Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Ich serce też pozostało w Pasterce

NPM 4/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Andrzej Bazylczuk
Biwak zimowy „n.p.m.” to wspaniała okazja, by poznać ludzi o podobnych zainteresowaniach. Na 11. edycji imprezy spotkali się uczestnicy z całej Polski, od Rzeszowa aż po Szczecin (Jarosław Tomaszewski)
Samotna płyta nagrobna stojąca na wzgórzu obserwowała oddalających się ludzi. Wracali do codzienności, chociaż niektórych pieniński szczyt Wysoka już zawsze prześladować będzie w koszmarach. Krople deszczu smutno uderzały o ziemię i nikt, widząc ten obraz, nie mógłby zgadnąć, co się zdarzyło w tym miejscu kilka dni wcześniej…  

Tak zapewne Paulo Coelho opisałby zakończenie 11. Biwaku Zimowego „n.p.m.”. Nim jednak ten niezwykły weekend dobiegł końca, musiał się zacząć. A nim mógł się zacząć, trzeba go było zorganizować. Przygotowana w 2015 roku 10. edycja była jubileuszowa. Edukacyjna impreza po latach zmieniła miejsce, zwiększono liczbę uczestników, a gościem specjalnym był sam Denis Urubko – jedna z największych gwiazd współczesnego himalaizmu. Teraz tak doniosłej rocznicy nie obchodzono, ale nie zwalniało to z obowiązku próby zorganizowania jeszcze lepszej edycji.
W tym roku biwak obrał kurs na Góry Stołowe, a konkretnie na schronisko w Pasterce, pod samym Szczelińcem. Namówienie gospodarzy nie zabrało nam dużo czasu, bo obiektem zawiaduje znany szef lądeckiego Przeglądu Filmów Górskich Maciej Sokołowski. A i jego prawa ręka, czyli szefowa pasterskiego centrum turystycznego Beata Dutkiewicz, przyjęła nas z otwartym sercem. Pozostało nam więc tylko zaproszenie wybitnych gości. W tym roku postawiliśmy na piątego zdobywcę Korony Himalajów i Karakorum Krzysztofa Wielickiego oraz słynnego specjalistę od samotnych pieszych wędrówek – Łukasza Supergana.

Zimowy cud
I na tym właściwie można by zakończyć. Chętnych do udziału w biwaku co roku jest znacznie więcej niż miejsc, więc obowiązuje zasada, że jedna osoba może wziąć udział w imprezie tylko raz. Dzięki temu nikt nie przyjedzie tylko po to, by przeżyć kilkudniowe déjà vu, biorąc udział w podobnych szkoleniach. Niemniej taka formuła mogłaby rozleniwić i skłonić do serwowania tego samego kotleta co roku nowym gościom. Jest to kotlet pierwszej kategorii, więc pewnie zażaleń by nie było, ale warto wyznawać zasadę, że kto stoi w miejscu, ten się cofa.
Aby tego uniknąć, w tym roku wzbogacono biwak o część kulturalną, i to bardzo bogatą. Zaproszono bowiem jeleniogórski Teatr im. Cypriana Kamila Norwida, który ma w repertuarze sztukę „Każdemu Everest”. Pomysł, by wystawić ją na biwaku, narodził się zaraz po październikowej premierze, która tak urzekła naczelnego Tomka Cylkę, że postanowił sprowadzić aktorów do Pasterki. Nie do końca wierzył, że to się uda, dopóki nie zobaczył uwijających się w ukropie techników, którzy aż dwa dni budowali na poddaszu schroniska bogatą scenografię. Do tego doszła część muzyczna, czyli koncert czeskiego zespołu Heebie Jeebies z poznańskim supportem Gregory Noiser, i nocna impreza integracyjna. Na papierze wszystko wyglądało świetnie. Było tylko jedno „ale”.
Prognozy pogody wskazywały, że w Górach Stołowych można spodziewać się raczej powrotu bocianów niż opadów śniegu. Powstał więc awaryjny plan zimowego biwaku zakładający… brak zimy. Brzmiało to tak absurdalnie, że wszyscy mieliśmy nadzieję, że nie trzeba będzie go wcielać w życie. Mocno trzymaliśmy kciuki, by pogoda przypomniała sobie, jak wygląda luty. Niestety, jeszcze dzień przed rozpoczęciem biwaku pod względem ilości śniegu Pasterka mogła rywalizować z Saharą. Na szczęście trzymanie kciuków i zanoszone przez niektórych modlitwy ostatecznie poskutkowały i w nocy z czwartku na piątek zaczął sypać biały puch. W tej sytuacji pozostało już tylko czekać na głównych bohaterów biwaku, czyli jego uczestników.

Przygoda, szkolenia i żony
A zjeżdżali oni do Pasterki od piątkowego poranka i szybko okazało się, że mieli podobne wątpliwości, co redakcja.
– Przed biwakiem dopadł nas duży kryzys nerwowo-egzystencjalny, wywołany opadami deszczu. Ulewa towarzyszyła nam do połowy drogi z Łodzi, więc zastanawialiśmy się, co zastaniemy w Pasterce. Na szczęście jest dobrze – mówili po przyjeździe Monika Lipińska i Krzysztof Kawecki, których na biwak przyprowadziła chęć przeżycia przygody.
Ta sama motywacja okazała się magnesem, który pod Szczeliniec przyciągnął Agnieszkę i Grzegorza Klusów z Gorzowa. Po biwaku oczekiwali nowych umiejętności i znajomości. Ciekawi byli też nocnego wejścia na Szczeliniec.
– Nocą w górach jeszcze nigdzie nie wchodziliśmy – mówił Grzegorz.
Marek Lewandowski z Wrocławia miał jasny priorytet.
– Oczekuję, że nauczę się czegoś w temacie gór zimą. Od dłuższego czasu interesuję się tego rodzaju turystyką, chodzę po górach i pomyślałem, że miło byłoby spędzić aktywnie ten weekend – wyjawił biwakowicz, którego zazwyczaj można spotkać w Karkonoszach i na Ziemi Kłodzkiej.
Z kolei Kasia i Ola Hyżak, które przyjechały z Poznania, nie mogły się doczekać zimowej nocy w namiocie.
– Jeszcze tak czasu nie spędzałyśmy, a w końcu spadł śnieg – cieszyły się siostry.

(...)
Więcej - w numerze „n.p.m.”.
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też