Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Jacek Kaniewski

Góry są moją kaplicą

NPM 10/2016
Numer wyprzedany
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. archiwum Jacka Kaniewskiego)
Z Jackiem Kaniewskim, gospodarzem Chaty na Bucniku, rozmawia Jakub Terakowski

Bucnik, Bucnik… Gdzie to w ogóle jest?
W Beskidzie Sądeckim. Pasmo Radziejowej, pomiędzy Dzwonkówką a Przehybą, piętnaście minut od Głównego Szlaku Beskidzkiego. Do Szczawnicy też mamy blisko.
 
A skąd taka brzydka nazwa? Nie chciałbyś jej zmienić?
Mowy nie ma! „Bucnik” wszystkim doskonale wpada w ucho. Dzieciom kojarzy się z nocnikiem, dorosłym z czym innym, a miejscowym – z bukami. I tego się trzymajmy. To miejsce, w którym rosną buki, podobnie jak Bukowina. Poprawna polska nazwa brzmiałaby Bucznik, taka zresztą funkcjonuje na niektórych mapach.
 
Powiedziałeś: miejscowym? To ktoś jeszcze mieszka na Bucniku?
Nie, to jedyne gospodarstwo w tym przysiółku wsi Obidza. Historia tej osady spowodowała, że połowa domów jest rozsiana po okolicznych grzbietach, a każda lokalizacja ma swoją własną nazwę. W każdym razie wszyscy w Obidzy wiedzą, gdzie ten Bucnik jest, chociaż nie każdy tu był. Dla wielu jest to gdzieś tam, hen w górach.
 
No właśnie, hen w górach, daleko tam z Gdańska…
Z Gdańska?
 
A nie stamtąd pochodzisz?
Stamtąd. Wychowałem się w prawdziwym blokowisku, na Zaspie.
 
Słynącej z murali…
Za moich czasów bloki były jednak szare. Teraz wycieczki tam chodzą, aby zobaczyć murale.
 
Ty ich nie widziałeś?
Widziałem, rodzice nadal mieszkają w Gdańsku, odwiedzamy ich regularnie.
 
Jak trafia się z Zaspy na Bucnik?
Bardzo prosto: wystarczy dobrze się zakochać.
 
A Ty zakochałeś się dobrze?
Znakomicie!
 
W mieszkance Bucnika?
Sąsiedniego Jazowska.
 
Poznałeś ją nad morzem czy w górach?
Ani nad morzem, ani w górach… Poznaliśmy się w Krakowie.
 
I – jak przystało na rodowitego gdańszczanina – zaraziłeś góralkę upodobaniem do gór?
Góry zawsze były mi bliskie, uczyli mnie ich moi rodzice. Tata jest przewodnikiem tatrzańskim, uczestniczył w organizowaniu wypraw himalajskich, był prezesem Alpinistycznego Klubu Eksploracyjnego. Rodzice często zabierali nas – mnie i moje rodzeństwo – w góry. Sam skończyłem kurs przewodników beskidzkich. Z Moniką jednak nie połączyło nas upodobanie do gór, lecz pasje duchowe, a więc wartości nieco głębsze niż sama turystyka. Zamieszkaliśmy w Warszawie, ale nie odpowiadało nam życie, w którym rano rozchodziliśmy się do biur, aby dopiero wieczorem spotkać się w domu. Brakowało nam też dziadków, a ponieważ bardziej ciągnęło nas w góry niż nad morze, więc wybraliśmy kierunek południowy.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też