Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Gorce

Górski Marsz Niepodległości

NPM 11/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Robert Gosiewski
(fot. Michał Parwa)
Święto Niepodległości można spędzić na różne sposoby. Ktoś pojedzie na manifestację do Warszawy, ktoś inny usiądzie przed telewizorem. My postawiliśmy na wycieczkę górską i nieprzypadkowo na 11 listopada wybraliśmy Gorce. 

Nadchodził 11 listopada – Narodowe Święto Niepodległości. Ten dzień, wypadający dość mało szczęśliwie w samym środku tygodnia, postanowiliśmy spędzić w górach. Na miejsce działania wybraliśmy Gorce, ponieważ to pasmo górskie najbardziej kojarzy się nam z patriotyzmem i walką o wolność. Już same góry nieodparcie wiążą się z wolnością człowieka, a jeśli do tego dodamy wieloletnią walkę na tym terenie najbardziej kontrowersyjnego bojownika o niepodległość Polski podczas drugiej wojny światowej – Józefa Kurasia „Ognia”, najbardziej patriotyczną w całych polskich górach kaplicę pod Turbaczem oraz piękny, spacerowy, biało-czerwony szlak turystyczny z Rabki na najwyższy szczyt Gorców, to mamy naprawdę bogaty zestaw godny Święta Niepodległości.

W głowach u nas w porządku
Pogoda od samego rana raczej nie wspierała duchowo ani nie zachęcała do świętowania. Mimo to, grzęznąc w drobnej mżawce, udaliśmy się busem do Rabki-Zdroju, gdzie w parku przy fontannie okupowanej przez szczęśliwe słonie miał zacząć się nasz Marsz, tudzież Spacer, Niepodległości. Słonie są na miejscu. Nie skorzystały z ustawowego dnia wolnego i pracowicie tryskają wodą. Podążamy przez otulone jesienną mgłą miasteczko ku wyjściu na otwartą przestrzeń, zadając sobie po drodze wiele egzystencjalnych pytań.
– Dlaczego kino w Rabce-Zdroju nosi nazwę Śnieżka, skoro jest to najwyższy szczyt oddalonych od tego miejsca Karkonoszy? Dlaczego w mijanym kiosku, otwartym już wczesną porą świątecznego dnia, można kupić wczorajszą gazetę, lecz nie ma w asortymencie nawet jednej małej flagi państwowej? – zastanawiamy się nad mniej lub bardziej ważnymi kwestiami.
W tym poszukującym odpowiedzi nastroju osiągamy przestrzeń łąk nadrabczańskich. Zdejmujemy kurtki, bo zrobiło się już dość ciepło, poprawiamy sznurowadła, dociągamy pasy w plecakach i, ślizgając się po cienkiej warstwie błota, ruszamy w górę.
Na wielu szlakach, szczególnie jeśli idzie się nimi kilkanaście kilometrów, można zacząć troszeczkę się nudzić. Las, łąka, las, polana, w górę, w dół, ścieżka, droga, wąska ścieżka, droga – zestaw elementów i możliwości ich połączenia szybko się wyczerpują. Ale nie tutaj. Spoglądamy w jedną stronę i widzimy wielki różaniec oplatający dwa drzewa. Kilkaset metrów dalej stoi, sławny już wśród odwiedzających Gorce, pomnik opiewający pamięć Burzana, konia, który pogalopował w krainę wiecznych stepów. Forma marmurowej płyty nagrobnej, wrośnięta w skarpę przy samym szlaku, robi wrażenie na przechodzących. Wrażenie musi też wywierać siła przywiązania człowieka do zwierzęcia, które zostało uhonorowane takim pamiątkowym obeliskiem. Choć, podobno, niektórzy miejscowi są odrębnego zdania…
Kilkadziesiąt minut później trafiamy na schronisko na Maciejowej, które z roku na rok wygląda coraz młodziej. Mijamy je szybkim tempem, bo i tak przy dzisiejszej aurze nici z pięknego widoku na Babią Górę, a na jakikolwiek postój jest jeszcze za wcześnie. Niemniej przed wejściem spora grupa ciężko wyposażonych turystów górskich próbuje jak najszybciej schronić się we wnętrzu bacówki przed niewielkim deszczykiem. Na nasze lekkie stroje (zdecydowanie biegowe: obuwie, spodenki, koszulki, bluzy) i niewielkie plecaki niektóre osoby reagują zaniepokojeniem z nutą oburzenia. Nie pierwszy raz spotykamy się z tego typu reakcją.
 
(…)
 
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też