Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Tatry | Wrota Chałubińskiego

A idź mi z tym!

NPM 9/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Dorota Rakowicz
(fot. Mariusz Nowak )
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami jest takie miejsce, w którym świat stoi otworem. Wystarczy wyjrzeć przez uchylone wrota, by odnaleźć magię. Strzeże go jednak groźny górski duch zapomnienia, który skutecznie odstrasza śmiałków, próbujących dostać się na skraj innego świata... Znacie tę bajkę o Wrotach Chałubińskiego?

Jest czerwiec. W redakcji planujemy numer cały o Tatrach. Co do większości tematów, nie mamy żadnych wątpliwości, ale chcemy, by pojawił się jeszcze jeden z polskich Tatr Wysokich. Problem w tym, że wszystkie szlaki opisywaliśmy w ciągu ostatnich dwóch lat. Został tylko jeden. Zapomniany, schowany z tyłu, owiany tajemniczą aurą, sprawiającą, że jest niewidzialny dla większości tatrzańskich turystów. Czerwony szlak na Wrota Chałubińskiego. 
I na asfalcie bywa super!
Wyjazd z Poznania na jednodniowy tatrzański wypad i to jeszcze na Wrota wydaje się szaleństwem. Ale od rzeczy niemożliwych mam siostrę Ulkę, której na to wariactwo namawiać jakoś szczególnie nie muszę. Choć nawet i we mnie w okolicach Wrocławia budzi się zwątpienie. Prognozy pogody zapowiadają burze oraz intensywne opady od godzin południowych i w sobotę, i w niedzielę, a w poniedziałek obie musimy stawić się w pracy. Tymczasem jest godzina 14 w piątek, a nad nami trzaskają pioruny. 
– Wracamy do domu? – pytam Ulkę nieśmiało. Ale ona niczym niezrażona, zaprawiona w boju, zmienia nam tylko playlistę na taką o tytule „Wesoła” i jedzie dalej. 
Do Jurgowa, gdzie nocujemy, docieramy po 21. Idziemy jeszcze z wizytą do naszych przyjaciół, którzy są tu akurat na rodzinnych wakacjach. 
– O której jutro idziecie? – pytają nas Ania z Mariuszem. Patrzymy po sobie i w końcu zapada decyzja: – 5.30 wymarsz, byle zdążyć zejść do Moka przed burzą. 
Na to karkołomne wyzwanie (kto wstaje przed 5, żeby iść na jakieś Wrota?!) decyduje się z nami Mariusz. Kiedy wychodzimy przed szóstą z domu, czeka już na nas na parkingu. 
Ruszamy z Jurgowa w stronę Palenicy Białczańskiej. Kto jechał tą drogą, wie, jak hipnotyzujący to widok. W zasadzie Tatry Wysokie mogą się schować (i trochę to robią), bo na pierwszym planie prezentują się absolutnie oszałamiająco Tatry Bielskie, w które tak bardzo chciałoby się pójść. Ale po lipcowych ulewach szlak z Tatrzańskiej Jaworzyny do Doliny Zadnich Koperszadów i tak jest zamknięty, więc nasz żal jest nieco mniejszy. Meldujemy się więc na Palenicy Białczańskiej i ruszamy ospale asfaltem w stronę Morskiego Oka. 
Tak bardzo jesteśmy niewyspani, że idąc monotonnie noga za nogą, nawet nie mamy ochoty korzystać ze skrótów (to psuje ciąg asfaltowy). Jedyne, co jako tako wybudza nas z letargu, to pustka na szlaku. Cudowna jest ta droga (tak, wciąż mówię o asfalcie), kiedy nie idą nią tysiące osób. 
Na dobre wybudza nas panorama otoczenia Morskiego Oka, widziana z Włosienicy. Mięguszowieckie Szczyty zawsze wyglądają obłędnie, szczególnie Wielki (2438 m n.p.m.), górujący dumnie nad pozostałymi. Chciałabym przytoczyć tu jakąś naszą rozmowę, ale poza ochami i achami nie mówimy chyba nic. Zresztą mój radar burzowy (a jest on lepszy niż wszystkie „iceemy” i inne stacje synoptyczne razem wzięte), mówi, żeby biec dalej (niebo jest błękitne i chmurki ani jednej, ale co tam). 
Najuczciwszy ze szlaków
– Podchodzimy do Morskiego? – pytam niepewnie, kiedy jesteśmy blisko odejścia szlaku na Szpiglasową Przełęcz (2110 m n.p.m.) i Wrota Chałubińskiego (2022 m). 
Widać, że nikt nie chce podjąć tej decyzji. Żółty szlak odchodzi dosłownie minutę od schroniska, ale z drugiej strony, wiemy, że jak skusimy się Mokiem, na minucie się nie skończy. W końcu podejmujemy męską decyzję i zgodnie, bez zatrzymywania się, prosto z asfaltu ruszamy dalej w kierunku Dolinki za Mnichem. Po kilkunastu minutach i tak oglądamy Morskie Oko – tyle, że już z góry. Odsłania się schronisko i Grań Żabich. Idealnie naprzeciwko nas wyłaniają się Rysy (2499 m n.p.m.) i z tej perspektywy doskonale widać, skąd wzięła się nazwa szczytu. W Morskim odbijają się Mięgusze, Cubryna (2376 m) i Mnich (2068 m), który widziany jeszcze z Włosienicy, wyglądał jak malutki paluszek od stopy Mięguszowieckich. Dopiero teraz zaczyna prezentować się jak rasowy dwutysięcznik. 

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Tatry Wysokie
Polska

Zobacz też