Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Rudawy Janowickie

I nikt tam nie wie, kim jestem

NPM 2/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Filip Springer
Panorama Miedzianej Góry dziś (FOT. PAWEŁ NOWAK / WWW.MIEDZIANKA.INFO)
Po raz pierwszy ziemia osunęła się pod budynkiem kuźni Preusa i kupca Reimanna. Powstał krater tak duży, że zmieściłaby się w nim furmanka. Także w szeregu domów od piekarza Flabego do fryzjera Friebego utworzyła się rysa na murach spowodowana przez zapadnięcie się sztolni. Ta rysa to był dopiero początek.

Była mroźna, gwiaździsta noc. Śnieg skrzypiał pod butami kominiarzy Georga Grabsa i Josefa Stenzla, gdy w milczeniu szli przez pogrążony we śnie Kupferberg. Nieopodal gospody „Pod Czarnym Orłem” Georg zdjął z pleców dziecięce sanki i położył na ziemi. Podciągnęli kołnierze i zsunęli na uszy futrzane czapki. Georg usiadł z przodu, Josef za nim. Ruszyli w dół, do Johannesdorfu. Nie wiadomo, dlaczego kilkaset metrów dalej wypadli z drogi i zderzyli się z drzewem. Uderzenie było tak silne, że służąca do czyszczenia kominów stalowa kula na linie, którą przewiązany był Georg Grabs, wbiła się w jego ciało, uszkadzając śledzionę i wątrobę. Był 29 grudnia 1929 roku, gdy mroźną noc przeszył przeraźliwy krzyk umierającego Georga Grabsa, dwudziestodwuletniego kominiarza z Kupferbergu. Z okolicznych drzew poderwało się stado wron.

Paweł
Zbyt często chodził tą drogą, na której zginął młody kominiarz, zbyt wiele myśli kłębiło się w jego głowie, gdy docierał do szczytu, gdzie dziś stoi maszt telefonii komórkowej. Czasem przy kościele widział samochód na niemieckich blachach, ale jakoś nigdy nie składało się, by podejść i zapytać. Choć ciekawość zżerała Pawła Nowaka za każdym razem, gdy stawał na trawiastej łące nieopodal kościoła w Miedziance i, zamykając oczy, wyobrażał sobie domy, pierzeje rynku, dwie wieże kościoła. Chciał usłyszeć gwar wydobywający się z okien gospody, krzyk dzieci wybiegających ze szkoły czy wesołe pokrzykiwania kamieniarzy z zakładu. Potem Paweł Nowak, lat 22, otwierał oczy i nie widział już nic poza kępą krzaków i niewyraźnymi zarysami przeszłości ukrytymi pod gęstą trawą. Ale stanowczo zbyt często stawał na tej łące, by ze swoją ciekawością nie zrobić nic.
Wertując pożółkłe tomiszcza w jeleniogórskim archiwum, zbliżał się do obrazów, które na łące w Miedziance mógł sobie tylko wyobrażać. Któregoś dnia, gdy pochylony nad kolejną księgą zapomniał o bożym świecie, ktoś poklepał go po ramieniu i powiedział.
– Pan się interesuje Kupferbergiem? Pan musi kogoś poznać.
Tym kimś była Dora Puschmann.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też