Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Albania

Góry bez wody

NPM 10/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Przemysław Rychter
Wędrówka północno-wschodnimi stokami gór Nemërçkë. W dole fragment doliny Vjosy, a w tle góry po horyzont (fot. Przemysław Rychter)
Nasza bałkańska wyprawa miała charakter stricte górski. Nie interesowały nas miasta ani inne atrakcje turystyczne. Ustaliliśmy, że naszym głównym celem będzie przejście trzech pasm leżących w trzech różnych krajach na Półwyspie Bałkańskim: w Macedonii, Grecji i Albanii. Plan udało się zrealizować w stu procentach.

Cały nasz wyjazd można podzielić na trzy etapy. Pierwszy, macedoński obejmował trekking w bajecznie usytuowanych nad jeziorem Prespa w górach Baba. Drugi, albański, o którym będzie niniejszy artykuł, to wędrówka po jałowych górach Nemërçkë. Trzeci etap, będący jednocześnie ostatnią częścią naszej odysei, to odwiedzenie słonecznej Grecji, jednak nie jej śródziemnomorskiego wybrzeża, a mało znanych gór Lakmos.
Inicjatorem eskapady jest pochodzący z Czańca Grzesiek. Grzesiek to wielki miłośnik górskich trekkingów. Od wielu lat organizuje wyprawy w najróżniejsze europejskie pasma. W szczególności upodobał sobie Alpy, Pireneje, Karpaty oraz góry Skandynawii. Na Bałkany jedziemy jego samochodem w czteroosobowym składzie. Oprócz mnie i Grześka w ekipie znajdują się jeszcze Julka i Bartek. Po trzydniowym trekkingu w górach Baba oraz kilkugodzinnej regeneracji sił nad jeziorem Prespa ruszamy w stronę Grecji, a następnie odbijamy do Albanii. Granicę grecko-albańską przekraczamy na sennym przejściu granicznym Konitsa-Leskovik.

Albańska taksówka
Samochód zostawiamy tuż przy granicy w miejscowości Çarshovë, leżącej w południowej części malowniczej doliny Wjosy. Z właścicielem jednej z przydrożnych restauracji dogadujemy się, że podczas naszej nieobecności popilnuje nam auta, oczywiście za drobną opłatą. Robimy tak dla bezpieczeństwa (żeby nikomu nie przyszło do głowy odjechać naszym samochodem w siną dal), a także dla wygody. Wspólnie stwierdzamy, że dzięki temu już po zejściu z gór będziemy mieli do niego znacznie bliżej. Gdybyśmy wjechali w głąb doliny, do samochodu musielibyśmy wracać pieszo kilkadziesiąt kilometrów asfaltową drogą. Mając wybór, wolimy tego uniknąć.
Trekking chcemy rozpocząć w największym mieście w dolinie Vjosy – Përmet (200 m n.p.m.). Musimy się jednak najpierw w jakiś sposób do niego dostać. Na publiczny transport nie możemy liczyć, dlatego właściciel restauracji zamawia nam taksówkę. Standardowo przyjeżdża stary rozklekotany mercedes. Większość samochodów w Albanii to mercedesy w opłakanym stanie technicznym. Każda szanująca się albańska rodzina musi mieć auto tej marki, gdyż świadczy to o wysokim statusie społecznym.
Zanim jednak władujemy się do samochodu, przepakowujemy bagaże i zaopatrujemy się u gospodarza w wodę (każdy z nas wrzuca do plecaka po trzy półtoralitrowe butelki kranówki). Wolimy się tak zabezpieczyć, bo przypuszczamy, że o tej porze roku (końcówka września) wysoko w górach może już jej po prostu nie być.
Do Përmetu mamy około 30 kilometrów. Droga, którą jedziemy, wiodąca wzdłuż rzeki Vjosa, ma więcej dziur niż asfaltu, a do tego jest strasznie wąska. Jednak naszemu kierowcy w niczym to nie przeszkadza i pędzi po niej niczym rajdowy kierowca. Co więcej, w pewnym momencie zatrzymuje się na środku jezdni tylko po to, żebyśmy mogli zrobić zdjęcia urokliwej okolicy. Za pełną wrażeń podróż płacimy niecałe 20 euro.

Groteska na przełęczy
W Përmet jesteśmy około godziny 14, czyli w sumie dość późno. Natychmiast rezygnujemy z planów zwiedzania miasta, bo po pierwsze, jest na to za gorąco (ponad 30 stopni!), a po drugie – naprawdę nie ma tam nic godnego uwagi. Od razu ruszamy w góry w stronę przełęczy Qafa e Dhembelit (ok. 1440 m n.p.m.), rozdzielającej góry Nemërçkë od gór Dhembel. Do pokonania mamy 1200 metrów przewyższenia. Czeka nas walka z wysokością, a także z upałem i duchotą. Jest tak parno, że nie ma czym oddychać i non stop chce nam się pić. W plecakach mamy co prawda po 4,5 litra wody, ale przecież musimy ją oszczędzać, żeby wystarczyła na przejście całego pasma.

(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Artykuły z pasma Góry Grecji (m.in. masyw Olimpu i Pindos) i Cypru

Zobacz też