Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | Fenomen górskich festiwali

Górskie spotkania trzeciego stopnia

NPM 12/2013
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Dorota Rakowicz, Andrzej Bazylczuk
Przegląd w Lądku-Zdroju to jedna z najstarszych górskich imprez w Polsce. Na zdjęciu Adam Bielecki opowiada o Gaszerbrumie I (fot.Grzegorz Stodolny)
Masz ochotę w większym towarzystwie porozmawiać o górach, obejrzeć poświęcony wspinaczce film i posłuchać opowieści sław polskiego i światowego himalaizmu o podbojach szczytów? Nic prostszego – jedź na festiwal! Nieważne, jaką datę pokazuje kalendarz – górskich imprez jest dziś tak wiele, że niemal na pewno jakaś niebawem się zacznie.

Festiwale górskie to tradycyjne miejsce spotkań ludzi kochających wędrówki wśród szczytów. Wyczynowcy mogą tam opowiedzieć o swoich dokonaniach, a ci, którzy podchodzą do gór mniej ekstremalnie, mają szansę posłuchać o heroicznych wyczynach i spotkać się z ich autorami. Do tego dochodzą oczywiście projekcje filmów, będące najistotniejszym elementem wielu imprez. Ale festiwale to przede wszystkim idealne miejsce do wymiany myśli i pomysłów.
– Dla osób związanych zawodowo z górami festiwale są okazją do reklamy, sprzedaży swych produktów czy usług, a także spotkań z ludźmi z branży, nieraz owocujących wspólnymi przedsięwzięciami – tak najkrócej ocenia festiwalową ideę himalaistka Aleksandra Dzik.
Z kolei Olga Morawska, żona tragicznie zmarłego himalaisty Piotra Morawskiego, wspomina, że na przykład kultowa już dziś impreza w Lądku-Zdroju była nie tylko miejscem narodzin projektów wielu górskich wypraw; tu wykuwała się także historia polskiego wspinania.
Organizowany od 1995 roku Przegląd Filmów Górskich, noszący imię legendy himalaizmu i stałego bywalca Lądka Andrzeja Zawady, to najstarsze z istniejących do dziś przedsięwzięć tego typu w Polsce. Jego ojcem jest Zbigniew Piotrowicz, który tęsknił za podobnym festiwalem organizowanym w latach 80. w Katowicach i postanowił stworzyć coś od nowa.
Firmowana przez niego impreza okazała się ogromnym sukcesem, więc pomysł podchwycili inni, tworząc podobne wydarzenia. Od 2002 roku organizowany jest Krakowski Festiwal Górski, trzy lata później swą historię rozpoczęły Spotkania z Filmem Górskim w Zakopanem. W duży festiwal przekształciły się także Dni Lajtowe – coroczne spotkanie członków Polskiego Klubu Alpejskiego. Do tego grona w 2010 roku dołączył Festiwal Górski „Wondół Challenge” w Szczyrku, w 2011 Łaziski Festiwal Górski „Pod Górę”, w 2012 Przegląd Filmów o Górach „O! Góry” w Szczecinie, a zdajemy sobie sprawę, że to tylko część takich przedsięwzięć. Przecież nawet największa impreza podróżnicza w kraju – gdyńskie Kolosy – ma swój górski blok i „alpejską statuetkę”. To jednak dowodzi, że próba odwiedzenia wszystkich takich imprez prawdopodobnie okazałaby się zajęciem na pełen etat, czasami wymagającym bycia w kilku miejscach jednocześnie, a to przecież nie jest łatwe. Równie trudne okazuje się zapanowanie nad żywiołem, jakim jest duży, górski festiwal.

