Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Beskid Wyspowy / Ćwilin

Idziemy na jagody

NPM 10/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Katarzyna Bieńkowska
(fot. Katarzyna Bieńkowska )
Mamy tę komfortową sytuację, że zarówno jedni, jak i drudzy dziadkowie naszych pociech chętnie przygarniają pod opiekuńcze skrzydła dzieci, organizując im wspaniałe wakacje. Tym samym dają nam bonusowe weekendy, które możemy spędzić na ciut bardziej wymagających trasach. I nie mówię tu o tatrzańskiej wyrypie, a niepozornym Beskidzie Wyspowym.

Ponieważ nie raz obiecywaliśmy sobie wejście na Ćwilin (1072 m n.p.m.), kiedy nadarzyła się niepowtarzalna okazja (następna będzie prawdopodobnie za rok), by spod charakterystycznego „Baru pod Cyckiem” wyruszyć na bardziej strome aniżeli dotychczas szlaki, nie zastanawialiśmy ani chwili.

Trudna historia
Do tego, że okolice Przełęczy Gruszowiec są przepiękne, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Te wspaniałe tereny przyciągają głównie tych, którzy chcą pochodzić po górach, a nie mają możliwości poświecenia na to więcej niż jednego dnia. To wspaniała baza wypadowa dla początkujących piechurów, rodzin z dziećmi, jak i dla tych, którzy po górach biegają czy jeżdżą rowerami.
Położona na wysokości 660 metrów n.p.m. przełęcz, przy drodze krajowej nr 28 na odcinku Limanowa – Mszana Dolna, pomiędzy Ćwilinem a Śnieżnicą, to miejsce wyjątkowe nie tylko ze względu na widoki, ale i na historię. Znajduje się tu murowana kapliczka pod wezwaniem Świętych Piotra i Pawła oraz pomnik ku czci pomordowanych podczas pacyfikacji 1 września 1944 roku mieszkańców. 36 osób zginęło z rąk hitlerowców w odwecie za zorganizowaną przez partyzantów zasadzkę, podczas której zatrzymali oni niemiecki transport w Kasinie Wielkiej. Zostało przy tym spalonych 12 gospodarstw oraz wycięty szeroki pas lasu po obu stronach drogi. Ze względu na wydarzenia, które miały tu miejsce, warto nim ruszymy ku górze, zatrzymać się na chwilę i z szacunkiem oddać cześć tym ludziom. Pamiętajmy, że nie mieli możliwości poczuć w górach tego, co czuć możemy dziś my – piękna, przestrzeni, szczęścia, przyjemności i poczucia bezpieczeństwa.
Na liczący 1072 metrów n.p.m. Ćwilin prowadzą liczne szlaki, zarówno piesze, jak i rowerowe. Z Jurkowa możemy tu dotrzeć szlakiem rowerowym i pieszym. Z przełęczy pomiędzy Jurkowem a Wilczycami poprowadzona jest również trasa rowerowa oraz dróżki różańcowe. Z Mszany Dolnej, Wilczyc czy Łostówki prowadzi żółty, zaś z Przełęczy Gruszowiec szlak niebieski. To właśnie tę opcję wybieramy na dziś. Najkrótszy, ale i najbardziej stromy szlak na szczyt ma nas doprowadzić do celu w godzinę i 15 minut. Poziomice na mapie są faktycznie bardzo gęsto ułożone, co zapowiada przygodę, której z maluchami moglibyśmy nie podołać. Zresztą już sam fakt, że Ćwilin to – drugi zaraz po Mogielicy – co do wysokości szczyt Beskidu Wyspowego, nadaje powagę naszej wycieczce.

Jagodowy szlak
Niebieski szlak, którym podążamy spod słynnego, wspomnianego już przeze mnie „Baru pod Cyckiem”, prowadzi z Przełęczy Gruszowiec wzdłuż głównej trasy w kierunku Limanowej. Bardzo dobre, czytelne oznakowanie szlaku nakazuje zejść z drogi i kierować się w stronę zabudowań, a następnie tuż za sadem stromą, zalesioną ścieżką piąć się ku górze. Większość szczytów w okolicy mamy już zdobyte, ale ten najbardziej stromy zostawiliśmy sobie na czas bez dzieciaków i chyba dobrze zrobiliśmy, bo podejście dla trzyletnich stópek byłoby chyba zbyt wymagające.
Początkowo szlak jest pod jednostajnym nachyleniem, dość monotonny i mało atrakcyjny. Nie robi na nas wielkiego wrażenia. Powalone przez szlak drzewa utrudniają pokonanie trasy głównie tym, którzy zejście, a właściwie zjazd z Ćwilina pokonują na jednośladzie. Ostrzegamy rowerzystów o kłodach tuż za zakrętem i idziemy dalej. Ich downhillowe kaski świadczą o tym, że nie są tu przypadkiem. Podejrzewam, że nie są zachwyceni tym odcinkiem zjazdu, tym bardziej, że więcej rower przenoszą przez kłody, aniżeli na nim zjeżdżają. Trasa, którą my mamy już za, a oni jeszcze przed sobą, również z ich perspektywy nie zapowiada się najlepiej.
Dochodzimy do skrzyżowania leśnych duktów, przy którym znajduje się drewniany krzyż. Jak się okazuje, 13 grudnia 2009 roku w miejscu tym na zawał serca zmarł Władysław Kowalczyk, znany przewodnik beskidzki oraz społecznik z Nowego Sącza. Jak zawsze w takich miejscach, zatrzymujemy się, by po chwili refleksji ruszyć dalej.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”