Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Paweł i Łukasz Golec

Heligonka wraca do łask

NPM 10/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. archiwum Fundacji Braci Golec)
Z muzykami Pawłem i Łukaszem Golcami z Fundacji Braci Golec rozmawia Jakub Terakowski  

Czy graliście kiedykolwiek w schronisku?
Paweł Golec: Tak, na Szyndzielni. Kilka lat temu koncertowaliśmy tam z grupą Alchemik w ramach festiwalu Bielska Zadymka Jazzowa. W tamtejszym schronisku organizowany jest finał tej imprezy, na który zapraszane są kapele jazzowe z całego świata. Muzycy i goście zimową aurą, w środku nocy, wjeżdżają z pochodniami kolejką tuż pod sam szczyt. Klimat koncertu w takim miejscu jest niezwykły.

A masz swoje ulubione schroniska?
P.G.: Od dawna nie byłem w żadnym, bo od lat nie nocowałem w górach. Z czasów studenckich miło wspominam Rysiankę, Halę Boraczą i Skalankę, czyli Chatkę Kwadrata. Czy ktoś dziś jeszcze pamięta tę nazwę? Góry jednak najmocniej kojarzą mi się z dzieciństwem.

Jak je wspominasz?
P.G.: Jako oczywisty, naturalny krajobraz. Były za oknem, za progiem i tyle. Były tam, odkąd sięgam pamięcią. Nie zastanawiały mnie, nie przychodziło mi wówczas do głowy, że mogłoby być inaczej; że zamiast nich, mógłbym widzieć za oknem beton. A samo dzieciństwo? Moi rodzice byli rolnikami, uprawy mieli rozrzucone po okolicznych stokach: jedną tu, drugą tam, trzecią jeszcze gdzieś indziej. Wakacje spędzaliśmy w polu, pomagając w pracach, żniwach i wykopkach. Rano wyprowadzaliśmy krowy, wieczorem trzeba je było sprowadzić do obory i wydoić. Zjechać na furze siana ze stromego stoku – to dopiero było wyzwanie! Zimą szusowaliśmy na krechę, ostro hamując u podnóża, aby nie wpaść do potoku. To wszystko było dla nas naturalne jak oddychanie, podobnie jak gwara, tradycja, zwyczaje czy strój.

Dziś dzieciom w górach służy Fundacja Braci Golec.
Łukasz Golec: Działamy od 12 lat na terenie czterech gmin: w Łodygowicach, Milówce, Jeleśni i Koszarawie. Prowadzimy Ogniska Twórczości Artystycznej, w których dzieci i młodzież z Żywiecczyzny uczą się grać na instrumentach ludowych regionu Karpat: skrzypcach, basach góralskich i heligonkach. Uczymy też śpiewu tak zwanym białym głosem. Regularnie naukę pobiera 160 dzieci. Od września w naszej nowej klasie mistrzowskiej kształcimy też w grze na dudach żywieckich i gajdach. Dotychczas te dwa instrumenty pojawiały się tylko w programie naszych letnich warsztatów.

A Wy też potraficie na nich grać?
P.G.: Na dudach – słabo, ale już na trombitach jakoś sobie radzę... (śmiech).
Ł.G.: Ja dudy i gajdy opanowałem, natomiast skrzypce i heligonka nadal stanowią dla mnie wyzwanie. Góralskie instrumenty dęte – trombity czy rogi pasterskie są prostsze do okiełznania.

Jednym z większych osiągnięć Fundacji była organizacja Festiwalu Heligonistów.
Ł.G.: Rozkręciliśmy festiwal do tego stopnia, że w najlepszej edycji uczestniczyło ponad 60 solistów. Same przesłuchania trwały od rana do późnej nocy. Kilka lat temu zrezygnowaliśmy jednak ze współorganizacji, ponieważ Fundacja zaczęła organizować Letnie Warsztaty Artystyczne, które wymagały dużego nakładu pracy. Trudno nam było pogodzić te dwa wydarzenia.

Dlaczego heligonka zaliczana jest do instrumentów perkusyjnych? Wyglądem przypomina przecież akordeon.
P.G.: Bo źródłem dźwięku jest drgająca blaszka, a nie strumień powietrza wytwarzany miechem, jak w aerofonach.
Ł.G.: Heligonka jest instrumentem ludowym znanym w całych Karpatach, ale na Żywiecczyźnie popularnym jak nigdzie indziej. Tu w każdej miejscowości zawsze było po kilkunastu heligonistów. Inaczej też na heligonkach grają nasi górale, a inaczej słowaccy czy rumuńscy. To od razu słychać. Dzięki naszej Fundacji instrument ten przeżywa renesans, wrócił do łask, choć pod koniec ubiegłego wieku wydawało się, że w Polsce już bezpowrotnie odszedł do lamusa. Teraz przez cały rok prowadzimy regularne lekcje gry na heligonkach dla dzieci i młodzieży z naszej okolicy, a latem organizujemy też warsztaty, w których uczestniczą zarówno debiutanci, jak i naprawdę wybitni wirtuozi z Węgier, Słowacji, Czech czy Austrii.

(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też