Festiwal unplugged
Nie trzeba być członkiem Mensy, aby się domyślić, że przygotowanie tak potężnego przedsięwzięcia nie jest rzeczą prostą. Jak znaleźć odpowiedni termin czy właściwe miejsce? Co zrobić, żeby przyciągnąć widownię, jaki przygotować program i jakich gości zaprosić? Pytań jest mnóstwo.
– Aby wszystko grało, przedsięwzięcie musi być dobrze skoordynowane i na każdym etapie planowania dopracowane. Istotą każdego festiwalu jest zebranie w jednym czasie i miejscu wielu osób z całego kraju, ale nie nazwałbym tego problemem, tylko urokiem robienia takich imprez – tłumaczy Michał Słowioczek, jeden z organizatorów festiwalu w Łaziskach. Jego zdanie podzielają ludzie związani z innymi imprezami.
– Trudności jest bardzo wiele, gdyż na organizację takiego wydarzenia składa się wiele czynników. Są one często zupełnie od nas niezależne. W Zakopanem mamy przede wszystkim problem z wielką salą widowiskową z miejscami siedzącymi dla 700-1000 osób. Kolejna rzecz to natłok ważnych spraw w jednym momencie – wyjawia Magdalena Ziaja, dyrektor Spotkań z Filmem Górskim.
– Wiele rzeczy trzeba przewidzieć, mieć przygotowany plan B. Festiwal składa się z szeregu elementów. Żeby to ułożyć w całość, potrzebny jest przede wszystkim zaufany i odpowiedzialny zespół – dodaje Jacek Jawień, organizator festiwalu Wondół Challenge.
W zgodnej opinii organizatorów ich największym wrogiem są wypadki losowe.
– Zawsze mamy nadzieję, że w przypadku jakiejś wpadki uda nam się przesunąć elementy programu tak, aby ją zrekompensować widzom. Największe niebezpieczeństwa związane są z przybyciem zagranicznych gości. Staramy się tak planować ich przyjazd, aby mieć odpowiedni zapas czasu – wyjaśnia Piotr Turkot, dyrektor programowy KFG.
O tym, jak radzić sobie z kaprysami fortuny, opowiada Michał Słowioczek: – Jesteśmy przygotowani na takie sytuacje i jeśli jakiś gość może nie dotrzeć, to mamy zgodę na pokazanie jego filmu lub filmu o nim. Jeżeli ktoś się spóźnia, to organizujemy więcej konkursów dla publiczności, tak aby z perspektywy widzów nie było widać zamieszania.
Kolejna bolączka organizatorów to awarie sprzętu, który – zgodnie z prawem Murphy’ego – jeśli może się zepsuć, to na pewno to uczyni, i to w najgorszym możliwym momencie. Przekonany jest o tym Maciej Sokołowski, obecny szef Przeglądu Filmów Górskich w Lądku-Zdroju.
– Podczas organizacji dużych imprez nie ma możliwości, żeby coś się nie zawaliło. W zasadzie pewnym jest, że się zawali. I to oczekiwanie na coś, co się zaraz wydarzy, jest chyba najgorsze. Gdy już się stanie, to nie ma czasu na strach – trzeba działać. A stać może się milion różnych rzeczy. Organizacja festiwalu to nie jest ratowanie sytuacji kryzysowych, to jest jedna wielka sytuacja kryzysowa
– mówi Sokołowski, który na przykład w tym roku drżał o to, czy dotrze na imprezę Simone Moro. Włoch lądował w podkrakowskich Balicach o 11.30, a cztery godziny później miał się spotkać z publicznością. Wystarczyłaby mgła nad lotniskiem albo korek na autostradzie z Krakowa do Wrocławia i wszystko wzięłoby w łeb. Na szczęście nic takiego się nie zdarzyło i spotkanie zaczęło się jak w szwajcarskim zegarku.
 (...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”

W grudniowym numerze ponadto: mapa festiwali górskich i podróżniczych w Polsce, wykaz górskich festiwali na świecie, rozmowa z Bernadette McDonald, wieloletnią dyrektor festiwalu górskiego w kanadyjskim Banff; a także porady i wskazówki (m.in. Janusza Janowskiego, organizator gdyńskich Kolosów), co jest niezbędne do stworzenia dobrej imprezy podróżniczej.


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też