Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Tadżykistan

Górskie źródła Persji

NPM 7/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Wojciech Paczos
Jezioro Jaszilkul powstało, gdy obryw skalny utworzył naturalną tamę. Niezwykły kolor nadały mu minerały, obecne w skale (FOT. Wojciech Paczos)
Pamir ujrzeliśmy dwa lata wcześniej, eksplorując rejon Doliny Ałajskiej w Kirgistanie. Tym razem chcieliśmy dostać się dalej, w serce pasma. Przejechać Pamir Highway, otrzeć się o granicę afgańską, zobaczyć Hindukusz, odkryć górskie źródła Persji – to miała być dobra rozgrzewka przed akcją na Piku Lenina. A stała się wielką przygodą samą w sobie.

Pamir to niewielki powierzchniowo łańcuch górski o kształcie kwadratu. Łączy dwa wielkie azjatyckie systemy górskie. Na północy sąsiaduje z Górami Ałajskimi, które przechodzą dalej w Tien-Szan i Ałtaj, a na południu z Hindukuszem, dającym początek Karakorum i Himalajom. Administracyjnie to terytorium Tadżykistanu, choć na prawach autonomii Górnobadachszańskiego Okręgu. Zamieszkujący tę krainę Pamirczycy różnią się od Tadżyków wyglądem, językiem i religią. Bliżej spokrewnieni są z sąsiadami zza rzeki Pendż – Afgańczykami.

Tlen pilnie potrzebny
Normalna droga do Pamiru prowadzi od strony tadżyckiej przez Chorog – „bramę Pamiru” i centrum autonomii. My wjeżdżamy tutaj „od kuchni”, przez wysunięte daleko na północnym-wschodzie przejście z Kirgistanem na przełęczy Kyzył-Art (4280 m n.p.m.). To jedno z najwyżej położonych i pewnie najrzadziej uczęszczanych przejść granicznych świata. Po tej stronie gór mieści się Pamirskie Plateau, na którym leży miasteczko Murghab (3600 m n.p.m.). W czasie drogi przeziębił się jeden z członków naszej ekipy, więc zostajemy tu na jeden dzień, aby się podleczył. W tym czasie załatwiamy dalszy transport. Przeziębienie od początku wygląda podejrzanie. Po drugiej nocy stan chorego jest dramatyczny i nikt już nie ma wątpliwości – to wysokościowa odma płuc (HAPE). I to już na wysokości 3600 metrów nad poziomem morza, a w dodatku na płaskowyżu, więc nie mamy dokąd schodzić! O godzinie szóstej rano stawiamy na nogi połowę miasteczka w poszukiwaniu lekarza. Ogląda pacjenta i podaje jakieś niegroźne tabletki uspokajające pracę serca:
– Trzeba mu podać tlen. Nie mamy tutaj nic takiego – mówi stanowczo.
– Co zatem robić?
– Uciekać stąd czym prędzej. Zabierajcie go do auta i zjeżdżajcie w dół, do Chorogu – na to zdążyliśmy wpaść sami. – Macie jakieś 3-4 godziny – dodaje po chwili zastanowienia.
Trzy godziny później kolega w obstawie Michała i Emilki jest już w Chorogu, tysiąc metrów niżej. Po dramatycznym stanie z ranka pozostaje tylko niemiłe wspomnienie. Zdrów jak ryba, kilka dni później biega już z ciężkim plecakiem na wysokości czterech tysięcy metrów. Są na tym świecie rzeczy, które nie śniły się naszym lekarzom...


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też