

Zobacz też