Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Niski

Hucuły mają się dobrze

NPM 10/2011
Numer wyprzedany
Autor:
Michał Parwa
Sielski krajobraz doliny Ropy działa jak machina czasu (fot. Michał Parwa)
W Beskidzie Niskim wciąż pyta się o Łemków. W Blechnarce zostało klika rodzin. Sąsiedni Regietów to już zlepek wspomnień zapisanych na przedwojennych fotografiach. W miejscach, gdzie stały łemkowskie chyże, dziś pasą się konie. A historię tych miejsc najlepiej widać ze szlaku.

Długo wyczekiwaną słoneczną sobotę witamy w Wysowej-Zdroju. Na zachodnich krańcach pasma, w niewielkiej mieścinie, czas płynie wolniej. Uzdrowisko w niczym nie przypomina większych braci i sióstr z Beskidu Sądeckiego czy Kotliny Kłodzkiej. Nie ma tu zgiełku znanego z nieodległej Krynicy. Nie ma też śladu po krwawych bojach Kazimierza Pułaskiego z rosyjskimi wojskami. Na tapecie historii została tylko akcja „Wisła”. Niekiedy ktoś z kuracjuszy, przechadzając się po parku zdrojowym, wspomni historię wysiedleń, zagadując starsze osoby. Po okresie deportacji zostało zaledwie kilka osób. Dopiero po odwilży w połowie ubiegłego stulecia dawni mieszkańcy zaczęli wracać z Pomorza i Mazur. Dzięki temu Wysowa na powrót staje się jednym z ważniejszym skupisk społeczności łemkowskiej. I coraz bardziej otwiera się na turystów.

Uwierz w ducha
W odnowionym parku zdrojowym bije 12 źródeł wód leczniczych. Każda o innych właściwościach. Do degustacji zachęcają miejscowe perełki architektury – odnowiony po pożarze drewniany budynek pijalni i sąsiadujący z nim Stary Dom Zdrojowy, słynący ze znakomitej kuchni. Za dwa lata powstanie kolejna atrakcja – nowy park wodny, również zdobiony drewnem. Podobnie jak cała okolica, idealnie wtopiony w delikatne stoki Gór Hańczowskich, które – osłaniając od wiatru – gwarantują łagodny mikroklimat. Dzięki temu, po niecałej godzinie drogi z Nowego Sącza, można odpocząć w spokoju niezależnie od aury na zewnątrz.
– Na szczęście pogoda barowa już ustąpiła – strofuje mnie Karolina, widząc tempo pakowania plecaka.
Po sennym i deszczowym piątku, obfitującym w degustacje szczaw, chcemy zatoczyć górską pętlę po okolicznych dolinach. Zaczynamy pod prawosławną cerkwią pw. św. Michała Archanioła, stojącą tu od końca XVIII wieku. I od razu na myśl przychodzą mi skojarzenia z prozą Stasiuka. Wydaje się, że bezpański pies odpoczywający pod remizą i stary drwal powoli sunący wozem to obraz niezależny od pory dnia, tygodnia, a nawet roku. To codzienność Wysowej, gdzie kuracjusze wtapiają się w zapomniany postłemkowski krajobraz. Brakuje jedynie pałętającego się ducha Kościejnego, bohatera „Opowieści galicyjskich”, który zapewne od czasu do czasu materializuje się przy parku zdrojowym.
Za świątynią zielone znaki odbijają w stronę Cigelki (805 m n.p.m.), prowadząc obok Sanktuarium na Świętej Górze Jawor, gdzie jedna z czterech Łemkiń wracających ze Słowacji doznała objawienia. Wybieramy jednak wariant prowadzący na południe, czyli szlak żółty biegnący wzdłuż koryta Ropy. Niewielki w tym miejscu potok, w okolicach Uścia Gorlickiego zmienia się w jezioro Klimkówka. Ale to dopiero 12 kilometrów stąd, zwłaszcza że idziemy w stronę źródeł rzeki. Po dwóch kilometrach marszu asfaltem zaczyna się istna sielanka. Soczysto zielone góry, pracujący w polu rolnicy w białych koszulach i wolno pasące się krowy. Na takim tle nawet centrum Wysowej wydaje się być kolebką cywilizacji.

Wiata na końcu świata
Przed nami Blechnarka. Patrząc na mapę – istny koniec świata, za którym jest las i kolejny koniec świata, tyle że słowacki. Według historii, to jednak prawdziwy skarb. Przez prawie 500 lat istnienia zapomniana wieś znajdowała się na szlaku wielu istotnych wydarzeń, które przetaczały się przez Europę. W minionych epokach prowadziła tędy odnoga bursztynowego szlaku, który łączył barbarzyńskie ludy z basenem Morza Śródziemnego. Maszerowały tędy wojska rosyjskie, wysłane, by stłumić Wiosnę Ludów. Wreszcie dwie wojny światowe, które doprowadziły do niemal całkowitego zniszczenia osady. Świadectwem ostatnich wydarzeń są cmentarze wojenne numer 49 i 50, położone na zboczach Wysotej (784 m n.p.m.). O wysiedleniach Łemków przypomina tablica postawiona pod murowaną cerkwią pw. Świętych Kosmy i Damiana. Obiekt cudem uratowany przed zniszczeniem pełnił swego czasu funkcję owczarni. W końcu zaznał spokoju i dziś jest filią należącą do wysowskiej parafii.
Kilkaset metrów dalej kończą się zabudowania, a wraz z nimi asfalt. Bita droga zaczyna się wznosić w kierunku Przełęczy Wysowskiej (610 m n.p.m.), która stanowi jednocześnie granicę państwa. Godzinę po opuszczeniu Wysowej stajemy przy wiacie z ławkami. Czas na pierwsze kanapki i zweryfikowanie mapy. Można stąd zejść na Słowację w stronę Stebnickiej Huty i chyba taki plan ma kierowca forda, mozolnie wtaczającego się na przełęcz.
– Nie wiecie, czy dalej jest asfalt? – pyta zaciekawiony jegomość zza uchylonej szyby.
Mimo braku potwierdzenia z naszej strony, bez wahania wrzuca jedynkę i po chwili ginie w gąszczach Slovenskiej Republiki. My zaś postanawiamy się trzymać żółtych znaków, które prowadzą granicą w stronę Przełęczy Regietowskiej (646 m n.p.m.). Zaczyna się pierwsze podejście, które nie pozostawia złudzeń co do popularności trasy.
– Od ostatnich śniegów chyba mało kto tu zaglądał – oceniam sytuację, gdy brodzimy gęsiego w kępach traw.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Beskid Niski
Polska

Zobacz też